Kogel-mogel: Czy to jest komedia jakby kultowa?

Powróć do lat 80. i przypomnij sobie historię Kasi Solskiej. Poznaj fenomen filmu Kogel-mogel: od genialnego scenariusza po piosenkę Edyty Geppert.

Kiedy 15 sierpnia 1988 roku do polskich kin wszedł „Kogel-mogel” Romana Załuskiego z miejsca trafił w czułą strunę schyłkowego PRL-u. Wyprodukowany przez Studio Filmowe „Oko” obraz z lekkością, ale i zaskakującym realizmem uchwycił absurdalną codzienność tuż przed nadchodzącą transformacją.

Ta klasyczna komedia pomyłek, zderzająca ze sobą prowincjonalną wieś z miejską inteligencją, przyciągnęła do kin prawdziwe tłumy. I choć od premiery minęły dekady, kultowe teksty z tego filmu zna dziś chyba każdy. Ale czy ta komedia faktycznie przetrwała próbę czasu i zasłużyła na miano kultowej?

Łepkowska i Załuski, czyli przepis na scenariusz doskonały

Żeby zrozumieć, dlaczego „Kogel-mogel” był strzałem w dziesiątkę, trzeba cofnąć się do drugiej połowy lat 80. Polska u schyłku PRL-u to świat permanentnego kryzysu, kartek na wszystko, ale też marzeń młodego pokolenia o wyrywaniu się z prowincji do wielkiego miasta. Właśnie w takich realiach spotkałli się: doświadczony reżyser Roman Załuski oraz debiutująca wtedy w pełnym metrażu Ilona Łepkowska, dzisiejsza królowa polskich seriali.

Łepkowska wplotła do scenariusza to, co do dziś wychodzi jej najlepiej: idealne wyczucie potocznego języka, krwiste postaci i ucho do dialogów, które same wchodzą do potocznej polszczyzny. Całość oparto na genialnie prostym kontraście – patriarchalna, tradycyjna wieś zderza się z warszawską inteligencją, która co prawda ma aspiracje, ale tonie we własnych neurozach i absurdach epoki. Dodajmy do tego klasyczny mechanizm komedii pomyłek, gdzie jeden fałszywy krok i drobne kłamstewko uruchamiają lawinę absurdalnych zdarzeń, a otrzymamy przepis na komediowy samograj.

Muzyka Seweryna Krajewskiego i eksperyment z Edytą Geppert

Nie byłoby klimatu „Kogla-mogla” jakiego znamy bez jego ścieżki dźwiękowej. Za oprawę muzyczną odpowiadał sam Seweryn Krajewski, a genialny tekst do przewodniego utworu „Szukaj mnie” wyszedł spod pióra Marka Dagnana.

Na pomysł, aby piosenkę zaśpiewała Edyta Geppert reżyser kręcił nosem. Był przekonany, że Geppert, kojarzona wtedy głównie z mocnym, wręcz dramatycznym repertuarem, po prostu nie pasuje do lekkiej komedii obyczajowej. Na szczęście twórcy dopięli swego i wywalczyli próbne nagranie. Efekt? Edyta Geppert wzniosła ten kawałek na absolutne wyżyny, nadając całemu filmowi przepiękną głębię. Dziś chyba nikt nie wyobraża sobie czołówki bez tego głosu, a piosenka „Szukaj mnie” na stałe weszło do kanonu największych przebojów polskiego kina.

Kogel-mogel, czyli fabularne poplątanie z pomieszaniem

Fabuła filmu to klasyczny rollercoaster rodem z lat 80. Poznajemy Kasię Solską, dziewczynę z wioski Grabowo, która ma jedno wielkie marzenie: zerwać ze schematem i iść na studia pedagogiczne w Warszawie. Wraca do domu po egzaminach, a tam czeka na nią „niespodzianka”: rodzice, bez jej wiedzy i zgody, zaplanowali jej ślub ze Staszkiem Kolasą, zamożnym, ale – powiedzmy sobie szczerze – mało wyrafinowanym sąsiadem.

I tu wkracza absolutny klasyk epoki, czyli niedoskonałości techniczne PRL-u. Kasia dzwoni po wyniki rekrutacji, na linii słychać trzaski, a Kasia myśli, że oblała egzamin. Załamana ulega presji rodziny i zgadza się na ślub. Ale w samą porę (a dokładnie w przeddzień wesela) pojawia się listonosz z oficjalnym zawiadomieniem: Kasia została przyjęta na studia. Dziewczyna ucieka z domu i jedzie do stolicy.

Jednak po przyjeździe do Warszawy Kasia jest bez grosza przy duszy i bez dachu nad głową. W Parku Saskim Kasia trafia na babcię Wolańską oraz jej wnuczka, potwornego Piotrka. Zostaje jego nianią i ląduje w mieszkaniu państwa Wolańskich, co staje się motorem napędowym całej komedii. Kasia musi balansować między chorobliwą zazdrością pani Barbary, niezdarnymi podchodami docenta Mariana i wybrykami małego Piotrka.

Zostałam chyba obsadzona dlatego, że reżyser kiedyś zobaczył, jak wbiegam do sklepu tuż przed jego zamknięciem. I podobno biegłam na tyle śmiesznie, że dostrzeżono u mnie zdolności komediowe. A wcześniej grałam głównie role dramatyczne. Dodam, że Zdzisław Wardejn (docent Wolański) powiedział, że grając taką zołzę, nie musiałam pracować nad charakterem.

— Ewa Kasprzyk

A w tle kręci się już wielka miłość. Kasia gubi torebkę w restauracji, a jej znalazcą okazuje się Paweł Zawada, przystojny absolwent SGGW, który właśnie wrócił ze stypendium na Zachodzie. Zaiskrzyło od razu. Kiedy Barbara Wolańska wyrzuca Kasię z mieszkania za urojony romans z mężem, Paweł zabiera ją do swoich rodzinnych Brzózek. Po serii kolejnych perypetii, konfrontacjach z teściami i rodzinnym rabanem, wszystko kończy się tak, jak na dobrą komedię przystało – przygotowaniami do ślubu.

Główni bohaterowie, czyli barwne postaci i genialne aktorstwo

Ogromny sukces filmu to zasługa genialnie napisanym postaciom. To był wręcz mały, satyryczny przekrój polskiego społeczeństwa tamtych lat, gdzie każdy bohater miał swój niepowtarzalny charakter.

  • Katarzyna Solska (Grażyna Błęcka-Kolska) – symbol młodych i ambitnych dziewczyn z prowincji, które miały dość schematu „mąż, dzieci i gospodarka”. Kasia jest zdeterminowana, ma jasno określony cel (pedagogika w Warszawie) i nie waha się postawić autorytarnemu ojcu. To postać przełamująca tradycyjny wiejski wzorzec wczesnego zamążpójścia.
  • Paweł Zawada (Dariusz Siatkowski) – rolnik nowej ery. Wykształcony agronom po SGGW, pełen uroku osobistego, z głową otwartą na świat i nowoczesne podejście do pracy na roli. Stoi w całkowitej opozycji do Staszka Kolasy, przaśnego sąsiada, który żonę traktuje jak kolejny majątek do pomnożenia.
  • Zenon Solski, ojciec Kasi (Jerzy Turek) – absolutny majstersztyk aktorski. Klasyczny, apodyktyczny ojciec i głowa rodziny. Jego surowość, powtarzane frazy i bezwzględne przywiązanie do tradycji sprawiły, że Turek stworzył postać legendarną – jednocześnie straszną i komiczną.
  • Maria Solska, matka Kasi (Katarzyna Łaniewska) – ciepła, uległa i utkana z wiejskiej tradycji, choć w kluczowych momentach potrafi po cichu wykazać się niezwykłą empatią i amortyzować porywczy charakter męża.
  • Docent Marian Wolański (Zdzisław Wardejn) – na uczelni pan docent, autorytet i naukowiec, a w domu człowiek całkowicie zdominowany przez żonę. Jego nieporadne zaloty do Kasi świetnie obnażały małomiasteczkową hipokryzję inteligencji z tamtych lat.
  • Barbara Wolańska (Ewa Kasprzyk) – absolutna królowa ekranu. Karykatura nowoczesnej warszawskiej damy, skrajnie skupionej na sobie hipochondryczki, która terroryzuje domowników i wpada w absurdalne stany zazdrości o mężusia.
  • Babcia Wolańska (Małgorzata Lorentowicz) – oaza zdrowego rozsądku i ciepła w tym neurotycznym warszawskim piekiełku. Jedyna osoba, która w domu Wolańskich zachowała klasę i stanowiła dla Kasi prawdziwe wsparcie.
  • Piotruś Wolański (Maciej Koterski) – mały terrorysta. Bezbłędny obraz dziecka wychowanego bezstresowo, które bezlitośnie manipuluje rodzicami za pomocą płaczu.

„Kogel-mogel” i brama do aktorskiej kariery Grażyny Błęckiej-Kolskiej

Dobór obsady okazał się strzałem w dziesiątkę i jednym z najważniejszych filarów sukcesu całej produkcji. Załuski wykonał świetny ruch, zestawiając na planie wyjadaczy z warszawskich i wrocławskich scen teatralnych z młodymi adeptami aktorskiego rzemiosła.

Dla samej Grażyny Błęckiej-Kolskiej rola Kasi Solskiej stała się przepustką do wielkiej kariery i ogólnopolskiej rozpoznawalności. Świeżo upieczona absolwentka łódzkiej Filmówki pracowała wtedy we wrocławskim Teatrze Drugie Studio. Co ciekawe, o przesłuchaniach dowiedziała się od montażysty Romana Kolskiego (swojego późniejszego męża). Na castingu u Załuskiego zachwyciła wszystkich od razu. O powierzeniu jej głównej roli zadecydował nie tylko bezdyskusyjny urok osobisty, ale przede wszystkim niezwykła autentyczność i niesamowita swoboda, z jaką weszła w interakcję z dziećmi podczas prób kamerowych. Dziś trudno wręcz wyobrazić sobie inną Kasię.

Lokacje filmowe, anegdoty produkcyjne i usterki realizatorskie

Realizacja filmu w latach 1987–1988 w realiach schyłkowego PRL-u wymagała od ekipy niemałej elastyczności. Mimo ograniczeń budżetowych i sprzętowych twórcy wyczarowali świat, który do dziś ogląda się z ogromną przyjemnością, choć nie obeszło się bez uroczych potknięć.

Gdzie tak naprawdę kręcono „Kogel-mogel”?

Filmowe wsie Grabowo oraz Brzózki to w rzeczywistości jedna i ta sama miejscowość – Roszczep w gminie Klembów (powiat wołomiński). Co ciekawe, do dziś można tam znaleźć zabudowania, które odgrywały gospodarstwa Solskich i Zawadów. Z kolei warszawskie sceny miejskie to absolutny klasyk epoki: Stare Miasto w okolicach Kolumny Zygmunta, Park Saski, kultowy Dworzec Centralny, ulica Zamenhofa oraz dzisiejszy Plac Piłsudskiego (wówczas Plac Zwycięstwa).

Kim był niesforny Piotruś?

Mały Maciej Koterski – filmowy Piotruś – to jedna z najbardziej tajemniczych postaci tej produkcji. Co ciekawe, mimo zbieżności nazwisk nie miał nic wspólnego z reżyserem Markiem Koterskim czy aktorem Miśkiem Koterskim. Po sukcesie filmu nie kontynuował kariery aktorskiej i wyemigrował do Australii. Praca z nim na planie do łatwych nie należała, bo chłopak potrafił nieźle dać ekipie w kość. W słynnej scenie, gdy Piotruś szlocha po zmoczeniu prześcieradła, jego płacz puszczono z taśmy magnetofonowej, podczas gdy mały aktor spokojnie stał pod ścianą i bawił się rączkami.

Filmowe wpadki, czyli co dostrzegli widzowie

Fani filmu przez lata wyłapali kilka smaczków i wpadek realizatorskich, które dziś są urokliwymi detalami dla naprawdę spostrzegawczych:

  • Czary-mary z różami: Na targu Kasia kupuje pięć róż: cztery żółte i jedną różową. Gdy stawia je w wazonie w domu Wolańskich, różowa nagle zmienia kolor na czerwoną.
  • Fikcyjna abstynencja: Kasia kilkukrotnie zarzeka się, że alkoholu nie pije w ogóle. Tymczasem w scenie ze znajomymi w studenckim barze bez mrugnięcia oka sączy piwo.
  • Taksówką przez Starówkę: Barbara Wolańska próbuje złapać taksówkę pod Kolumną Zygmunta, żeby dotrzeć na Plac Piłsudskiego. W rzeczywistości to spacer na około 800 metrów, no ale widać warszawska dama pieszo chodzić nie lubiła.
  • Niewypowiedziane zamówienie: W sypialni Wolańskich Kasia dopytuje, kto co pije (kawa, herbata, mleko, kakao). Po żarcie docenta dziewczyna wychodzi z pokoju, chociaż nikt tak naprawdę nie zdecydował się na konkretny napój do śniadania.

Kultowe cytaty i leksykon językowy

Największą siłą „Kogla-mogla” – i absolutną wizytówką filmu – są genialne dialogi napisane przez Ilonę Łepkowską. Wiele z nich z miejsca weszło do potocznej polszczyzny i żyje własnym życiem do dziś. Komizm językowy oparto tu na kapitalnym zderzeniu wiejskiej gwary i pragmatyzmu z warszawskim żargonem i neurotyczną ekspresją.

Zenon Solski: Absolutny mistrz autorytarnych mądrości życiowych

  • „Jak mówię, to mówię, a jak mówię, to wiem!”
  • „Nie ma takiej możliwości, żeby było coś niemożliwe.”
  • „Ty może i głupia nie jesteś, ale rozumu to ty nie masz za grosz!”
  • „Mus jest, żebyś ty szła za mąż!”

No i kultowy popis językowy przy zachwalaniu kandydata na zięcia: „On ma i horyzonty, i holzwagen, i jeszcze motor emzetę ma! O, co on ma!”

Maria Solska: Wiejska logika i matczyna pragmatyka

  • „Oj córciu, córciu, już ty długo panienką nie będziesz…”
  • „Dla przyjemności nikt nie pije, tylko jak mus!”
  • „To nawet lepiej… bo od tej miłości to człowiek całkiem głupieje. A jak sobie tak spokojnie wykarkuluje, to całkiem inna karkulacja.”

Barbara Wolańska: Królowa nadinterpretacji i słynnego „jakby”

  • „Marian, no zrób coś. Zobacz, przecież on jest jakby bez spodni!”
  • „Inaczej pójdziesz do przedszkola i będą cię znowu przywiązywać do kaloryfera!”
  • „O Boże, to dziecko chciało mnie zabić! Jesteś taki sam jak twój ojciec!”

Babcia Wolańska: Mistrzyni genealogicznych wywodów

  • „Otóż stryjeczny wuj szwagra mego drugiego męża posiadał majątek ziemski we wsi Grabowo. Bardzo porządny człowiek, nie żaden krwiopijca, niesłychanie przystojny.”

Paweł Zawada: Czysta definicja ludowego równouprawnienia

  • „Ja tam jestem za równouprawnieniem, ale kobieta ma słuchać męża!”

Dlaczego „Kogel-mogel” stał się dziełem kultowym?

Dzieło Romana Załuskiego i Ilony Łepkowskiej na zawsze zajęło wyjątkowe miejsce w sercach polskich widzów. Gdy po latach wracamy do tej historii, wyraźnie widać, że o jej niezwykłej sile zadecydowało coś więcej niż tylko zręcznie napisana fabuła. Film w idealnych proporcjach połączył lekką i komediową formę z ciepłą, nieco nostalgiczną obserwacją polskiej codzienności schyłku lat 80., świata, który odchodził na naszych oczach, a do którego dziś wracamy z łezką w oku.

Z perspektywy czasu „Kogel-mogel” to piękna i nostalgiczna pamiątka minionej epoki. Pod warstwą genialnego komizmu słownego i sytuacyjnego kryją się uniwersalne i niezwykle bliskie nam sprawy: pragnienie podążania własną drogą, marzenia o wyrwaniu się w świat, siła rodzinnych więzi i cena, jaką płaci się za własną niezależność. Właśnie dlatego, mimo upływu dekad, ten film z niegasnącym urokiem powraca na telewizyjne ekrany, a kultowe cytaty i niezapomniane kreacje aktorskie wciąż łączą przy wspólnym seansie kolejne pokolenia.

Co tak naprawdę pokochaliśmy w tej historii? Błyskotliwy humor, krwiste postaci, aktorski kunszt czy nastrojową muzykę Seweryna Krajewskiego? Chyba po prostu to, że mamy do czynienia z filmem, w którym zagrała każda pojedyncza struna. „Kogel-mogel” to kawałek prawdziwego kina z duszą, do którego wraca się jak do starego, dobrego znajomego.

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *