Program 1
08:25 Program dnia
08:30 „Tydzień na działce”
09:00 Dla młodych widzów: „Timur i inni”, „Biały statek”
10:30 DT – wiadomości
10:40 „Stare, nowe, najnowsze” — program muzyczny
11:30 Piłkarska kadra czeka
11:50 Z Polski rodem
12:20 Salon poezji użytkowej (4) — „Kryzys”
12:40 „W świecie ciszy” — program dla niesłyszących
13:10 „Zdrowie” — wojskowy magazyn publicystyczny
13:40 Wędrówki dalekie i bliskie – „Rafael” (1) — film dokumentalny prod. włoskiej
14:40 Na krawędzi słowa
15:00 Antologia Dramatu Powszechnego — Aleksander Wampiłow „Dwadzieścia minut z aniołem”. Reż. – Andrzej Rozhin. Występują: Krzysztof Kowalewski, Marek Lewandowski, Paweł Nowisz, Emilian Kamiński.
16:00 Studio Sport — Mistrzostwa świata w lekkiej atletyce
17:30 Teleexpress
17:45 Losowanie Dużego Lotka
17:55 „Skarbiec” — program historyczny
18:40 Magnes
18:50 Dobranoc
19:00 Studio Sport — Mistrzostwa Świata w lekkiej atletyce
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:00 „Okruchy życia” — film fabularny prod. francuskiej
21:25 „Czas” — magazyn publicystyczny (1)
21:55 Siedem dni na świecie
22:05 Sportowe rytmy tygodnia
22:50 „Czas” — magazyn publicystyczny (2)
23:20 DT – wiadomości
23:30 Kino nocne: „Ucieczka” — polski film fabularny
Program 2
14:55 Powitanie
15:00 „Rewia za sześć koron” — film prod. czechosłowackiej
16:00 Kraków na antenie „Dwójki”
16:30 „Szewski poniedziałek” — program antyalkoholowy
17:00 Dla dzieci: Przygody naszych ulubieńców
17:45 Kurs pływania na desce
18:00 Program lokalny
18:30 Adam Mickiewicz „Pan Tadeusz” — Księga XII „Kochajmy się”
19:30 Alfa i omega
20:00 Dni Muzyki Cerkiewnej Hajnówka ’87
20:35 „I życie i miłość tą samą porą” — program muzyczno-poetycki
21:00 Studio Sport
21:30 Panorama dnia
21:45 Filmy Stanisława Barei: „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”. Występują: Krzysztof Kowalewski, Bronisław Pawlik, Stanisław Tym, Ewa Wiśniewska, Ewa Ziętek, Andrzej Fedorowicz, Stefan Friedmann, Tadeusz Pluciński, Marian Łącz, Józef Nalberczak i inni.
23:25 Wieczorne wiadomości
Wojtek ogląda dziś komedię „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”
Sobota, 29 sierpnia 1987 roku. Dla wielu Polaków weekend był czasem odpoczynku po tygodniu pełnym obowiązków, a także okazją do chwili śmiechu przed telewizorem. Trudno wyobrazić sobie lepszy finał dnia niż kolejna komedia Stanisława Barei, mistrza filmowej satyry, który jak nikt inny potrafił sportretować absurdy PRL-u. Tego wieczoru telewizyjna „Dwójka” zaprosiła widzów na seans filmu „Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”.
Dzieło Barei to prawdziwa perełka pełna groteski, złośliwego humoru i celnych obserwacji. Film opowiada historię dyrektora dużego przedsiębiorstwa, który, mając romans z sekretarką, próbuje uniknąć rozwodu. Ale fabuła, jak to u Barei, jest jedynie pretekstem do pokazania całej plejady postaci i sytuacji, które świetnie oddają klimat tamtych czasów. Widzowie odnajdywali tu dobrze znane sceny z własnego życia: biurokratyczne absurdy, niekończące się kolejki, drobne kombinatorstwo i codzienny teatr pozorów.
Nie sposób nie wspomnieć o obsadzie. Krzysztof Kowalewski w roli dyrektora Krzakoskiego stworzył kreację wyrazistą i do dziś pamiętaną. Partnerowali mu m.in. Bronisław Pawlik, Ewa Wiśniewska, Stanisław Tym, czyli aktorzy, którzy z każdej roli potrafili zrobić małe arcydzieło. To właśnie dzięki nim groteskowy świat Barei nabierał wiarygodności i sprawiał, że widzowie śmiali się, ale i kiwali głowami ze zrozumieniem: „przecież to samo mam na co dzień”.
Trudno też nie wspomnieć o dialogach, które weszły do kanonu polskiej komedii. „Ja to, proszę pana, mam bardzo dobre połączenie. Wstaję rano, za piętnaście trzecia… Latem to już widno” – któż nie uśmiechnie się, słysząc ten cytat? Albo scena z wejściem „bez pukania i z brudną ścierką”, która w swojej absurdalności stała się symbolem codziennej bezradności wobec zasad i regulaminów. To humor, który nie zestarzał się nawet po latach, bo choć rzeczywistość się zmieniła, absurd zawsze pozostaje blisko człowieka.
Wojtek oglądał ten film z wielką przyjemnością. Dla niego był to nie tylko seans komediowy, ale także swoista kronika codzienności. Z jednej strony śmiech rozładowywał napięcie, z drugiej – przypominał, że w świecie absurdów trzeba czasem przymrużyć oko, by nie zwariować. Bareja dawał ludziom poczucie wspólnoty. Wszyscy wiedzieli, że „tak właśnie jest”, a fakt, że ktoś potrafił to pokazać na ekranie, budził ulgę i satysfakcję.
Była to sobota idealna, dzień zakończony śmiechem, ale i refleksją. Bo Bareja bawił, a jednocześnie przypominał, w jak osobliwym świecie przyszło wtedy żyć. W sierpniu 1987 roku nikt jeszcze nie wiedział, że za dwa lata system, który Bareja tak celnie wyśmiewał, zacznie się chwiać. A póki co, można było usiąść wygodnie w fotelu, odetchnąć po całym tygodniu i powiedzieć z uśmiechem: Bareja znów trafił w punkt.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







