W czasach PRL telewizja odgrywała rolę, jaką dziś trudno sobie wyobrazić. Programy edukacyjne i popularnonaukowe nie były tylko dodatkiem do rozrywki, ale często stanowiły główne źródło wiedzy o świecie.
Wśród nich na szczególne miejsce zasłużył „Zwierzyniec” prowadzony przez Michała Sumińskiego. To nie była zwykła audycja. Z czasem stała się prawdziwym fenomenem kulturowym oraz pierwszym przewodnikiem po świecie przyrody dla milionów Polaków. W poniedziałkowe popołudnia podwórka pustoszały, bo dzieci i dorośli zasiadali wspólnie przed telewizorem. „Zwierzyniec” przyciągał nie tylko wiedzą, ale też atmosferą. Dawał chwilę wytchnienia, budził ciekawość i uczył patrzeć na naturę z szacunkiem.
O czym był „Zwierzyniec”
Program „Zwierzyniec” gościł w Telewizji Polskiej przez równo dwie dekady – od 1968 do 1988 roku. Pierwszy odcinek wyemitowano 9 października 1968 roku. Od tamtej pory poniedziałkowe popołudnia miały stały punkt – o godzinie 16:30 przed telewizorami zasiadały całe rodziny.
I kudłate, i łaciate, pręgowane i skrzydlate.
— piosenka otwierająca program (słowa: Maria Terlikowska)
Te, co skaczą i fruwają na nasz program zapraszają.
Pomysłodawczynią i autorką scenariuszy „Zwierzyńca” była Jadwiga Olszańska, a opowieści o zwierzętach tworzyła Maria Sołtyńska. Jednak sercem programu był Michał Sumiński. Jego spokojne gawędy pełne wiedzy i ciepła sprawiały, że każde dziecko mogło poczuć się częścią świata natury. Obok opowieści pojawiały się także starannie dobrane filmy przyrodnicze.
Schemat programu był powtarzalny i przewidywalny. I właśnie w tym tkwiła jego siła. W świecie pełnym politycznej niepewności „Zwierzyniec” dawał młodym widzom poczucie stabilności, bezpieczeństwa i prostych wartości.
„Zwierzyniec” miał misję. Zachęcał do troski o faunę i florę. Dzieci liczyły bociany, ocieplały psom budy, a w ramach akcji „Gospoda pod szarym wróblem” uczyły się robić karmniki.
— Michał Sumiński
Nie sposób też pominąć elementu, który dodatkowo przyciągał miliony dzieci – kreskówek wytwórni Hanna-Barbera wyświetlanych na zakończenie każdego odcinka. W realiach PRL był to niemal luksus i jedyna okazja, by zobaczyć bohaterów zagranicznej popkultury. Było to też sprytne posunięcie twórców. Kto chciał zobaczyć przygody Psa Huckleberry, Misia Yogi czy Goryla Magilli, musiał wcześniej wysłuchać gawędy Sumińskiego i obejrzeć filmy przyrodnicze.
Michał Sumiński – pan od przyrody i zapalony myśliwy
Michał Sumiński był nie tylko twarzą programu, ale jego duszą i motorem napędowym. Z wykształcenia zoolog i leśnik, był także dziennikarzem radiowym i telewizyjnym, kapitanem żeglugi morskiej, podróżnikiem oraz autorem wielu książek i artykułów.
Telewizja zwróciła się do mnie z pomysłem „Zwierzyńca” jako magazynu dla dzieci, w którym będę opowiadał o przyrodzie i zwierzętach.
— Michał Sumiński
Szczególnej powagi i autentyczności nadawały mu dramatyczne doświadczenia z czasów II wojny światowej. Był więziony w hitlerowskich obozach, w tym na Pawiaku, w KL Auschwitz, a następnie w Mauthausen-Gusen. Te przeżycia wzmacniały jego autorytet i sprawiały, że widzowie cenili go nie tylko za wiedzę, lecz także za niewypowiedzianą siłę charakteru.
Przygoda Sumińskiego z telewizją rozpoczęła się niemal przypadkowo, dzięki zaproszeniu Macieja Ziemińskiego do programu „Ekran z bratkiem”.
Do „Zwierzyńca” zaprosił mnie Maciej Ziemiński i ja opowiadałem o lisie, którego przywabiłem do siebie na kilka kroków i on się tak bardzo przestraszył, że się przez ogon przewinął, jak zobaczył, że to nie jest postrzelony zając tylko człowiek. Potem on jeszcze raz mi zaproponował występ, później jeszcze raz i potem zaczęły przychodzić listy. Przyszło kilkaset listów, a wtedy telewizja była bardzo czuła na listy od słuchaczy. W pewnym momencie przyszło kilkaset listów, żeby ten Pan z wąsami jeszcze coś opowiedział. No i jeszcze mnie zaprosił i jeszcze, no i potem telewizja doszła do wniosku, żeby zrobić specjalną audycję dla mnie, którą ja będę prowadził. Jak siadłem na zwierzyńcowym fotelu, to siedziałem na nim równe dwadzieścia lat.
— Michał Sumiński, film „Pan Zwierzyniec” Sławomira W. Malinowskiego
Najbardziej intrygująca w jego osobowości była dychotomia między publicznym wizerunkiem popularyzatora przyrody a prywatną pasją myśliwską. Publicznie Sumiński był wzorem miłośnika przyrody, a prywatnie – zapalonym myśliwym. Pierwszą strzelbę otrzymał od ojca już w wieku 10 lat i polował aż do 91. roku życia.

Ekran z bratkiem – złoty wiek telewizji dziecięcej z pasją
Ekran z bratkiem to złoty wiek polskiej telewizji dla dzieci i młodzieży. Poznaj historię programu Macieja Zimińskiego, który kształtował całe pokolenie.
Dziś takie połączenie może wydawać się sprzeczne, ale w kontekście PRL myślistwo było postrzegane jako część gospodarki leśnej i zarządzania populacją zwierząt, a nie wyłącznie jako sport. Jego pasja ukazuje specyficzne podejście do natury. Bliska obserwacja i zrozumienie świata zwierząt mogły iść w parze z jego regulacją. Sumiński nie był ekoaktywistą w dzisiejszym rozumieniu, lecz ekspertem biologii, który rozumiał naturę w całej jej złożoności.
Michał Sumiński odszedł z Telewizji Polskiej w 1988 roku, co było równoznaczne z zakończeniem emisji „Zwierzyńca”, mimo propozycji powrotu.
Prawdziwą przyczyną było to, że w telewizji przestała pracować pani, która kierowała moją redakcją. Proszono mnie wprawdzie żebym nie przerywał współpracy i ja rzeczywiście jeszcze jakiś czas występowałem. Jednak odbywało się to w innych układach i prawdę mówiąc mnie to już tak bardzo nie interesowało.
— Michał Sumiński
Po zakończeniu kariery telewizyjnej Sumiński nie odszedł od kontaktu z młodym odbiorcą. Podróżował po szkołach, prowadził pogadanki o zwierzętach i inspirował kolejne pokolenia.
Wpływ „Zwierzyńca” na pokolenia wychowane w PRL-u
„Zwierzyniec” był czymś znacznie więcej niż pasywnym programem. Była to platforma, która angażowała widzów i budowała poczucie wspólnoty. Coś niezwykle rzadkiego w ówczesnej telewizji.
Najważniejszym przykładem tej interaktywności było stworzenie przez redakcję Stowarzyszenia O Większych Ambicjach (SOWA). Członkowie tego klubu, głównie dzieci, brali udział w różnych akcjach, m.in. liczenia bocianów w całej Polsce. Dzieci przysyłały listy do redakcji, a w odpowiedzi otrzymywały ankiety dotyczące opieki nad swoimi zwierzęcymi podopiecznymi.
„Zwierzyniec”, który w istocie zajmował się przyrodą i budzeniem szacunku dla przyrody dla dzieci wymyślił taką akcję, która nazywała się „Gospoda pod szarym wróblem”. To była rzecz strasznie banalna, bo chodziło o zbudowanie zwykłego karmnika, utrapienie na zajęciach technicznych w szkole taki karmnik dla ptaków – nudziarstwo. Natomiast myśmy to podnieśli do rangi rzeczy ważnej i wielkiej tzn. opieka nad zwierzyną, nad ptactwem. Ale co tu było istotne. Mianowicie dzieciary zgłaszały się, że chcą brać udział w tej akcji i od redakcji zwierzyńca otrzymywały coś w rodzaju legitymacji tyle że ta legitymacja była nie tyle z dwóch części złożona, a z trzech. Na okładce był napisany tytuł, było miejsce na wklejenie fotografii i wpisanie swojego nazwiska, przy czym nie myśmy wpisywali tylko dziecko dostawało czysty blankiet i wklejało swoją fotografię i wpisywało swoje imię i nazwisko. Na drugiej stroniczce były puste kratki, czyli miejsca na wklejanie znaczków, które były na tej trzeciej części. Dziewczynka lub chłopczyk robiąc coś pożytecznego, sugerowanego przez program, wycinało samo znaczek i samo wklejało na tą kartkę, gdzie zaliczało się zajęcie. Nie myśmy jako redakcja decydowali, nie myśmy oceniali, dziecko samo oceniało, widz sam oceniał, czy dane zadanie wykonał i czy zasługuje na to, żeby uznać to zadanie. Potem przysyłali nam legitymację by się pochwalić, ile to wspaniałych rzeczy zrobili. Myśmy nie fundowali żadnych nagród, bo takowych nie było. Myśmy mieli jedynie okrągłe znaczki z rysunkiem ptaszka i napisem „Przyjaciel przyrody” do przypięcia do swetra czy tam do klapy marynarki czy do szkolnego fartucha.
— Maciej Ziemiński, film Pan Zwierzyniec Sławomira W. Malinowskiego
Te działania tworzyły poczucie przynależności i dawały dzieciom poczucie wpływu na świat. Realny efekt ich pasji i zaangażowania był niezwykle wartościowy w tamtych czasach.
„Zwierzyniec” odgrywał też kluczową rolę w kształtowaniu świadomości ekologicznej i szacunku do przyrody. Jego spokojna, rzeczowa narracja budziła ciekawość, a jednocześnie była wolna od taniej sensacji czy dramatyzmu, które dominują we współczesnych mediach.
Dla wielu dzieci był pierwszym i często jedynym źródłem wiedzy o świecie zwierząt. Uczył cierpliwości, uważnej obserwacji i empatii, czyli cech, które miały istotny wpływ na rozwój psychiczny i społeczny młodych widzów.
„Zwierzyniec” na tle innych programów edukacyjnych PRL
„Zwierzyniec” wpisywał się w szerszą, świadomą politykę Telewizji Polskiej, mającą na celu edukację społeczeństwa. Na antenie pojawiały się także inne kultowe programy, które kształtowały zainteresowania widzów w różnych dziedzinach:
- „Sonda” – nauka i technika, fascynujące eksperymenty i wyjaśnienia zagadnień technologicznych,
- „Zrób to sam” – praktyczne majsterkowanie i kreatywne rozwiązania w domu,
- „Przybysze z Matplanety” – matematyka i logiczne łamigłówki dla młodych umysłów.
W tym zestawieniu „Zwierzyniec” wyróżniał się unikalnym podejściem do przyrody. Łączył wiedzę o zwierzętach i środowisku z ciepłą, osobistą narracją Michała Sumińskiego, co odróżniało go od bardziej technicznego i formalnego tonu innych audycji. Dzięki temu program nie tylko uczył, ale też budował emocjonalną więź z młodym widzem, wprowadzając dzieci i dorosłych w fascynujący świat natury.
Dziedzictwo programu i miejsce w kulturze masowej
Dziedzictwo „Zwierzyńca” wykracza daleko poza ramy jego 20-letniej emisji. Program pozostaje żywy w pamięci Polaków jako symbol dzieciństwa w PRL, a jego wpływ na kulturę masową wciąż jest widoczny.
Fenomen „Zwierzyńca” nierozerwalnie łączy się ze zjawiskiem nostalgii. Audycja wspominana jest z sentymentem jako relikt prostszych czasów, epoki pozbawionej nadmiaru bodźców, internetu i wielokanałowej telewizji. Był to czas, gdy wiedza miała szczególną wartość, a autentyczny, spokojny przekaz – dostarczany przez postać tak charyzmatyczną jak Michał Sumiński – budził głęboki szacunek i zaufanie.
O trwałym miejscu „Zwierzyńca” w polskiej kulturze masowej świadczy m.in. fakt, że w 2009 roku Michał Sumiński stał się bohaterem filmu dokumentalnego Sławomira W. Malinowskiego pt. „Pan Zwierzyniec”. Produkcja ta była nie tylko przypomnieniem sylwetki legendarnego prowadzącego, ale także dowodem na to, że pamięć o jego programie pozostaje wciąż żywa, zarówno w pokoleniu, które na nim dorastało, jak i wśród młodszych odbiorców odkrywających go na nowo.
Okiem autora
Dla mojego pokolenia „Zwierzyniec” był czymś więcej niż tylko programem o zwierzętach. To była cotygodniowa lekcja wrażliwości na przyrodę, na świat wokół nas, na to, że człowiek nie jest jedynym gospodarzem tej planety. Pamiętam dobrze, jak w poniedziałkowe popołudnia ulice pustoszały, a w oknach wielu mieszkań można było dostrzec niebieski blask telewizora. Byliśmy tam wszyscy – dzieciaki z blokowisk i z mniejszych miasteczek – zapatrzeni w Michała Sumińskiego, który z charakterystycznym spokojem i ciepłem opowiadał o zwierzętach.
W „Zwierzyńcu” nie było fajerwerków technicznych ani pośpiechu. Była za to szczerość i autentyczność, czyli coś, co dziś coraz trudniej znaleźć w telewizji zalanej krzykliwymi formatami. W tamtych czasach jeden człowiek z pasją potrafił zgromadzić przed ekranem miliony i sprawić, że dzieci zaczynały marzyć o podróżach, wyprawach do lasu czy obserwacjach ptaków.
Patrząc na dorobek programu, myślę, że „Zwierzyniec” był także szkołą uważności. Uczył, że warto się zatrzymać, spojrzeć pod nogi, dostrzec mrówkę, ptaka na gałęzi czy lisa przemykającego przez polanę. I tego rodzaju lekcji, mimo upływu lat, wciąż potrzebujemy.






