13:05 Neptun i muzyka
13:10 Omówienie programu
13:15 Rozmowa z uczestnikami XI zjazdu Związków Literatów Polskich
13:20 „Vicehrabia de Bragelonne” — film fabularny prod. francuskiej
15:00 Niedziela Biesiada
17:00 „Antarktyda” — film z serii „Disneyland”
17:50 Estrada poetycka
18:25 „Stewardessy na start” — teleturniej
19:20 Dziennik Telewizyjny
20:15 Sprawozdanie z rozgrywek I Ligi w koszykówce mężczyzn: Polonia (Wawrszawa) — Legia (Warszawa)
21:15 „Do widzenia, do jutra” — film fabularny prod. polskiej. Reż. – Janusz Morgenstern. Występują: Zbigniew Cybulski, Teresa Tuszyńska, Grażyna Muszyńska, Barbara Baranowska, Włodzimierz Bielicki, Jacek Fedorowicz, Roman Polański, Tadeusz Wojtych.
22:35 Wiadomości sportowe
22:45 Omówienie programu
Wojtek ogląda dziś film „Do widzenia, do jutra”
Niedzielna ramówka z końcówki 1960 roku potrafi wprawić w konsternację współczesnego widza. Patrząc na nią dziś, człowiek odruchowo przeciera oczy ze zdumienia, bo powiedzieć, że była uboga, to jak nic nie powiedzieć. Zaledwie kilka pozycji, niewiele więcej niż w zwykły dzień powszedni. Żadnych „bloków popołudniowych”, żadnej bogatej oferty filmowej, ani nawet porządnego wieczornego pasma. Po prostu, było, co było. A jednak, jak to w tamtych czasach, nawet z tej skromnej listy dało się wyłuskać perełkę.
Tego dnia Wojtek wybrał film „Do widzenia, do jutra”. I w zasadzie nie potrzebował żadnych rekomendacji. Jedno nazwisko wystarczało, by zdecydować się na seans „w ciemno”. Zbigniew Cybulski – człowiek-symbol, ikona pokolenia, aktor, który wniósł do polskiego kina młodzieńczy bunt połączony z czułością.
Co ciekawe, Telewizja Polska zdecydowała się pokazać film już pół roku po premierze kinowej. W dzisiejszych czasach taki pośpiech kojarzy nam się raczej z Netflixem niż z telewizją publiczną. A jednak.
Sam film to historia młodzieńczej miłości, tak pięknej, jak i bolesnej. Jacek (Zbigniew Cybulski), reżyser studenckiego teatrzyku w Gdańsku, spotyka Margueritte, córkę francuskiego konsula. Wystarczy jedno spojrzenie, jedna krótka prośba o potrzymanie psa, by zaczęła się opowieść o zauroczeniu, które natychmiast przeradza się w coś dużo głębszego.
Margueritte, zagrana przez Teresę Tuszyńską, pojawia się w życiu Jacka jak ktoś nie z tego świata — elegancka, obca, jednocześnie bliska i niedostępna. Jacek popada coraz bardziej w beznadziejne zakochanie. Zaniedbuje swoje obowiązki, gubi rytm codzienności, żyje od spotkania do spotkania.
Ale to nie jest bajka o miłości, która wszystko zwycięża. To raczej opowieść o świecie, w którym uczucia nie zawsze dojrzewają równocześnie. Margueritte nie odwzajemnia uczuć Jacka. Gdy podczas gry w tenisa pojawiają się dwaj świetnie wykształceni poligloci, koledzy chłopaka, jej zainteresowanie przenosi się automatycznie na nich. Jacek, zawstydzony i zraniony, wycofuje się.
Najbardziej symboliczna scena filmu to odwiedziny w kościele i odgrywany „ślub”. Margueritte mówi wprost, że nie chce wychodzić za mąż, by nie stracić atrakcyjności. To nie kaprys, to deklaracja wolności. Jacek prosi ją, by została w Gdańsku. Ona odpowiada: „Do widzenia, do jutra.” Kłamstwo uprzejme, łagodne, wręcz melodyjne, ale jednak kłamstwo. Pewnego dnia Jacek idzie do konsulatu, a tam dowiaduje się, że Margueritte wyjechała na zawsze. Pozostaje mu tylko wrócić do teatrzyku, do przyjaciół, do normalności. I zmierzyć się ze smutną prawdą.
Film Morgensterna, nakręcony w Trójmieście, pulsuje młodością, poezją, jazzem i melancholią. W tamtym skromnym, wręcz pustawym programie telewizyjnym z 27 listopada 1960 roku film ten był jak przedsmak świata piękniejszego, ale boleśnie prawdziwego zarazem.
A Wojtek? Wojtek nie żałował żadnej minuty. Bo czas spędzony z Cybulskim nigdy nie był czasem straconym.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







