11 lipca 1975: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 11 lipca 1975 r. Dziś warto obejrzeć kultową dobranockę – Porwanie Baltazara Gąbki.

Program 1

09:00 Poranek Telewizji Najmłodszych

10:00 „Strach ma wielkie oczy” — film fabularny prod. angielskiej

16:25 Program dnia

16:30 Dziennik Telewizyjny

16:40 „Obiektyw” — program województwa warszawskiego

17:00 „Sezam”

17:30 Twarze teatru

18:00 „Czakma i inne pawiany” — film z serii „Mała encyklopedia zwierząt”

18:35 Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu

19:20 Dobranoc — „Porwanie Baltazara Gąbki”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:20 „Człowiek w przechodnim podwórku” — odc. II serialu prod. radzieckiej

21:15 Panorama

22:00 Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu

23:00 Dziennik Telewizyjny

23:15 Wiadomości sportowe

Program 2

17:15 Program dnia

17:20 „Małżeństwo z rozsądku” — film fabularny prod. polskiej. Reż. – Stanisław Bareja. Występują: Daniel Olbrychski, Elżbieta Czyżewska, Bohdan Łazuka, Hanka Bielicka, Bolesław Płotnicki, Bogumił Kobiela i inni.

19:00 Program lokalny

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:20 „30 lat z radiem” — program publicystyki kulturalnej

21:15 „Człowiek i morze”

21:35 24 godziny

21:45 „Strach ma wielkie oczy” — film fabularny prod. angielskiej

Wojtek ogląda dziś dobranockę „Porwanie Baltazara Gąbki”

Piątek 11 lipca 1975 roku. Na ekranie czarno-białego telewizora „Ametyst” punktualnie o 19:00, jak co wieczór, pora na dobranockę. To te 10 minut, których żaden dzieciak w PRL-u nie chciał przegapić. W telewizji smok, ale nie taki jak z bajek o rycerzach. Ten to Smok Wawelski, który mówi ludzkim głosem i jeździ amfibią. „Porwanie Baltazara Gąbki” to prawdopodobnie jedna z najbardziej niezwykłych animacji, jakie zrodziła PRL-owska wyobraźnia.

W świecie, gdzie dziecięca wyobraźnia była często bardziej kolorowa niż rzeczywistość za oknem, taka bajka to było naprawdę coś. To nie była tylko opowieść o misji ratunkowej zarządzonej przez księcia Kraka. To był klimat. Nastrój. Atmosfera, która sprawiała, że świat dorosłych na te dziesięć minut przestawał istnieć. Zastępowały go śledzący wszystkich szpieg Don Pedro de Pommidore z Krainy Deszczowców, profesor Gąbka, który gdzieś zaginął w czasie ekspedycji badającej obyczaje żab latających, oraz nadworny kucharz Bartolini Bartłomiej herbu Zielona Pietruszka. I chociaż Wojtek wiedział, że to tylko animacja, to przecież czekał przed telewizorem z zaciekawieniem: czy Smok Wawelski odnajdzie zaginionego profesora?

W dzisiejszych czasach pełnych niedających młodym widzom wytchnienia bodźców, superprodukcji i komputerowego montażu „Porwanie Baltazara Gąbki” może wydawać się wręcz ascetyczne. Ale właśnie w tej prostocie była magia. Niewiele słów, specyficzne głosy postaci, dziwnie hipnotyczne tło i wyraźna kreska. To była dobranocka, która nie tylko bawiła, ale wprowadzała w zupełnie inny rytm. Ktoś powie: surrealistyczna. Ktoś inny: dziwna. Ale dla dzieciaków z połowy lat 70. była po prostu nasza, swojska.

Gdy dziś Wojtek przypomina sobie tamten lipcowy wieczór, widzi nie tylko bohaterów kultowej animacji, ale także swoje odbicie w kineskopie – może z talerzem zupki mlecznej, może już po kąpieli, gotowego do snu, ale jeszcze na chwilę uwięzionego w świecie bajki. I wcale nie chce z niego wracać. Bo to nie była zwykła bajka. To był rytuał dzieciństwa, o którym nie da się zapomnieć.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *