Latający Holender i jego kapitan – redaktor Bohdan Sienkiewicz

Przez 26 lat inspirował młodych do żeglarskiej przygody. Poznaj historię programu Latający Holender, Bohdana Sienkiewicza i Bractwa Żelaznej Szekli.

Program „Latający Holender”, realizowany przez Gdański Ośrodek Telewizji Polskiej, przez ponad ćwierć wieku przyciągał przed telewizory wszystkich, którzy marzyli o morzu i żeglarskiej przygodzie. W czasach PRL, a później także w pierwszych latach transformacji ustrojowej, był dla wielu widzów oknem na świat żagli, portów i dalekich rejsów.

Zainicjowany w 1967 roku program szybko przestał być zwykłą audycją hobbystyczną. Z czasem stał się miejscem, w którym telewizyjna opowieść o żeglarstwie łączyła się z praktyką. Wokół programu powstało środowisko pasjonatów skupionych m.in. w „Bractwie Żelaznej Szekli”.

Początki „Latającego Holendra”

Narodziny „Latającego Holendra” były częścią szerszego zjawiska budowania w Polsce powojennej tożsamości morskiej. W realiach PRL, gdy żelazna kurtyna skutecznie ograniczała możliwość swobodnego podróżowania, morze dla wielu młodych ludzi stawało się jedynym wyobrażalnym „oknem” na dalekie porty, egzotyczne kraje i przygodę.

Twórca programu, Bohdan Sienkiewicz, bardzo dobrze wyczuł tę tęsknotę. Po latach mówił o swojej audycji z charakterystycznym poczuciem humoru jako o „orbisowskiej wycieczce za darmo”, telewizyjnej podróży, która pozwalała widzom choć na chwilę przenieść się poza granice codzienności. Telewizja miała w tym zamyśle stać się namiastką dalekich wypraw i inspiracją do odkrywania świata.

Pomysł programu dojrzewał już w 1965 roku. W tym czasie gdański ośrodek Telewizji Polskiej szukał formatów silnie związanych z regionem, ale jednocześnie atrakcyjnych dla widzów w całym kraju. Morze – naturalny symbol Gdańska i całego Wybrzeża – wydawało się tematem idealnym.

Napisałem założenia programu, scenariusz kilku odcinków i pojechałem do Warszawy. Przyjął mnie szef Telewizji Dziewcząt i Chłopców, Maciej Zimiński. Przeczytał, co mu dałem do przeczytania i stwierdził, że trafiłem w dziesiątkę. Kilka miesięcy później „Latający Holender” zadebiutował na antenie.

— Bohdan Sienkiewicz

Od początku nad programem pracował zespół ludzi morza i dziennikarzy, którzy nadawali mu wysoki poziom merytoryczny. Wśród współpracowników znaleźli się m.in. redaktorzy Jerzy Miciński i Stanisław Ludwig, kapitan żeglugi wielkiej Wojciech Zaczek oraz komandor Rafał Witkowski. Do grona współtwórców dołączyli także znani żeglarze i oficerowie marynarki handlowej, m.in. Kazimierz Jurkiewicz – komendant na „Darze Pomorza”, a także Krzysztof Baranowski oraz Zbigniew Puchalski.

Pierwszy odcinek programu przybliżał historię polskiej floty handlowej i początki jej powojennego rozwoju.

Pierwszy program „Latającego Holendra” omawiał dzieje polskiej floty handlowej, która przed 40 laty rozpoczynała swoją działalność od wprowadzenia do eksploatacji pierwszych „francuzów”, statków handlowych wyprodukowanych dla polskiej żeglugi w stoczniach francuskich. Kpt. ż. w. Zbigniew Szczepanek mówił też o flagach i znakach armatorskich.

— Tygodnik „Radio i telewizja” nr 12 (1126) 19.03.1967 r.

Premiera programu odbyła się 10 stycznia 1967 roku. Szybko okazało się, że „Latający Holender” nie jest zwykłym zbiorem reportaży o morzu. Audycja miała charakter niemal kursu żeglarskiego prowadzonego przez telewizję. Widzowie rozwiązywali zadania, zdobywali kolejne stopnie wtajemniczenia i w symboliczny sposób dołączali do załogi programu.

Dodatkowo w gazetach takich jak „Świat Młodych” czy „Tygodnik Morski” publikowano specjalne formularze zgłoszeniowe. Po ich wysłaniu do redakcji widzowie stawali się członkami załogi żaglowca Telewizji Gdańsk – niezwykłej, telewizyjnej wspólnoty miłośników morza.

Ta pomysłowa forma kontaktu z publicznością sprawiła, że „Latający Holender” szybko przestał być tylko programem. Dla wielu młodych ludzi stał się początkiem prawdziwej żeglarskiej przygody.

Bohdan Sienkiewicz – kapitan „Latającego Holendra”

Nie sposób zrozumieć fenomenu „Latającego Holendra”, nie przyglądając się bliżej jego twórcy. Bohdan Sienkiewicz był bowiem kimś więcej niż tylko prowadzącym program. Był jego prawdziwym kapitanem i duchowym przewodnikiem całego przedsięwzięcia.

Bohdan Sienkiewicz urodził się 10 września 1931 roku w Stolinie na Polesiu. Pochodził z rodziny o silnych tradycjach morskich. Jego ojciec, Włodzimierz Sienkiewicz, był absolwentem Morskiego Korpusu Kadetów z 1908 roku i kapitanem. Sam Bohdan po latach mówił, że fascynację morzem po prostu przejął w genach. I rzeczywiście, całe jego życie potoczyło się w stronę popularyzowania spraw morskich.

Droga edukacyjna Sienkiewicza nie była jednak oczywista. Po wojnie chciał rozpocząć naukę w Państwowej Szkole Morskiej w Gdyni, ale ostatecznie trafił do Wyższej Szkoły Handlu Morskiego w Sopocie (późniejszej Wyższej Szkoły Ekonomicznej). Studia ukończył w 1956 roku, zdobywając tytuł magistra ekonomii. Ta wiedza okazała się bardzo przydatna w pracy dziennikarskiej. Pozwalała mu w przystępny sposób opowiadać o gospodarce morskiej i funkcjonowaniu żeglugi.

Przez pewien czas pracował także jako redaktor w anglojęzycznym czasopiśmie „Polish Maritime News”, gdzie zajmował się tematyką żeglugową i portową. Jednak prawdziwym przełomem w jego karierze okazały się studia w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi na Wydziale Reżyserii Filmowej. To właśnie tam zdobył warsztat, który później pozwolił mu stworzyć dynamiczny i nowoczesny program telewizyjny.

Sienkiewicz nie był tylko dziennikarzem. Był także niestrudzonym animatorem kultury morskiej. Jako korespondent pracował m.in. w Afryce, a swoje doświadczenia z podróży wykorzystywał później w programach i reportażach. Był również autorem serii podróżniczej „Dookoła świata”, dzięki której wprowadzał do telewizji perspektywę dalekich rejsów i egzotycznych portów.

W pracy telewizyjnej kierował się zasadą, którą określał jako dialog z widzem. Inspirację do takiego podejścia przypisywał Maciejowi Szczepańskiemu, ówczesnemu prezesowi Radiokomitetu. Według tej koncepcji telewizja nie powinna być jedynie jednostronnym nadawcą treści. Powinna tworzyć przestrzeń współpracy, miejsce, w którym widzowie mogą zgłaszać swoje pomysły i oczekiwania, a redakcja odpowiada na nie, zachęcając do realnych działań.

Właśnie ta idea stała się jednym z fundamentów „Latającego Holendra”. Program nie tylko opowiadał o morzu – on zarażał pasją do żeglarstwa i zachęcał do prawdziwych przygód na wodzie.

Innowacyjny format programu „Latający Holender”

„Latający Holender” wyróżniał się na tle innych audycji młodzieżowych bardzo przemyślaną formułą. Program stopniowo ewoluował. Dostosowywał się zarówno do rozwoju telewizji, jak i do zmieniających się oczekiwań widzów. Jako produkcja lokalnego ośrodka TVP szybko stał się najważniejszym programem popularyzującym tematykę morską wśród młodzieży w całej Polsce.

Największą innowacją była interaktywność, która w latach 60. była czymś zupełnie nowym. Twórcy programu wciągali widzów do zabawy poprzez zadania i konkursy, dzięki którym bierna publiczność zamieniała się w aktywną wspólnotę młodych pasjonatów morza.

Jednym z najciekawszych pomysłów był system „kart marynarskich”. Widzowie, którzy poprawnie rozwiązywali zadania pojawiające się w programie, otrzymywali specjalną kartę potwierdzającą wpisanie na listę załogi „Latającego Holendra”. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Szacuje się, że w zadaniach uczestniczyło nawet około 100 tysięcy młodych ludzi.

Program działał na wyobraźnię tak silnie, że niektórzy traktowali swoją przynależność do załogi całkiem dosłownie. Jedna z relacji wspomina chłopca, który po otrzymaniu karty marynarskiej pojawił się w studiu telewizyjnym z workiem żeglarskim, gotowy do wypłynięcia w rejs.

Zainteresowanie programem potęguje fakt, że dla stu autorów najlepszych rozwiązań konkursowych Komenda Gdańskiej Chorągwi Harcerskiej ufundowała bezpłatne uczestnictwo w dwutygodniowym kursie żeglarskim, który w miesiącach wakacyjnych organizuje Harcerski Ośrodek Szkolenia Żeglarskiego w Pucku.

— Tygodnik „Radio i telewizja” nr 12 (1126) 19.03.1967 r.

„Latający Holender” nie był jednak tylko zabawą. Program oferował także solidną dawkę praktycznej wiedzy żeglarskiej, czego w tamtych czasach właściwie nie można było znaleźć w innych audycjach telewizyjnych. Widzowie mogli uczyć się m.in.:

  • wiązania węzłów żeglarskich i obsługi takielunku,
  • terminologii morskiej, nawigacji oraz budowy statków i jachtów,
  • zasad bezpieczeństwa na wodzie i żeglarskiej etykiety,
  • a także poznawać relacje z najważniejszych imprez żeglarskich świata, takich jak regaty Operation Sail (późniejsze Tall Ships’ Races).

Co ciekawe, program już bardzo wcześnie poruszał także temat ochrony środowiska morskiego. Redakcja prowadziła kampanie uświadamiające zagrożenia wynikające z zanieczyszczenia Bałtyku. Nie ograniczano się do samego przekazywania informacji. Program zachęcał młodych widzów do realnych działań i odpowiedzialnego podejścia do morza. W tym sensie „Latający Holender” można uznać za jednego z pionierów edukacji ekologicznej w polskich mediach.

Oglądało nas przeciętnie około miliona widzów, a sto tysięcy przez cały czas brało aktywny udział w naszej zabawie. Pięć tysięcy spośród nich uczestniczyło w obozach i rejsach.

— Bohdan Sienkiewicz na obchodach 50-lecia programu „Latający Holender”

Z czasem wokół programu zaczęły powstawać kolejne inicjatywy. W 1969 roku uruchomiono Szkołę Jungów „Latającego Holendra”, której siedzibą stał się wycofany z eksploatacji transatlantyk m/s „Batory”. Do szkoły należało około 4 tysięcy uczestników rozwiązujących zadania z oceanologii, żeglarstwa i nawigacji.

Później powstał także „Klub Zdobywców Oceanów”, który jeszcze bardziej powiększył społeczność programu. W jego ramach prezentowano relacje z dalekich podróży, a najlepsi uczestnicy konkursów mogli brać udział w tygodniowych rejsach statkami Wyższej Szkoły Morskiej w Gdyni.

Kolejnym etapem rozwoju była uruchomiona w 1972 roku „Szkoła Jungów 2000”. W jej ramach zorganizowano Olimpiadę Nawigacyjną z udziałem załogantów programu i żeglarzy. Finaliści tej rywalizacji otrzymywali wyjątkową nagrodę – trzydniowy rejs po Bałtyku.

Dzięki takim inicjatywom „Latający Holender” przestał być jedynie programem telewizyjnym. Stał się prawdziwym ruchem młodzieżowym skupionym wokół pasji do morza i żeglarstwa.

Bractwo Żelaznej Szekli

Na początku lat 70. „Latający Holender” wkroczył w zupełnie nowy etap swojego rozwoju. Przełomowym momentem było powołanie w 1973 roku Bractwa Żelaznej Szekli, choć pierwsze inicjatywy prowadzące do jego powstania pojawiły się już dwa lata wcześniej.

Pomysłodawcą organizacji Bractwa był kapitan Adam Jasser, który działał w ścisłej współpracy z Bohdanem Sienkiewiczem. Bractwo stało się w praktyce przedłużeniem programu w prawdziwym świecie. „Latający Holender” pełnił odtąd rolę swoistego telewizyjnego magazynu Bractwa – informował o jego działaniach, relacjonował wyprawy i zachęcał młodych widzów do wstępowania w jego szeregi.

Najważniejszą ideą Bractwa Żelaznej Szekli było wychowanie morskie poprzez praktykę. Dzięki zaangażowaniu redakcji i współpracujących instytucji około pięciu tysięcy młodych ludzi miało okazję uczestniczyć w wakacyjnych obozach żeglarskich i prawdziwych rejsach morskich.

Co ważne, wielu uczestników pochodziło z miejsc oddalonych od morza. Dla nich taka przygoda była często pierwszym w życiu spotkaniem z żeglarstwem.

Byli to chłopcy i dziewczęta z miejscowości odległych od morza, pozbawieni w zasadzie możliwości zetknięcia się z żeglarstwem na co dzień, w wieku od dwunastu do szesnastu lat, zdrowi – co musieli udokumentować świadectwem lekarskim, wyposażeni w zgodę rodziców i kartę pływacką oraz 250 złotych przewidzianych na opłacenie pełnomorskiego rejsu na jachcie „Generał Zaruski”.

— Henryk Kabat „Operacja Jasser” – „Tygodnik Morski” 18.11.1973 r.

Bractwo Żelaznej Szekli szybko stało się zjawiskiem społecznym. Przez jego szeregi przewinęły się tysiące młodych ludzi, a wielu z nich w dorosłym życiu związało swoją karierę zawodową z morzem – jako marynarze, oficerowie floty handlowej czy żeglarze.

Wśród wychowanków Bractwa znalazły się także osoby, które później zdobyły uznanie w zupełnie innych dziedzinach. Jednym z nich był znany kardiochirurg profesor Marian Zembala, który po latach uczestniczył w jubileuszowych spotkaniach dawnych członków organizacji.

Warto dodać, że Bractwo Żelaznej Szekli mogło liczyć również na przychylność władz medialnych. Ówczesny prezes Radiokomitetu, Maciej Szczepański – prywatnie miłośnik żeglarstwa i przyjaciel Krzysztofa Baranowskiego – zapewnił organizacji znaczące wsparcie finansowe i sprzętowe.

Symbolem Bractwa stały się cztery skrzyżowane szekle, które przez lata można było zobaczyć na żaglach jednostek pływających pod patronatem programu. Dla wielu młodych ludzi był to znak przynależności do niezwykłej społeczności, której wspólnym mianownikiem była pasja do morza i żeglarskiej przygody.

Budowa i eksploatacja STS „Pogoria”

Najbardziej namacalnym symbolem „Latającego Holendra” oraz Bractwa Żelaznej Szekli stał się żaglowiec STS „Pogoria”. Ten charakterystyczny trzymasztowy statek powstał w 1980 roku w Stoczni Gdańskiej im. Lenina na zamówienie Telewizji Polskiej. Było to spełnienie ambitnego marzenia – stworzenia dużego żaglowca szkolnego przeznaczonego dla młodzieży związanej z programem.

Projekt jednostki przygotował inżynier Zygmunt Choreń, dla którego „Pogoria” była pierwszym dużym żaglowcem w karierze. Jak się później okazało, był to początek imponującej serii projektów, które na trwałe zapisały się w historii współczesnego żeglarstwa.

Statek zwodowano 23 stycznia 1980 roku. Od samego początku przeznaczony był do szkolenia młodzieży i udziału w ambitnych rejsach oceanicznych. Wokół jego powstania pojawiały się co prawda polityczne kontrowersje związane głównie z osobą Macieja Szczepańskiego i zarzutami o zbyt luksusowe wyposażenie statku, jednak bardzo szybko okazało się, że najważniejsze są jego walory morskie.

„Pogoria” udowodniła swoją dzielność morską w trakcie licznych wypraw. Jedną z najbardziej spektakularnych był 132-dniowy rejs antarktyczny, podczas którego żaglowiec dotarł aż do szerokości 62°10′ S. Było to ogromne osiągnięcie dla jednostki szkolnej i dowód na doskonałe właściwości konstrukcji.

Projekt „Pogorii” okazał się również inspiracją dla kolejnych żaglowców powstających w polskich stoczniach. W pewnym sensie zapoczątkował całą linię nowoczesnych jednostek żaglowych, takich jak „Kaliakra”, „Iskra” czy „Dar Młodzieży”, które do dziś są rozpoznawalne w portach całego świata.

Żaglowiec odegrał też ważną rolę w słynnym projekcie edukacyjnym „Szkoła pod Żaglami”, prowadzonym przez kapitana Krzysztofa Baranowskiego. Rejsy tej niezwykłej „pływającej szkoły” były regularnie relacjonowane w programie „Latający Holender”, dzięki czemu widzowie mogli niemal na bieżąco śledzić życie na pokładzie.

Co ważne, „Pogoria” nie jest dziś jedynie muzealnym symbolem dawnych czasów. Żaglowiec wciąż pozostaje w aktywnej służbie, biorąc udział w rejsach szkoleniowych i żeglarskich wydarzeniach na całym świecie. W ten sposób nadal przypomina o wizji Bohdana Sienkiewicza i Krzysztofa Baranowskiego – wizji wychowania młodych ludzi poprzez morze i żeglarską przygodę.

Zmierzch programu i zmiany w mediach publicznych

Historia „Latającego Holendra” dobiegła końca w 1993 roku – i nie był to koniec, na jaki zasługiwał program o tak długiej tradycji. Po dwudziestu sześciu latach obecności na antenie audycja została zdjęta z ramówki 15 maja 1993 roku decyzją nowego prezesa Telewizji Polskiej, który uznał jej formułę za wyczerpaną.

Dla twórców programu był to moment szczególnie bolesny. Redakcja nie dostała nawet możliwości przygotowania ostatniego, pożegnalnego odcinka. Co więcej, zespół miał już gotowe plany kolejnych programów na sezon jesienny. O zakończeniu emisji zdecydowano więc nagle, bez symbolicznego zamknięcia wieloletniej historii.

Bohdan Sienkiewicz po latach wspominał tę decyzję z dużym rozgoryczeniem. „Latający Holender” przez ponad ćwierć wieku był nie tylko programem telewizyjnym, ale także ogromnym przedsięwzięciem społecznym, które zgromadziło wokół siebie tysiące młodych ludzi.

Patrząc na tę decyzję z perspektywy historycznej, można dostrzec, że była ona częścią znacznie szerszego procesu zmian w polskich mediach po 1989 roku. Telewizja publiczna zaczęła stopniowo przekształcać się w medium coraz bardziej podporządkowane logice rynku i oglądalności.

W tej nowej rzeczywistości programy misyjne i edukacyjne, wymagające dużych nakładów pracy oraz zaplecza organizacyjnego – jak choćby utrzymywanie kontaktu z tysiącami członków Bractwa Żelaznej Szekli – zaczęły przegrywać z tańszymi i łatwiejszymi w produkcji formatami rozrywkowymi.

Paradoks polegał na tym, że „Latający Holender” wciąż miał wierną publiczność liczącą około miliona widzów. Mimo to program padł ofiarą nowej polityki programowej.

Wraz z jego zniknięciem z anteny zakończyła się pewna epoka w historii polskiej telewizji młodzieżowej – epoka, w której program telewizyjny potrafił nie tylko opowiadać o przygodzie, ale naprawdę inspirować młodych ludzi do wypłynięcia na morze.

Dorobek i dziedzictwo „Latającego Holendra”

Wpływ „Latającego Holendra” na polskie społeczeństwo można rozpatrywać na kilku poziomach. Przede wszystkim był to program, który w niezwykły sposób wyprzedził swoją epokę. Interaktywna formuła audycji – oparta na zadaniach, konkursach i bezpośrednim kontakcie z widzami – przypomina dziś mechanizmy znane z internetu. Tyle że w latach 60. i 70. była to prawdziwa nowość.

Jeszcze ważniejsze było jednak to, że program potrafił realnie wpływać na życie młodych ludzi. Dla wielu widzów z małych miast i miejscowości „Latający Holender” stał się pierwszym krokiem do świata żeglarstwa. Najpierw rozwiązywali zadania w programie, później brali udział w obozach i rejsach, a niektórzy z nich w dorosłym życiu zostawali marynarzami lub oficerami floty handlowej.

Co ciekawe, także sam Bohdan Sienkiewicz dzięki programowi spełnił jedno ze swoich największych marzeń. W 1987 roku wyruszył na pokładzie „Daru Pomorza” w rejs dookoła świata, realizując przy okazji liczne materiały filmowe i reportaże.

Program miał również swoją muzyczną wizytówkę, dobrze znaną jego widzom:

Latający Holender, latający, to cóż
Oceany bezkresne mu niestraszne i już
Latający Holender każdy port prawie zna
Tam, gdzie zechce wszędzie trafi, on załogę dzielną ma.

— refren piosenki z programu „Latający Holender” (muzyka i słowa Andrzej Starzec)

Wkład Bohdana Sienkiewicza w popularyzację kultury morskiej został doceniony wieloma odznaczeniami. Sam redaktor wielokrotnie podkreślał jednak, że największą satysfakcję dawał mu kontakt z młodymi ludźmi, których nazywał po prostu „załogantami”.

Nawet po zakończeniu emisji programu Sienkiewicz pozostawał autorytetem w środowisku żeglarskim. Pisał książki, uczestniczył w spotkaniach z młodzieżą i nadal promował edukację morską. Kiedy w 2017 roku obchodzono 50-lecie „Latającego Holendra„, okazało się, jak silnie program zapisał się w pamięci kilku pokoleń widzów.

Udało nam się wychować sporą grupę odpowiedzialnych młodych ludzi, rozumiejących czym dla Polski jest morze. Kilkuset naszych „załogantów” znalazło zatrudnienie w gospodarce morskiej.

— Bohdan Sienkiewicz na obchodach 50-lecia programu „Latający Holender”

Bohdan Sienkiewicz zmarł 20 lipca 2021 roku. Jego odejście zamknęło ważny rozdział w historii polskiej telewizji. Do dziś trudno wskazać program, który w podobny sposób potrafiłby łączyć telewizyjną opowieść z realnym działaniem i inspirować młodych ludzi do podejmowania prawdziwych wyzwań.

„Latający Holender” był bowiem czymś znacznie więcej niż zwykłą audycją. W praktyce stał się rozległym projektem społeczno-edukacyjnym, który pozostawił trwały ślad w polskiej kulturze morskiej. Dzięki współpracy z Bractwem Żelaznej Szekli oraz realizacji tak ambitnych przedsięwzięć jak budowa żaglowca STS „Pogoria”, program pokazał, że telewizja może być czymś więcej niż tylko rozrywką.

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *