W historii polskiej telewizji niewiele jest seriali, które osiągnęły tak kultowy status i tak silnie wpisały się w zbiorową pamięć, jak „Polskie drogi”. Wyreżyserowany przez Janusza Morgensterna i po raz pierwszy wyemitowany 16 października 1977 roku, 11-odcinkowy cykl stał się jednym z najważniejszych ekranowych portretów okupacyjnej rzeczywistości.
To nie tylko opowieść o walce, zdradzie i bohaterstwie, ale przede wszystkim głęboko humanistyczna saga o zwykłych ludziach, którzy próbują przetrwać w świecie pozbawionym zasad, sensu i pewności jutra. „Polskie drogi” pokazują, jak wojna łamie charaktery, wystawia sumienia na próbę, a jednocześnie jak mimo wszystko potrafi obudzić w człowieku odruch dobra i potrzebę zachowania godności.
Geneza i realizacja arcydzieła
„Polskie drogi” powstały w połowie lat 70., w czasach, gdy polska kinematografia mimo politycznych ograniczeń potrafiła tworzyć dzieła o niezwykłej głębi i artystycznej sile. Za reżyserię odpowiadał Janusz Morgenstern, jeden z czołowych przedstawicieli polskiej szkoły filmowej, znany wcześniej z filmów „Do widzenia, do jutra” czy „Jowita”. Scenariusz napisał Jerzy Janicki, który oparł fabułę na losach prawdziwych ludzi i autentycznych wydarzeniach, dzięki czemu serial zyskał wyjątkową wiarygodność i emocjonalną prawdę.
Morgenstern widział w „Polskich drogach” naturalne dopełnienie swoich wcześniejszych filmów o okupacji – „Kolumbów” (1970) i „Potem nastąpi cisza” (1965). Tym razem jednak chciał spojrzeć szerzej. Nie tylko na żołnierzy i konspiratorów, lecz na całe społeczeństwo wrzucone w tryby wojennej machiny.
Jest to kontynuacja o nieco odwróconej chronologii. „Kolumbów” poświęciłem tylko losom żołnierzy Armii Krajowej. W „Polskich drogach” obszerniej zajmujemy się lewicą społeczną, nie zapominając o ugrupowaniach AK.
— Janusz Morgenstern
Rozpisana na ponad 3 lata realizacja serialu była przedsięwzięciem o ogromnej skali. Twórcy mieli świadomość, że opowiadają o najtrudniejszym okresie w dziejach Polski, dlatego z niezwykłą pieczołowitością zadbali o każdy detal. Scenografie, kostiumy, plakaty okupacyjne, a nawet drobne rekwizyty podporządkowano autentyzmowi. Ulice okupowanej Warszawy, miasteczka i dworce tętniły życiem, które mimo wojennej grozy pozostawało ludzkie, codzienne, namacalne.
Choć „Polskie drogi” powstawały w realiach PRL i musiały mieścić się w ramach obowiązującej narracji historycznej, udało się uniknąć nachalnej propagandy. Serial nie był prostą agitką. To raczej opowieść o moralnych dylematach, o ludziach, którzy w chaosie wojny próbują pozostać sobą.
Niezwykle ważnym elementem całości stała się muzyka Andrzeja Kurylewicza. Jego melancholijny, a zarazem niepokojący motyw przewodni stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tematów muzycznych w historii polskiej telewizji. Ta muzyka nie ilustruje, ona współodczuwa. Delikatnie prowadzi emocje widza, podkreśla napięcie, ale nigdy nie dominuje nad obrazem. To właśnie dzięki niej „Polskie drogi” zyskały aurę, której nie sposób pomylić z żadnym innym serialem tamtych czasów.
Władysław Niwiński i Leon Kuraś — dwaj bohaterowie, jedna droga
Osią fabularną „Polskich dróg” są losy dwóch mężczyzn, których ścieżki przecinają się we wrześniu 1939 roku i splatają na cały okres okupacji. To postacie z dwóch różnych światów. Wojna zmusza ich do wspólnej wędrówki przez czas pogardy.
Władysław Niwiński (w tej roli Karol Strasburger) to kapral podchorąży, student historii, przedstawiciel przedwojennej inteligencji. To idealista i człowiek zasad, wychowany w duchu etosu II Rzeczypospolitej. Patriotyzm traktuje nie jako hasło, lecz jako obowiązek, powinność wobec tych, którzy o wolność walczyli wcześniej. W jego postaci widać tragizm pokolenia, które w chwili próby musiało porzucić młodzieńcze ideały i nauczyć się żyć w świecie, gdzie moralność bywała luksusem.
Rola Niwińskiego była dla mnie jedną z ważniejszych ról. Może nawet i tą najważniejszą. Ten serial otworzył mi drogę do kolejnych filmów i seriali. „Polskie drogi” to najważniejsza ze wszystkich produkcji, w jakich wystąpiłem.
— Krol Strasburger w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej
W kolejnych odcinkach Niwiński dojrzewa. Z pełnego zapału żołnierza staje się doświadczonym konspiratorem. Symbolizuje tę część narodu, która od pierwszych dni wojny włączyła się w zorganizowany ruch oporu, tworząc struktury Polskiego Państwa Podziemnego. To w nim zawiera się duch walki, ciągłość legalnej władzy i przekonanie, że nawet w niewoli można zachować wewnętrzną wolność.
Leon Kuraś (znakomita kreacja Kazimierza Kaczora) jest jego przeciwieństwem. To warszawski cwaniak, szofer, człowiek z ludu. Twardo stąpa po ziemi, kieruje się rozsądkiem i instynktem przetrwania. Początkowo chce tylko przeżyć, zabezpieczyć siebie i bliskich, korzystając z ulicznej inteligencji i sieci kontaktów. W realiach okupacji okazuje się mistrzem kamuflażu, improwizacji i szybkiego myślenia.
Do czasu „Polskich dróg” nie grałem większych ról filmowych. Wiedziałem, że postać Kurasia jest dużą rolą epizodyczną, która będzie dla mnie wielką szansą. Musiałem jednak stanąć wcześniej do castingu – w tamtych czasach nazywało się to zdjęciami próbnymi. Wszystko się udało, bo wygrałem. Kuraś miał zginąć gdzieś w połowie serialu, więc od początku miałem świadomość, że nie będę występował w całej produkcji. Dlatego musiałem się skupić na roli – aby zagrać ją jak najlepiej.
— Kazimierz Kaczor w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej
Kuraś reprezentuje zwykłych Polaków, którzy nie szukali bohaterstwa, a jednak w zetknięciu z brutalnością okupanta potrafili wykazać się odwagą, sprytem i lojalnością. Ich opór był cichy, oddolny, często bezimienny, ale to właśnie on pozwolił społeczeństwu przetrwać. W jego postaci odbija się codzienna walka o zachowanie godności, nie w manifestach, lecz w małych gestach, które miały sens tylko dlatego, że były ludzkie.
Relacja między Niwińskim a Kurasiem to serce całego serialu. Zaczyna się od nieufności – inteligent kontra prosty chłopak, ideały kontra praktycyzm – lecz z czasem przeradza się w szorstką przyjaźń i głęboki szacunek. Wspólnie pokonują kolejne „polskie drogi” – dosłownie, przemierzając okupowany kraj, i w przenośni – przechodząc przez kolejne etapy wojennej gehenny. Ich dialogi, pełne napięcia, ironii i ciepłego humoru, tworzą jeden z najprawdziwszych portretów polskiej mentalności, jakie kiedykolwiek pokazano w telewizji.
Polskie drogi — panorama polskiego społeczeństwa pod okupacją
„Polskie drogi” to znacznie więcej niż historia dwóch bohaterów. To epicka panorama losów narodu, rozpisana na wiele głosów, środowisk i ludzkich dramatów. Serial tworzy mozaikę mniejszych, ale równie przejmujących opowieści, które razem układają się w wielowymiarowy obraz okupowanej Polski.
Zamiast jednej linii fabularnej, Janicki i Morgenstern wybrali strukturę antologiczną. Każdy z jedenastu odcinków stanowi niemal odrębną całość, skupiając się na innym fragmencie wojennej rzeczywistości. Dzięki temu widz zostaje przeniesiony z ulic okupowanej Warszawy do prowincjonalnych wiosek, z restauracji obsługujących Niemców do konspiracyjnych kryjówek. To właśnie ta różnorodność perspektyw pozwoliła uchwycić pełnię polskiego doświadczenia wojny, od heroizmu po codzienny strach i walkę o przetrwanie.

Polskie drogi
Serial przedstawia losy Polaków w czasie II wojny światowej. Głównymi bohaterami są plutonowy podchorąży Władysław Niwiński oraz kapral Leon Kuraś.
Serial z niezwykłym realizmem ukazuje najważniejsze aspekty życia pod okupacją:
- Chaos kampanii wrześniowej i gorycz klęski. Pierwsze odcinki uderzają autentyzmem. Widać rozpacz, panikę, bezsilność żołnierzy i cywilów wobec totalnej agresji. To obraz rozpadu struktur państwa i narodzin bezradności, której cień unosi się przez kolejne lata okupacji.
- Narodziny konspiracji i Polskiego Państwa Podziemnego. Z ruin klęski wyrasta fenomen tajnych struktur, które próbują przywrócić poczucie ładu i sprawiedliwości. Serial pokazuje, że opór nie ograniczał się do walki z bronią w ręku. Obejmował nauczanie, wymiar sprawiedliwości, prasę, administrację. To portret społeczeństwa, które mimo wszystko zachowało państwowość w sercach.
- Terror codzienności. Łapanki, egzekucje, rewizje, strach – ten świat nie znał ciszy. Wojna w „Polskich drogach” nie jest heroiczną epopeją, lecz ciągłym stanem zagrożenia, w którym każde pukanie do drzwi mogło oznaczać koniec. Serial z niezwykłą empatią pokazuje zwykłych ludzi próbujących zachować pozory normalności w rzeczywistości, w której nic nie było normalne.
- Dramat warszawskiego getta i pomoc Żydom. Twórcy z odwagą poruszyli temat Holokaustu, ukazując działalność „Żegoty” i dramatyczne próby ratowania życia. Bohaterowie, którzy ryzykują wszystko, by pomóc prześladowanym, stają się symbolem moralnej odwagi i solidarności ponad podziałami, tej najtrudniejszej, bo obarczonej wyrokiem śmierci.
- Różnorodność postaw. W jednym kadrze spotykają się bohaterstwo, oportunizm i zwykła ludzka słabość. Są lekarze ratujący rannych bez pytania o narodowość, nauczyciele prowadzący tajne komplety, ale i ci, którzy z lęku lub chciwości współpracują z okupantem. Największa siła „Polskich dróg” tkwi w uczciwym pokazaniu, że wojna nie dzieliła ludzi na dobrych i złych, lecz na tych, którzy każdego dnia walczyli z własnym strachem.
Morgenstern i Janicki nie bali się trudnych tematów. Ich serial nie oferuje łatwego katharsis ani czarno-białych ocen. Pokazuje świat, w którym dobro i zło potrafią istnieć w tym samym człowieku, a bohaterstwo często ma twarz zwykłego człowieka, który po prostu nie przestał być człowiekiem.
Realizm i niespójności historyczne
W dążeniu do maksymalnego realizmu historycznego Janusz Morgenstern i Jerzy Janicki musieli dokonać pewnych kompromisów między prawdą faktograficzną a wymogami narracji filmowej. Choć „Polskie drogi” wyróżniają się niezwykłą dbałością o detale, pojawiają się w serialu drobne nieścisłości, które od lat są przedmiotem analiz historyków i pasjonatów.
Jednym z częściej przytaczanych przykładów jest scena rozstrzeliwań w Palmirach. W serialu przedstawiono je jako egzekucje przypadkowych ludzi schwytanych w łapankach, co miało symbolizować terror wymierzony w całe społeczeństwo. W rzeczywistości jednak w Palmirach Niemcy mordowali głównie przedstawicieli polskiej inteligencji, działaczy społecznych i politycznych, a nie przypadkowych przechodniów.
Podobny zarzut dotyczy chronologii okupacyjnego terroru. Serial sugeruje, że masowe rozstrzeliwania uliczne, ukazane jako codzienny element życia Warszawy, odbywały się już w pierwszych latach wojny. Tymczasem na szeroką skalę tego typu represje rozpoczęły się dopiero jesienią 1943 roku, w okresie działalności Franza Kutschery, szefa SS i policji w dystrykcie warszawskim. Fabuła „Polskich dróg” kończy się wiosną tego samego roku, co powoduje pewne przesunięcie czasowe.
Nieścisłość pojawia się również w odcinku dziewiątym w scenie na krakowskim dworcu. Major Heynckess, szef Abwehry, zapytany o sytuację na froncie wschodnim, odpowiada: „Sam pani widzi”, wskazując na rannych żołnierzy. Scena sugeruje poważne załamanie morale Wehrmachtu i pierwsze oznaki klęski Niemców. Akcja odcinka toczy się w 1942 roku, tymczasem największe porażki armii hitlerowskiej – Stalingrad i Kursk – nastąpiły dopiero rok później.
Choć te odstępstwa mogą razić historycznych purystów, w istocie mają charakter symboliczny. Morgensternowi nie chodziło o dokumentalną rekonstrukcję wydarzeń, lecz o oddanie emocjonalnej prawdy epoki – nastroju grozy, niepewności i powolnego przełomu w losach wojny. Serial miał przemawiać nie tyle do kronikarzy, co do ludzkiej pamięci i wrażliwości, i w tym sensie te „błędy” są częścią filmowego języka, a nie uchybieniem.
Popularność i znaczenie „Polskich dróg”
W momencie premiery serial odniósł gigantyczny sukces. Puste ulice w godzinach emisji kolejnych odcinków świadczyły o tym, jak bardzo Polacy utożsamiali się z jego bohaterami. „Polskie drogi” stały się narodową lekcją historii. Dla pokolenia, które pamiętało wojnę, były przypomnieniem, a dla młodszych, urodzonych po niej, niezwykle sugestywną opowieścią o czasach, które ukształtowały ich rodziców.
Nieraz ludzie mi mówią, że ten serial jest dla nich wzruszający. To zasługa zarówno wybitnych aktorów, jak i samego scenariusza, który bardzo często pokazywał wzruszające sytuacje. Nie wspomnę już o wzruszającej muzyce Andrzeja Kurylewicza.
— Karol Strasburger w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej
Po dekadach od premiery serial Janusza Morgensterna wciąż pozostaje jednym z najważniejszych osiągnięć polskiej telewizji. To dzieło ponadczasowe, które nie straciło nic ze swojej mocy. Jest nie tylko mistrzowsko zrealizowanym freskiem historycznym, ale przede wszystkim poruszającą opowieścią o ludzkiej wytrwałości, solidarności i niezłomnej woli przetrwania w najciemniejszych czasach. To hołd złożony pokoleniu, którego „polskie drogi” wiodły przez piekło historii, a którego ofiara i odwaga stanowią fundament współczesnej Polski.
Okiem autora
Kiedy dziś wracam myślami do tamtej jesieni 1977 roku, przypominam sobie wieczór, w którym po raz pierwszy zobaczyłem „Polskie drogi”. W domu panowała cisza, jakby wszyscy instynktownie czuli, że zaraz wydarzy się coś wyjątkowego. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że oglądam serial, który zostanie ze mną na całe życie. Miałem wrażenie, że oto na ekranie nie widzę historii z podręczników, lecz ludzi – zagubionych, przestraszonych, czasem odważnych wbrew sobie. To było inne spojrzenie na wojnę niż to, do którego przyzwyczaiła nas telewizja. Bez patosu, bez czarno-białych postaci, za to z ogromną prawdą emocji.
Dla wielu widzów „Polskie drogi” stały się moralnym drogowskazem, przypomnieniem, że heroizm nie zawsze nosi mundur i nie zawsze kończy się zwycięstwem. Dla mnie natomiast były dowodem, że ekran może przenosić coś głębszego niż obraz, że potrafi zatrzymać pamięć.
Z perspektywy lat uważam, że siła tego serialu tkwiła w jego ludzkim wymiarze. W tym, że jego bohaterowie mogli być każdym z nas. I że mimo wojny, śmierci i zdrady wciąż próbowali ocalić w sobie człowieczeństwo. Dziś, kiedy świat znów potrafi dzielić ludzi i stawiać ich przeciwko sobie, ta lekcja wydaje się boleśnie aktualna. Bo daje nadzieję, że mimo wszystkich zakrętów naszych „polskich dróg” wciąż potrafimy iść razem.







