25 czerwca 1971: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 25 czerwca 1971 r. Dziś warto obejrzeć serial kryminalny Kapitan Sowa na tropie.

Program 1

10:00 „Blokada Leningradu” — film dokumentalny prod. radziecko-angielskiej

15:20 Politechnika TV — Matematyka kurs przygotowawczy – zadania egzaminacyjne (cz. IX)

15:55 Politechnika TV — Matematyka kurs przygotowawczy – zadania egzaminacyjne (cz. X)

16:30 Dziennik Telewizyjny

16:40 Dla dzieci: „Pora na Telesfora” – Rozmowy ze smokiem; „Balet na podwórku” – tańczy dziecięcy zespół „Balerinka”; „Okularnik” – film; „Smocza pułapka” – film z serii „Gość ze smokolandii”.

17:35 Nie tylko dla pań

17:55 „Za kierownicą”

18:20 „Blokada Leningradu” — film dokumentalny prod. radziecko-angielskiej

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:05 „Kraj”

20:30 IX Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu — Premiery Opola ’71. W przerwie Dziennik Telewizyjny.

22:45 Kronika Mistrzostw Europy w podnoszeniu ciężarów

23:05 Politechnika TV — Fizyka kurs przygotowawczy (powt.)

23:40 Politechnika TV — Fizyka kurs przygotowawczy (powt.)

Program 2

18:05 En francais (26) — powtórka kursu języka francuskiego

18:35 Felieton z przyszłości — przed kamerą Stanisław Lem

18:50 „Finaliści” — z cyklu „Olimpiada fizyczna”

19:15 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:05 „Kapitan sowa na tropie” — odc. 6 pt. „Szantażysta” — polski film telewizyjny. Reż. Stanisław Bareja. Występują: Wiesław Gołas, Michał Szewczyk, Leon Niemczyk, Aleksandra Krasoń, Renata Maklakiewicz, Halina Taborska.

20:30 „Arktyka” — z cyklu „TV Atlas Świata”

20:55 24 godziny

21:05 Gra Gina Bachauer — recital fortepianowy

21:35 Russkij jazyk (36) — kurs języka rosyjskiego

22:05 Kino Wersji Oryginalnej — „Boniwur” – cz. IV filmu prod. radzieckiej

Wojtek ogląda dziś serial „Kapitan Sowa na tropie”

25 czerwca 1971 roku. Piątkowy wieczór. W domu unosił się zapach kolacji, może świeżych truskawek z cukrem, może kanapek z mielonką i ogórkiem popijanych herbatą w szklance z metalowym koszyczkiem. W tle było słychać ciche brzęczenie czarno-białego telewizora. „Jedynka” tego wieczoru szykowała się na wielkie święto muzyczne – IX Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Ale zanim reflektory opolskiego amfiteatru rozświetliły wieczorne niebo na antenie telewizyjnej „Dwójki” zagościł serial „Kapitan Sowa na tropie”.

Dla młodszego pokolenia może to tylko kolejny czarno-biały serial kryminalny. Ale dla tych, którzy wtedy zasiadali przed telewizorem, to kawałek telewizyjnej archeologii, prawdziwy prekursor rodzimego kryminału w odcinkach. W czasach, gdy „Stawka większa niż życie” dopiero wchodziła do kanonu, a „07 zgłoś się” jeszcze nie istniało nawet w głowie reżyserów, Kapitan Sowa był jednym z pierwszych bohaterów, który miał nie tylko legitymację MO, ale i ekranową charyzmę.

Wcielał się w niego Wiesław Gołas – znany, lubiany, z dystansem i dowcipem. Trochę jak milicyjny detektyw z ludzką twarzą. Bez brutalności, bez przesadnej powagi, ale z nutą inteligentnego spokoju. Każdy odcinek to osobna zagadka: ukradziony obraz, oszustwo, nielegalny handel. Dziś to banały, ale wtedy? To był klimat. Ludzie lubili oglądać Kapitana Sowę, bo świat przedstawiony w serialu był znajomy: szare ulice, biura, blokowiska – nasza Polska codzienność lat 60. i 70., bez blichtru, za to z atmosferą.

Serial ten miał już swoje lata. Premiera przecież odbyła się w 1965 roku, a jednak telewizja wciąż do niego wracała. Może z sentymentu, a może dlatego, że był jak dobry sąsiad – znany, nieinwazyjny, zawsze mile widziany.

Wojtek, jak wielu innych, czekał tego dnia na festiwal w Opolu, na piosenki, które za chwilę będą nucone na szkolnych przerwach i podwórkach. Ale zanim mikrofon przejął Mieczysław Fogg, a sceną zawładnęli Maryla Rodowicz, Skaldowie i Anna German występujący w koncercie premier, towarzystwa widzom dotrzymał milicyjny kapitan w służbie sprawiedliwości i telewizyjnej rozrywki.

Tamten wieczór był jak dobrze skomponowany program: najpierw serial, który przypominał, że polska telewizja potrafiła już wtedy budować napięcie, a potem szybkie przełączenie pokrętła i święto polskiej piosenki, które na zawsze zapisało się w naszej zbiorowej pamięci.

Patrząc dzisiaj na tamtą ramówkę, trudno nie uśmiechnąć się z czułością. Bo to nie były tylko programy, ale i fragmenty życia. I choć „Kapitan Sowa na tropie” nie miał efektów specjalnych ani hollywoodzkiego rozmachu, to miał coś znacznie ważniejszego: autentyczność i klimat czasów, których już nie ma, ale które wciąż żyją we wspomnieniach.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *