24 czerwca 1978: Sobota przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na sobotę 24 czerwca 1978 r. Dziś warto obejrzeć kultowy serial kryminalny NRD pt. Telefon 110.

Program 1

10:00 „Dziewczyny lubią piosenki” — czechosłowacka komedia muzyczna (kolor)

14:40 Program dnia

14:45 „Radar” — magazyn wojskowy

15:00 Radzimy rolnikom

15:10 Dziennik Telewizyjny (kolor)

15:20 „Obiektyw”

15:40 Latarnia czarnoksięska: „Teatr w filmie” (kolor)

16:10 „Fedra” — amerykańsko-grecki sfilmowany dramat literacki

18:00 Sobotni koncert „Studia Gama”. Program dedykowany pracownikom kędzierzyńskich zakładów pracy z udziałem popularnych piosenkarzy: Anny Jantar, Urszuli Sipińskiej, Jolanty Borusiewicz, Lidii Stanisławskiej, Bogusława Meca, Krystyny Prońko i innych.

19:00 Dobranoc„Bolek i Lolek” (kolor)

19:10 „Siódemka”

19:30 Wieczór z Dziennikiem (kolor)

19:55 Studio Sport: Mundial ’78 — bezpośrednia transmisja z Buenos Aires rozgrywek finałowych o trzecie miejsce (kolor)

22:00 Mała antologia kabaretu — odc. 3. Scenariusz, prowadzenie i reżyseria: Kazimierz Krukowski. Wykonawcy: Teresa Balczyńska, Barbara Dunin, Marta Stebnicka, Hanna Zembrzuska, Wojciech Siemion, Bohdan Łazuka, Zdzisław Leśniak i inni.

23:10 Dziennik Telewizyjny (kolor)

23:15 Kino nocne: „O człowieku, który malał” — film sensacyjny prod. USA.

Program 2

16:20 Program dnia

16:25 Popołudnie podróży i przygody (kolor)

17:15 Uśmiechy starego kina: „Niezapomniany Charlie”

18:00 Studio Sport — transmisja z trójmeczu lekkoatletycznego ZSRR – NRD – Polska (kolor)

19:00 Premiery (Łódź)

19:20 Dobranoc (kolor)

19:30 Wieczór z dziennikiem (kolor)

19:55 Kino letnie: „Telefon 110” — odcinek kryminalnego serialu TV NRD — „I ja mam alibi”.

21:00 Teatr Wspomnień — Włodzimierz Perzyński „Aszantka”. Reż. Stanisław Brejdygant. Występują: Elżbieta Czyżewska, Mieczysław Voit, Igor Śmiałowski, Henryk Borowski, Ewa Wiśniewska, Józef Kondrat, Marian Kociniak, Mieczysław Pawlikowski i inni.

22:35 „Kwadranse muzyki” — w programie XI i XII rapsodia Franciszka Liszta w wykonaniu Haliny Czerny-Stefańskiej, adaptacja z baletu Arama Chaczaturiana „Spartakus”, sonata b-moll op. 35 Fryderyka Chopina (kolor)

Wojtek ogląda dziś wschodnioniemiecki serial „Telefon 110”

Gdy słońce chyliło się ku zachodowi na ekranach telewizorów dobiegał końca „Wieczór z Dziennikiem”. Zaraz po nim na „dwójce” zaczynał się zupełnie inny świat: chłodny, surowy i nieco posępny, ale wciągający. Telewizja Polska zaprosiła widzów na kolejny odcinek serialu kryminalnego z NRD „Telefon 110”. Tym razem był to epizod zatytułowany „I ja mam alibi”. I jak zwykle, nie chodziło tylko o zbrodnię.

Dla wielu dzisiejszych widzów „Telefon 110” może wydawać się jedynie wschodnioniemieckim odpowiednikiem „07 zgłoś się” czy zachodnioniemieckiego „Tatort”. Ale w PRL-u ten serial był czymś więcej niż zwykłym kryminałem. To była podróż – nie za ocean, lecz do naszego zachodniego sąsiada, gdzie codzienność była równie siermiężna, jak nasza, ale jednak inna.

Ten serial to nie był sensacyjny wyścig z czasem, ale raczej śledztwo oparte na obserwacji, rozmowie i stopniowym obnażaniu motywów. Wszystko działo się gdzieś w typowym, wschodnioniemieckim mieście: szare bloki, znajome mundury Volkspolizei, charakterystyczne pomieszczenia – z jednej strony surowe, z drugiej – dziwnie swojskie.

To, co wyróżniało „Telefon 110” spośród zachodnich kryminałów, to zupełny brak efekciarstwa. Nie było pościgów, wybuchów, ani wszechwiedzących detektywów w drogich płaszczach. Zamiast tego byli funkcjonariusze.

Dla Wojtka – i być może dla innych nastolatków, którzy wówczas siedzieli z ojcem lub dziadkiem przed telewizorem – „Telefon 110” był też szkołą cierpliwości. I pewnego rodzaju egzotyki. Choć język był niemiecki, to wszystko wydawało się bardziej znajome niż jakiekolwiek produkcje z Zachodu. A przecież oglądaliśmy to nie z jakiegoś sentymentu do NRD, ale dlatego, że to był po prostu solidny serial.

Czy dzisiejszy widz wytrzymałby tempo tego serialu? Pewnie nie. Ale tamtej soboty w czerwcu 1978 roku Wojtek chłonął każdy kadr. Bo nawet jeśli „Telefon 110” był trochę siermiężny i bez hollywoodzkiego sznytu, to miał coś, co trudno podrobić – prawdziwość. Tę, której dziś często brakuje.

A może to tylko nostalgiczne wspomnienie? Może. Ale „Telefon 110” zostawił po sobie coś więcej niż tylko zagadkę kryminalną: klimat, który nadal potrafi wrócić, kiedy tylko Wojtek zamknie oczy i usłyszy odgłos tarczy telefonu w czołówce.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *