Program 1
09:00 Teleferie najmłodszych: „Wakacje ze słoniem” i „Przygody Sindbada” (cz. I i II)
10:30 Dla II zmiany: „Zagrożenie” — odc. XI filmu fabularnego prod. CSRS z serii „Powiat na północy”
17:15 Program dnia
17:20 Dziennik Telewizyjny
17:30 „Męstwo” — odc. VI (ostatni) serialu prod. radzieckiej
18:30 „Kram” — magazyn konsumenta
19:00 Dla dzieci: Dobranoc
19:10 „Diagnoza”
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:00 Publicystyka
20.15 „Zagrożenie” — powtórzenie odc. XI filmu fabularnego prod. CSRS z serii „Powiat na północy”
22:00 Dziennik Telewizyjny
22:15 „Żniwa 84”
22:25 „Jazz Jamboree ’83” — gra zespół Davida Murray’a
23:00 Dziennik Telewizyjny
Program 2
17:20 Program dnia
17:25 Język angielski — lekcja 1
17:55 Język rosyjski — lekcja 1
18:30 Kronika (Szczecin, Koszalin, Słupsk i Piła)
19:00 „Skojarzenia” — teleturniej
19:20 Przeboje
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:00 Letni „savoir vivre” (I)
20:15 Salon muzyczny
21:15 Dziennik Telewizyjny
21:30 Gość letniego studia
21:45 Filmoteka trzech pokoleń: „Nie ma róży bez ognia” — komedia satyryczna prod. polskiej. Reż. – Stanisław Bareja. Występują: Jacek Fedorowicz, Halina Kowalska, Jerzy Dobrowolski, Stanisława Celińska, Stanisław Tym, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Gołas i inni.
23:20 Program publicystyczny
Wojtek ogląda dziś kultową komedię „Nie ma róży bez ognia”
3 lipca 1984 roku. We wtorkowy wieczór na ekranie telewizyjnej „Dwójki” pojawia się tytuł dobrze już znany – „Nie ma róży bez ognia”. Komedia Stanisława Barei z 1974 roku nie była wtedy żadną nowością. Dziesięć lat od premiery to przecież cała epoka – zmieniła się ekipa rządząca, w domach pojawiły się kolorowe telewizory, a na bazarach królowały dżinsy z Turcji i magnetowidy VHS. Ale właśnie tego dnia, tamtego lipcowego wieczoru, Wojtek zobaczył ten film inaczej niż dotąd. Bo śmiech, jak się okazuje, też dojrzewa.
Nie chodziło już tylko o śmieszne gagi czy absurdalne sceny. Tym razem film dotknął czegoś głębszego – tej groteskowej walki o każdy metr kwadratowy, wiecznego kręcenia się w papierkowym labiryncie, gdzie niby wszystko można, ale tak naprawdę nic nie wolno. I choć w 1984 roku Wojtek miał już swoje lata, dopiero wtedy ta absurdalna rzeczywistość PRL-u przemówiła do niego z pełną mocą. Może dlatego, że sam już wiedział, jak to jest zderzyć się z „urzędem”, który bardziej przeszkadza niż pomaga.
Bareja zrobił film lekki, ale nie głupi. Śmieszny, ale nie prostacki. A co najważniejsze – ponadczasowy. Bo czy nie jest tak, że w każdym systemie, w każdej epoce są ludzie, którzy próbują się jakoś urządzić, kombinować, żyć? Jedni z poczuciem humoru, inni – z nosem spuszczonym na kwintę. A film, choć zanurzony po uszy w PRL-u, opowiada tak naprawdę o człowieku uwikłanym w system, który niekoniecznie mu służy.
Tego dnia Wojtek mógł wreszcie odetchnąć. Teraz już wiedział, o co w tym wszystkim chodziło.
Wojtek wraca do tej komedii z sentymentem. Nie tylko dlatego, że to kawał dobrego kina. Ale też dlatego, że przypomina mu się tamten wieczór sprzed lat, kiedy w domowym fotelu, z herbatą w szklance w metalowym koszyczku, poczuł, że nie jest sam ze swoim zmęczeniem tą rzeczywistością. Że ktoś ten absurd zauważył, przetworzył i podał w formie, która bawi do łez, ale śmiechem nie głupim, tylko oczyszczającym.
I może dlatego warto wracać do „Nie ma róży bez ognia”. Bo mimo zmieniających się czasów, śmiejemy się wciąż z tych samych rzeczy. Tylko adres zameldowania trochę inny.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







