7 czerwca 1969: Sobota przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na sobotę 7 czerwca 1969 r. Dziś warto obejrzeć V Festiwal Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze.

08:30 „Upadek Aleksandra Wielkiego” — film fabularny prod. bułgarskiej

09:55 Dla szkół: Geografia (kl. VII) — Indie

11:00 „Święto sportu szkolnego” — transmisja ze Stadionu Dziesięciolecia w Warszawie

15:35 Telewizyjny Kurs Rolniczy — BHP w gospodarstwie

16:10 „Gdańskie pogwarki”

16:30 Dziennik Telewizyjny

16:40 Dla młodych widzów: „Konkurs pięciu milionów” — finał

17:45 Program filmowy

18:00 „Spotkania z przyrodą”

18:35 „Pegaz” — magazyn aktualności kulturalnych

19:20 Dobranoc„Jacek i Agatka”

19:30 Monitor

20:05 „Wieczorne rozmowy”

20:20 V Festiwal Piosenki Radzieckiej — koncert laureatów — transmisja z Zielonej Góry

21:30 DTV

21:55 Kino Interesujących Filmów: „Miłość i gniew” — film prod. angielskiej

23:30 Sprawozdanie filmowe z mityngu lekkoatletycznego w Krakowie

Wojtek ogląda dziś transmisję koncertu laureatów V Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze

Sobota, 7 czerwca 1969 roku. Słońce powoli chowa się za horyzontem, wieczór pachnie świeżo skoszoną trawą i zbliżającym się końcem roku szkolnego. Telewizor, jeszcze lampowy, nagrzewa się powoli, a w całym domu panuje znajome napięcie — za chwilę zacznie się program, który „trzeba zobaczyć”, bo przecież nie ma na co przełączyć. Drugi kanał nie istnieje. Zresztą nikt nie narzeka — wystarczyło jedno okienko na świat, by pół Polski wpatrywało się w te same obrazy.

Po Dzienniku Telewizyjnym, który w kilku chłodnych zdaniach podsumował sukcesy planu pięcioletniego i doniesienia z bratnich republik, nadszedł czas na coś lżejszego. A jednak i to „lżejsze” miało swój polityczny wydźwięk. Publicystyka w te soboty była zwięzła i odpowiednio ułożona — żeby nikt przypadkiem nie zapomniał, kto jest największym przyjacielem Polski Ludowej. A zaraz potem — Zielona Góra.

Transmisja koncertu laureatów V Festiwalu Piosenki Radzieckiej była swego rodzaju rytuałem. Choć Zielona Góra nie była Opolem ani Sopotem, miała swój osobliwy urok. Festiwal wpisywał się w klimat tamtych lat — z jednej strony był przykładem „przyjaźni polsko-radzieckiej” w praktyce, z drugiej – dla wielu widzów był po prostu okazją do posłuchania czegoś innego niż codzienne marsze wojskowe czy ludowe przyśpiewki.

Dla Wojtka, który powoli odkrywał swoje gusta muzyczne, ten koncert był czymś na pograniczu obowiązku i ciekawości. Z jednej strony Wojtek wiedział, że „tak wypada” — w końcu o festiwalu mówiło się w szkole i pisały o nim gazety. Z drugiej — był w tym festiwalu jakiś rodzaj magii. Scena lśniąca światłem reflektorów, głosy śpiewaków z akcentem zza Bugu, melodie, które – mimo że obce – miały w sobie coś znajomego. Czasem te piosenki potrafiły zapaść w pamięć na dłużej niż niejeden przebój z Zachodu, którego i tak nie można było legalnie posłuchać.

Festiwal w Zielonej Górze miał też swoją specyfikę – nie był wyłącznie spektaklem muzycznym. To była manifestacja lojalności, rytuał jedności i okazja do pokazania, że potrafimy śpiewać po rosyjsku z taką pasją, jakby to był nasz drugi język ojczysty. Ale przecież nie wszyscy śledzili ten koncert z wypiekami na twarzy. Dla niektórych była to po prostu zwykła sobota. Dla innych – ciekawostka. A jeszcze inni — i pewnie do nich należał Wojtek — szukali w tych melodiach czegoś więcej niż tylko propagandy. Może harmonii? Może wzruszenia?

Z perspektywy lat Zielona Góra z 1969 roku wydaje się jednocześnie bliska i daleka. Tamte wieczory, w których całe rodziny zbierały się przy ekranie, miały swój rytm i sens. I choć dziś słowa „piosenka radziecka” wywołują różne emocje, to dla wielu ówczesnych widzów były po prostu częścią wieczoru przed telewizorem — jak herbata w szklance z metalowym koszyczkiem.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *