25 grudnia 1960: Sobota przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na sobotę 25 grudnia 1960 r. Dziś warto obejrzeć premierowy odcinek serialu kryminalnego Kapitan Sowa na tropie.

12:00 Kino „Przygoda” — „Ali i wielbłąd” (cz. I) — film fabularny prod. angielskiej

13:05 Śpiewa Chór Chłopięcy i Męski w Poznaniu pod dyrekcją Stefana Stuligrosza

13:35 „Opowieść o pingwinach” — film prod. radzieckiej

13:55 Życzenia świąteczne

14:05 Teatr Młodego Widza: „Uczeń czarnoksiężnika” — widowisko Wandy Żółkiewskiej i Stanisława Bugajskiego. Reż. – Joanna Koenig. Opracowanie muzyczne – A. Trybuła. Wykonawcy: Tadeusz Pluciński, Damian Damięcki, Cezary Kapliński, Mieczysław Stoor, Hanna Parysiewicz, Anna Milewska.

15:05 „Tele-Echo”

15:45 „Kapitan Sowa na tropie” — odc. 1 filmu seryjnego prod. polskiej. Reż. – Stanisław Bareja. Występują: Wiesław Gołas, Michał Szewczyk, Iwona Słoczyńska, Barbara Wałkówna, Bogusław Sochnacki, Jerzy Walczak, Stanisław Wyszyński.

16:15 Teatr Telewizji: „Damy i huzary” — komedia Aleksandra Fredry. Reż. – Józef Słotwiński. Scenografia – Xymena Zaniewska. Obsada: Jacek Woszczerowicz (Rotmistrz), Jan Matyjaszkiewicz (Major), Ignacy Gogolewski (Edmund), Edmund Fidler (Kapelan), Wanda Łuczycka (Pani Orgonowa), Justyna Kreczmarowa (Panna Aniela), Barbara Sołtysik (Zofia), Henryk Borowski (Grześ), Bohdan Ejmont (Rembo), Barbara Wrzesińska (Fruzia), Anna Wesołowska (Józia), Wiesława Kwaśniewska (Zuzia).

18:00 „Polska za Piastów” — teleturniej

18:55 „Śpiewa Juliette Greco” — film

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Przedstawiamy” — program rozrywkowy. Reż. – Witold Filier. Reż. TV – Elżbieta Klęków. Scenariusz – Witold Filier i Władysław Jakubowski. Scenografia – Alicja i Bożena Wahl. Występ piosenkarzy zagranicznych.

21:15 „Gdzie twoje miejsce dziewczyno?” — film fabularny prod. duńskiej

Wojtek ogląda dziś serial „Kapitan Sowa na tropie”

W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia 1965 roku, gdy w większości domów jeszcze pachniało makiem i kapustą, Telewizja Polska zaproponowała widzom coś zupełnie nowego. Po południu, na jedynym istniejącym wówczas, czarno-białym kanale, zadebiutował pierwszy polski serial kryminalny „Kapitan Sowa na tropie”. Dla wielu był to prezent nieoczekiwany, ale jak się szybko okazało pomysł był trafiony.

Kapitan Milicji Obywatelskiej Tomasz Sowa pojawił się na ekranie bez fanfar, za to z wyraźnym charakterem. Skórzana, czarna marynarka, sweterek polo, spokojny głos i przenikliwe spojrzenie. To nie był funkcjonariusz z plakatu propagandowego, lecz ktoś bliższy bohaterom zachodnich kryminałów, które Polacy znali głównie z opowieści i nielicznych projekcji kinowych. Towarzyszył mu Albin, pomocnik, kompan i współuczestnik ich wspólnej, niemal misyjnej walki z nałogiem tytoniowym, co samo w sobie stanowiło uroczy rys obyczajowy epoki.

Kadr z serialu Kapitan Sowa na tropie

Kapitan Sowa na tropie

Serial jest klasyką telewizyjnego kryminału. Głównym bohaterem jest funkcjonariusz Milicji Obywatelskiej kapitan Sowa, rozwiązujący zagadki kryminalne.

Świat „Kapitana Sowy” był zanurzony w realiach połowy lat 60.: 500-złotowy banknot z górnikiem, papierosy „Silesia” (wówczas szczyt dobrego smaku), radiowóz „Warszawa” i pościgi po brukowanych ulicach stolicy. Syrena goniąca starego Wartburga, echo kroków na klatce schodowej, trzask drzwi i napięcie budowane bez efektów specjalnych. Wszystko to tworzyło klimat, który dziś, pozbawiony ciężaru politycznych kontekstów, wywołuje raczej uśmiech i ciepłą nostalgię niż ideologiczną czujność.

Każdy odcinek serialu stanowił zamkniętą całość, osobną zagadkę kryminalną, którą kapitan Sowa rozwiązywał z chłodną logiką i spokojem. W premierowym epizodzie literat Nawrocki oraz reżyser Gajda wciągają przypadkowo napotkanego mężczyznę (jak się szybko okazuje, samego kapitana Sowę) do pozornie niewinnej sprawy przyniesienia gipsowej figurki z mieszkania. Na miejscu zamiast bibelotu czekają zwłoki kobiety, a śledztwo prowadzi do zaskakującego, kameralnego finału: morderczynią okazuje się sąsiadka.

Widzowie z lat 60. przyjęli serial z życzliwością. Doceniali pionierski charakter, prostotę narracji i autentyzm realiów, nawet jeśli tempo i aktorstwo zdradzały teatralne korzenie telewizji tamtego czasu. Dla współczesnego widza „Kapitan Sowa na tropie” to już nie tylko kryminał, ale również bezcenny dokument obyczajowy, zapis epoki, w której telewizja dopiero uczyła się opowiadać historie w odcinkach.

I może właśnie dlatego, w ten świąteczny dzień 1965 roku, kapitan Sowa wszedł do polskich domów tak naturalnie. Nie jako funkcjonariusz systemu, lecz jako bohater nowego rodzaju. Ten, który po cichu, bez zbędnych słów, zawsze trafia na właściwy trop.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *