Program 1
09:30 Dla II zmiany: „Propozycja” — odc. VIII filmu TV CSRS z serii „Powiał na północy”
12:00 „Domowe przedszkole”
12:50 Plastyka (kl. III) — Spotkanie z Szymonem Kobylińskim
15:55 Program dnia
16:00 „U przyjaciół”
16:30 Dziennik Telewizyjny
16:40 Dla młodych widzów — „Latający Holender” – Klub Zdobywców Oceanów i „Michałki”
17:30 „Męstwo” — odc. V seryjnego filmu fabularnego prod. TV radzieckiej
18:35 Publicystyka
19:00 Dla dzieci: Dobranoc
19:10 Klinika zdrowego człowieka
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:00 Studio wyborcy
20:25 „Propozycja” — powtórzenie odc. VIII filmu z serii „Powiat na północy”
21:25 Sport: Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej — Francja – Dania (II połowa)
22:40 „To jest muzyka!” — koncert d-moll Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Yehudi Menuhina, Lelanda Chena i Polskiej Orkiestry Kameralnej
Program 2
16:55 Program dnia
17:00 Dziennik Telewizyjny
17:10 „Za kierownicą”
17:30 Pamiętniki Anastazji Gołębiewskiej z cyklu „Powroty”
18:00 „Poszukiwania”
18:30 „Kronika” — Szczecin, Koszalin, Słupsk i Piła
19:00 „Skojarzenia” — teleturniej
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:00 Ekspres reporterów
20:30 Sport: Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej — I połowa meczu Francja – Dania
21:15 Dziennik Telewizyjny
21:30 Sprawy ludzkie: „Cierpienie”
22:00 Filmoteka trzech pokoleń: „Irena do domu!” — film komediowy prod. polskiej
Wojtek ogląda dziś komedię „Irena do domu!”
We wtorek 12 czerwca 1984 r. Telewizyjna „Dwójka” sięgnęła do skarbca polskiej kinematografii i wyciągnęła z niego film, który być może nie był arcydziełem, ale z pewnością należał do tych tytułów, które jeszcze przez lata potrafiły rozjaśnić wieczór widzowi zmęczonemu codziennością PRL-u. Mowa o komedii „Irena do domu!” z 1955 roku – filmie, który dziś można oglądać nie tylko z uśmiechem, ale i z odrobiną nostalgii.
W czasach, gdy na ekranie rządziły seriale „Czterdziestolatek”, „07 zgłoś się” i kolejne odcinki „Domu”, emisja lekkiej komedii z lat 50. mogła wydawać się trochę jak wycieczka w przeszłość, nieco już zapomnianą, trochę bardziej czarno-białą – choć nie tylko z powodu technologii. Bo i realia, i sposób bycia, i język, którym mówiono w takich filmach, miały w sobie coś z przedwojennej elegancji zmieszanej z powojenną siermiężnością.
„Irena do domu!” to opowieść o młodej kobiecie, która — uwaga, spoiler! — musi wrócić do domu, bo… no właśnie, powód sam w sobie jest pretekstem do pokazania całej serii zabawnych perypetii, pomyłek i przekomarzań. W tle Warszawa połowy lat 50., ludzie żyjący skromnie, ale z pewnym urokiem i humorem, który dziś brzmi może naiwnie, ale wtedy był lekarstwem na szarzyznę życia codziennego.
Czy w 1984 roku ten film śmieszył tak samo jak w roku swojej premiery? Już nie. Ale z pewnością był dla wielu widzów sympatycznym przypomnieniem czasów młodości. A dla młodszych – jakąś formą edukacji – tak wyglądały mieszkania, tak się ubierano, tak mówiono. Bez efektów specjalnych, bez pośpiechu, ale za to z uśmiechem. Telewizja w tamtym czasie potrafiła przypominać starsze filmy nie tylko od święta. Czasem po prostu były one potrzebne — jako lek na duszę, jako przerywnik między „ważnymi komunikatami” a kolejnym wydaniem „Dziennika Telewizyjnego”. Bo w PRL-u nawet komedia miała swoją misję – dać ludziom chwilę wytchnienia, pozwolić się pośmiać, niekoniecznie z systemu – choć i takie podteksty potrafiono przemycić.
Dziś „Irena do domu!” to świadek epoki. A każdy taki seans w TVP był jak mała podróż wehikułem czasu. Czasem warto się cofnąć, choćby na półtorej godziny, żeby zobaczyć, że nawet w czasach trudnych ludzie potrafili się śmiać. I to chyba najlepszy powód, by ten film przypominać niezależnie od dekady.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







