Stawka większa niż życie – szpiegowski hit PRL-u

Stawka większa niż życie – kultowy serial PRL o Hansie Klossie, agencie J-23. Kulisy produkcji, propaganda epoki i ciekawostki, o których mało kto pamięta.

„Stawka większa niż życie” to nie jest zwykły serial szpiegowski. To jeden z tych tytułów, które w Polsce funkcjonują niemal jak wspólne doświadczenie – coś pomiędzy legendą, mitem a telewizyjnym rytuałem. Dla jednych był to emocjonujący pojedynek Hansa Klossa z hitlerowską machiną, dla innych pierwszy prawdziwy serial, który oglądało się z wypiekami na twarzy i który jeszcze długo wracał w rozmowach, cytatach i powtórkach.

Trudno znaleźć w historii polskiej telewizji produkcję, która tak głęboko zapisałaby się w zbiorowej pamięci kilku pokoleń. Popularność „Stawki” nie skończyła się wraz z ostatnim odcinkiem – wręcz przeciwnie. Przez lata narastało zjawisko nazwane „Klossomanią”, a Stanisław Mikulski urósł do rangi prawdziwej gwiazdy całego bloku wschodniego. Kloss był bohaterem eksportowym rozpoznawalnym nie tylko w Polsce, ale i daleko poza jej granicami.

Jednocześnie „Stawka większa niż życie” była dzieckiem swojej epoki. Powstawała w realiach politycznych, których nie da się dziś pominąć milczeniem. Serial niósł ze sobą wyraźny ładunek ideologiczny, co do dziś prowokuje dyskusje na ile był wierny historycznej prawdzie, a na ile stanowił sprawnie opakowane narzędzie propagandy.

Paradoks polega na tym, że dla ogromnej części widzów te pytania schodziły – i nadal schodzą – na dalszy plan. Liczyła się przygoda, napięcie, charyzma głównego bohatera i szpiegowski klimat, a może też to charakterystyczne „przymrużenie oka”, dzięki któremu serial oglądało się z przyjemnością, nawet jeśli nie wszystko należało traktować całkiem serio.

Narodziny legendy – od Teatru Sensacji „Kobra” do telewizyjnego fenomenu

Telewizyjna „Stawka większa niż życie” trafiła na ekrany w latach 1967–1968 i liczyła łącznie osiemnaście odcinków. Serial reżyserowali Andrzej Konic i Janusz Morgenstern, a za scenariusz odpowiadał duet Andrzej Szypulski i Zbigniew Safjan, ukrywający się pod wspólnym pseudonimem Andrzej Zbych. Dziś trudno w to uwierzyć, ale początkowo nikt nie planował wielkiego serialowego hitu. W grę wchodziło zaledwie sześć odcinków, a los głównego bohatera wcale nie był przesądzony – rozważano nawet jego śmierć.

Co ważne, „Stawka” nie narodziła się z niczego. Jej korzenie sięgają popularnego w połowie lat 60. Teatru Sensacji „Kobra”. W latach 1965–1967 emitowano spektakle, których bohaterem był Hans Kloss. Część późniejszych odcinków serialu bezpośrednio rozwijała te telewizyjne historie, choć nie wszystkie fabuły zostały przeniesione jeden do jednego.

Twórcy nie ukrywali również inspiracji zachodnim kinem szpiegowskim. Choć filmy o Jamesie Bondzie były w PRL-u oficjalnie niedostępne, reżyserzy mieli okazję oglądać je za granicą. Janusz Morgenstern otwarcie przyznawał, że klimat i dynamika takich produkcji jak „Doktor No” czy „Pozdrowienia z Rosji” miały wpływ na kształt serialu. Oczywiście wszystko musiało zostać dostosowane do realiów epoki, zarówno politycznych, jak i produkcyjnych.

Pierwszy odcinek „Stawki większej niż życie” wyemitowano 10 października 1968 roku, a ostatni 6 lutego 1969 roku. Serial składał się z osiemnastu czarno-białych odcinków, z których każdy opowiadał o innej misji Hansa Klossa. Dzięki temu można było oglądać je w dowolnej kolejności, co zresztą świetnie sprawdzało się później podczas licznych powtórek.

Fabuła serialu – agent J-23, Hans Kloss i gra o najwyższą stawkę

Akcja „Stawki większej niż życie” rozpoczyna się w 1941 roku. Wtedy poznajemy Stanisława Kolickiego (w tej roli Stanisław Mikulski), młodego Polaka, który po ucieczce z niemieckiej niewoli trafia na stronę radziecką i zostaje zwerbowany przez tamtejszy wywiad. Kluczowy moment następuje szybko. Kolicki okazuje się łudząco podobny do pojmanego oficera Abwehry – Hansa Klossa.

Dla radzieckiego wywiadu to okazja, której nie sposób zmarnować. Kolicki przyjmuje więc tożsamość Klossa i jako agent J-23 trafia prosto w sam środek niemieckiego aparatu wojennego. Od tej chwili każdy odcinek to nowa misja, nowa intryga i nowa gra z przeciwnikiem, w której najmniejszy błąd mógłby oznaczać dekonspirację i śmierć.

Najgroźniejszym i najbardziej charyzmatycznym przeciwnikiem Klossa pozostaje Hermann Brunner z SS, w niezapomnianej kreacji Emila Karewicza. Ich pojedynki, pełne niedopowiedzeń, ironii i wzajemnego testowania granic, stały się jednym z najmocniejszych elementów całego serialu.

Takie sztuczki nie ze mną, Brunner. Zapominasz, z kim mówisz. Albo gadaj, o co ci chodzi, albo nie zawracaj mi głowy!

— Kloss do Brunnera w odcinku 14 pt. „Edyta”

Kloss mierzy się jednak nie tylko z Brunnerem. Bywa demaskowany, ścigany i kilkakrotnie znajduje się o krok od wpadki, m.in. gdy tropią go oficerowie tacy jak Staedtke czy Lothar. W jednym z najbardziej dramatycznych momentów musi nawet sfingować własną śmierć, by później – na własne żądanie – ponownie wrócić do roli Hansa Klossa.

Główny bohater od początku jest postacią niemal idealną. Przystojny, opanowany, błyskotliwy i obdarzony wyjątkowym urokiem osobistym, porusza się w świecie niemieckich oficerów z naturalną swobodą. Z łatwością przechytrza gestapo i kontrwywiad, zdobywa najtajniejsze informacje III Rzeszy, szybko awansuje, a nawet zostaje odznaczony Żelaznym Krzyżem. Kloss zawsze wie więcej, myśli szybciej i rzadko traci kontrolę nad sytuacją.

kadr z serialu Stawka większa niż życie

Stawka większa niż życie

Głównym bohaterem serialu jest Stanisław Kolicki, który jako polski agent J-23 podszywa się pod niemieckiego oficera Abwehry - Hansa Klossa.

I nie jest to przypadek. „Stawka większa niż życie” była czymś więcej niż tylko sprawnie zrealizowanym thrillerem szpiegowskim. Serial świadomie kreował postać bohatera, który miał stać się wzorem i symbolem. W kraju naznaczonym doświadczeniem okupacji i funkcjonującym w realiach powojennej polityki, postać Polaka przechytrzającego Niemców działała na wyobraźnię i emocje widzów. Ta opowieść – często bardzo subtelnie – budowała poczucie moralnej i intelektualnej przewagi nad dawnym okupantem.

Propaganda w „Stawce większej niż życie” – serial na zamówienie epoki

Nie ma sensu udawać, że „Stawka większa niż życie” była produkcją ideologicznie neutralną. Od samego początku serial funkcjonował jako narzędzie propagandy PRL-u, a historyczna prawda często przegrywała z przekazem zgodnym z oficjalną linią władzy. Twórcy musieli poruszać się w jasno wyznaczonych ramach i robili to świadomie, nierzadko składając wyraźne ukłony w stronę rządzących.

Jednym z najbardziej czytelnych zabiegów było konsekwentne przedstawienie Stanisława Kolickiego jako agenta radzieckiego wywiadu. Taki wybór fabularny wzmacniał obowiązującą narrację o „braterskim sojuszu” polsko-radzieckim i jednocześnie marginalizował inne formy polskiego podziemia. Serial nie tylko promował tę wizję historii, ale robił to w sposób atrakcyjny i przystępny, co czyniło przekaz jeszcze skuteczniejszym.

Kulisy powstawania „Stawki większej niż życie” szeroko opisał Maciej Replewicz w książce „Stawka większa niż kłamstwo”, z której jasno wynika, że serial realizował przede wszystkim oczekiwania władz PRL i powstawał na ich zamówienie. Autor wskazuje na liczne analogie do autentycznych postaci i wydarzeń historycznych, ukryte niemal w każdym odcinku. To podważa wielokrotnie powtarzane przez twórców twierdzenia o całkowicie fikcyjnym charakterze fabuły.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów była swoista „kradzież biografii” żołnierzy Armii Krajowej. Autentyczne dokonania wojenne przypisywano pozytywnym bohaterom serialu, których imiona i pseudonimy nawiązywały jednak do członków Gwardii Ludowej i Armii Ludowej, często osób pełniących wysokie funkcje w czasie emisji serialu. Jednocześnie Armia Krajowa została w „Stawce” niemal całkowicie przemilczana, jakby w czasie okupacji po prostu nie istniała.

Równie wymowne – i dziś szczególnie uderzające – jest całkowite pominięcie tematu Holokaustu. W serialu osadzonym w realiach II wojny światowej nie ma gett, deportacji ani zagłady Żydów. To milczenie trudno uznać za przypadkowe. Powstanie i emisja serialu zbiegły się z zerwaniem przez PRL stosunków dyplomatycznych z Izraelem oraz z antysemicką kampanią zapoczątkowaną przez środowisko Mieczysława Moczara. W tych warunkach twórcy zostali niejako zmuszeni do udawania, że ten fragment okupacyjnej rzeczywistości nie istniał.

Mimo wszystkich tych przekłamań większość widzów traktowała serial przede wszystkim jako rozrywkę. Szpiegowska konwencja, tempo akcji i charyzma bohaterów skutecznie przesłaniały ideologiczne tło, które dla wielu odbiorców pozostawało niewidoczne lub mało istotne.

Na tym tle szczególnie ciekawie wypada postać Hermanna Brunnera. Choć jest bohaterem fikcyjnym, jego nazwisko i cechy wyraźnie nawiązują do autentycznego Aloisa Brunnera, jednego z najbliższych współpracowników Adolfa Eichmanna, odpowiedzialnego za deportację około 150 tysięcy Żydów. Ta inspiracja nadaje serialowemu antagoniście dodatkowy, mroczny wymiar i przypomina, że za telewizyjną grą w szpiegów kryło się bardzo realne, historyczne zło.

Klossomania. Popularność „Stawki większej niż życie” w Polsce i poza jej granicami

„Stawka większa niż życie” była prawdziwym fenomenem. W czasie emisji serialu ulice pustoszały, a przed telewizorami gromadziły się całe rodziny. Produkcja podbiła także rynki zagraniczne – emitowano ją m.in. w Albanii, Skandynawii, Grecji, Chinach i krajach Ameryki Południowej. Szacuje się, że „Stawkę” obejrzało ponad miliard widzów.

Serial otrzymał Nagrodę Ministra Obrony Narodowej I stopnia w 1968 roku oraz wyróżnienie telewizji NRD w 1970 roku. W ankiecie tygodnika „Polityka” z 1999 roku zajął 14. miejsce wśród najlepszych programów telewizyjnych XX wieku w Polsce.

Wjeżdżam do Budapesztu, a tu całe miasto zaklejone plakatami. Wjeżdżam na stadion, sto tysięcy ludzi krzyczy: „Kloss, Kloss!”. Stałem w odkrytym wozie, a za siedzeniem ukrył się aktor, który dubbingował Klossa w węgierskiej wersji „Stawki”. Robimy rundkę, podjeżdżamy pod trybunę z Kádárem. Zaczynam mówić, ale tak naprawdę ruszam tylko ustami. Bo mikrofon ma ten ukryty facet. Cały stadion więc słyszy, że Mikulski mówi po węgiersku! Szał radości.

— Stanisław Mikulski „Niechętnie o sobie”, Warszawa 2012, Wydawnictwo „Melanż”

Popularność „Stawki większej niż życie” bardzo szybko wymknęła się wszelkim kalkulacjom. Serial wywołał zjawisko nazwane Klossomanią, które ogarnęło nie tylko Polskę, ale również inne kraje Bloku Wschodniego – od NRD, przez Czechosłowację i Węgry, po Bułgarię i Związek Radziecki. Hans Kloss stał się bohaterem eksportowym, a Stanisław Mikulski urósł do rangi prawdziwej gwiazdy demoludów i idola ogromnej części polskiej publiczności.

Podobnie jak „Czterej pancerni i pies”, „Stawka” miała realny wpływ na sposób myślenia kolejnych pokoleń widzów. Kształtowała wyobrażenia o II wojnie światowej, relacjach polsko-niemieckich, a także – co szczególnie istotne – o sojuszu polsko-radzieckim. To pokazuje, że serial oddziaływał znacznie szerzej niż tylko jako atrakcyjna rozrywka emitowana w telewizji.

Na trwałe do języka potocznego weszły też cytaty, które do dziś rozpoznają nawet osoby, które serial znają głównie z opowieści. „J-23 znowu nadaje”, „Takie sztuczki to nie ze mną, Brunner” czy „Najlepsze kasztany są na placu Pigalle” stały się kulturowymi znakami rozpoznawczymi. Do tego dochodzi charakterystyczny motyw muzyczny autorstwa Jerzego „Dudusia” Matuszkiewicza – kilka taktów wystarczy, by natychmiast przywołać świat Hansa Klossa.

Co ciekawe, próba wykorzystania tego kultowego statusu po latach zakończyła się niepowodzeniem. Film „Hans Kloss. Stawka większa niż śmierć” z 2012 roku, wyreżyserowany przez Patryka Vegę, spotkał się z bardzo chłodnym przyjęciem i powszechnie uznawany jest za porażkę. I to mimo faktu, że do swoich legendarnych ról wrócili zarówno Stanisław Mikulski, jak i Emil Karewicz. Nostalgia okazała się niewystarczająca.

Bo choć marka Hansa Klossa wciąż działa na wyobraźnię, magia oryginalnej „Stawki większej niż życie” okazała się nie do odtworzenia. Jej siła brała się z unikalnego połączenia szpiegowskiej konwencji, ideologii PRL, charyzmy aktorów i bardzo konkretnego kontekstu historycznego. Kloss był superbohaterem swojej epoki, figurą, którą można było podziwiać właśnie wtedy i właśnie tam. Próba przeniesienia go do zupełnie innego krajobrazu kulturowego niemal nieuchronnie prowadzi do utraty tego, co w nim najważniejsze.

Kulisy produkcji „Stawki większej niż życie” i serialowe ciekawostki

Choć „Stawka większa niż życie” sprawia wrażenie produkcji z rozmachem, jej realizacja daleka była od komfortu. Serial kręcono w trudnych warunkach, często w plenerach, które musiały „grać” zupełnie różne europejskie miasta. Budżet był skromny, więc twórcy ratowali się pomysłowością. Stroje i rekwizyty pochodziły głównie z magazynów teatralnych, a mundury nierzadko przerabiano już na planie. Mimo tych ograniczeń udało się stworzyć świat, który do dziś działa na wyobraźnię.

Niektóre lokacje zyskały wręcz kultowy status. Monumentalna klatka schodowa pałacu Izraela Poznańskiego w Łodzi (dzisiejsze Muzeum Miasta Łodzi) z powodzeniem „zagrała” korytarze berlińskiej siedziby Abwehry w odcinku „Zdrada”. Z kolei w Olsztynie wąska uliczka, w której Kloss niemal został rozstrzelany w pierwszym odcinku, na stałe zapisała się w lokalnej historii. W 2004 roku odsłonięto tam pamiątkową tablicę, oficjalnie nazywając to miejsce „Zaułkiem Stawki większej niż życie”.

Dużą rolę w realizacji serialu odegrał również Wrocław, który w czasach PRL był jednym z najważniejszych ośrodków produkcji filmowej w Polsce. Szacuje się, że powstawało tam nawet około 25% krajowych filmów i seriali. Zdjęcia do „Stawki” kręcono latem 1968 roku tj. w okresie wyjątkowo napiętym politycznie i społecznie, zarówno w Polsce, jak i w całym Bloku Wschodnim.

Jak każda produkcja realizowana w pośpiechu i przy ograniczonych środkach, serial nie ustrzegł się anachronizmów i drobnych wpadek, które z czasem zaczęli wyłapywać najbardziej czujni widzowie. W odcinku „Akcja Liść Dębu”, którego akcja rozgrywa się w 1945 roku, polscy spadochroniarze posługują się karabinami AK-47, czyli bronią, która weszła do produkcji dopiero w 1949 roku. To klasyczny przykład kompromisu między realiami historycznymi a dostępnością rekwizytów.

Uważni fani zwracają też uwagę na drobniejsze detale. W dziewiątym odcinku na tabliczce drzwi biura Johanna Dehnego pojawia się błędnie zapisane imię „Helmuth”. Z kolei Hermann Brunner, konsekwentnie przedstawiany jako oficer gestapo, często nosi mundur Sicherheitsdienst (SD), czyli wywiadu SS. Najprawdopodobniej był to efekt uproszczeń lub braku dostępu do precyzyjnych rekwizytów.

Są też wpadki niemal anegdotyczne. W trzynastym odcinku można dostrzec tabliczkę z napisem „Hause for sale” zamiast poprawnego „House for sale”. Dziś takie smaczki traktowane są raczej z sympatią niż krytyką i stanowią dodatkową atrakcję dla fanów, którzy znają serial niemal na pamięć.

Te drobne nieścisłości nie podkopują siły „Stawki większej niż życia”. Wręcz przeciwnie – dla wielu widzów są dowodem na to, że serial powstawał w bardzo konkretnych realiach i mimo wszystkich ograniczeń potrafił osiągnąć efekt, który przetrwał dekady.

Okiem autora, czyli dlaczego wciąż wracamy do „Stawki”?

Po tylu latach od pierwszej emisji „Stawki większej niż życie” można by uznać, że ten serial dawno powinien trafićć do archiwum na półkę obok innych czarno-białych produkcji, oglądanych dziś już tylko z obowiązku albo ciekawości. A jednak tak się nie stało. Wracamy do Klossa regularnie, przy okazji kolejnych powtórek, rozmów, cytatów i wspomnień. I chyba nie chodzi tu wyłącznie o sentyment.

Ten serial działa, bo jest produktem swojej epoki w najczystszej postaci. Ma w sobie wszystko to, co dla tamtych lat było charakterystyczne: prosty podział na dobro i zło, wyraziste postacie, jasne reguły gry i bohatera, który zawsze wie więcej. Dla widza PRL-u była to opowieść dająca poczucie sprawczości – Polak, choć działający w cieniu, przechytrzał potężną machinę wroga. To musiało działać na wyobraźnię.

Jednocześnie dzisiejszy widz potrafi już patrzeć z dystansem na „Stawkę większą niż życie”. Widzimy propagandę, przemilczenia i uproszczenia. Zdajemy sobie sprawę z kontekstu politycznego, w jakim serial powstawał. Ale paradoksalnie to wcale nie odbiera mu siły. Wręcz przeciwnie – pozwala oglądać go na kilku poziomach jednocześnie: jako sprawnie zrealizowany thriller szpiegowski, dokument epoki i kulturowe lustro swoich czasów.

Wracamy też do „Stawki”, bo Kloss to bohater nie do odtworzenia. Nie dlatego, że był idealny, ale dlatego, że idealnie pasował do momentu historycznego, w którym się pojawił. Próby jego uwspółcześnienia pokazały jasno, że tej magii nie da się przenieść w inne realia. To nie jest postać uniwersalna, ale symbol bardzo konkretnego czasu, lęków, marzeń i wyobrażeń.

I wreszcie wracamy do tego serialu z powodów najprostszych. Bo dobrze się go ogląda. Bo dialogi wciąż brzmią znajomo. Bo muzyka Matuszkiewicza po kilku nutach przenosi nas gdzieś indziej. Bo w świecie pełnym chaosu i niejednoznaczności miło czasem zanurzyć się w opowieści, w której wszystko ma swoje miejsce, a J-23 zawsze zdąży nadać meldunek w ostatniej chwili.

Może więc „Stawka większa niż życie” to nie tylko serial o szpiegach i wojnie. Może to także bezpieczna przystań pamięci, miejsce, do którego wracamy, bo przypomina nam nie tylko o tamtych czasach, ale też o nas samych sprzed lat.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *