08:40 „Człowiek, którego nie było” — film fabularny prod. USA
10:10 Rewia hutniczych zespołów amatorskich (z Katowic)
10:50 „Dumni” — film fabularny prod. USA
12:30 Program sportowy — w przerwie ok. godz. 13:15 — „Jedziemy na łów”
14:15 „Vendetta” — film z serii „Bonanza”
15:05 „Kochajmy konie” — film z serii „Koń, który mówi”
15:30 „Kronika Sułowa” — reportaż z cyklu „Ludzie i zdarzenia”
15:45 Polska Kronika Filmowa
15:55 Teatr Telewizji — „Żołnierze” Ernesta Brylla. Reż. – Kazimierz Kutz. Scenografia – Xymena Zaniewska. Muzyka – Edward Pałłasz. Realizacja TV – Edwarda Paszkowska. Wykonawcy: Damian Damięcki, Józef Nalberczak, Marian Opania, Jerzy Turek, Zbigniew Zapasiewicz (powtórzenie)
16:35 „Świat, obyczaje, polityka”
16:55 Uroczystości położenia kamienia węgielnego pod pomnik Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy — transmisja z Wrocławia
17:45 „Śpiewki stare, ale jare”
18:25 „Wielka gra” — teleturniej
19:20 Dobranoc
19:30 Dziennik Telewizyjny
20:10 Słownik wyrazów obcych
20:25 „Towarzysz regent” — film fabularny prod. CSRS
21:55 Śpiewa Andrzej Szajewski — z Krakowa
22:10 Niedziela sportowa
Wojtek ogląda dziś amerykański serial „Koń, który mówi”
Niedzielne popołudnie 8 maja 1966 roku. W telewizji tylko jeden kanał, ale jak zwykle jest co obejrzeć. Po obiedzie, po cieście z rabarbarem, po herbacie w szklance z metalowym koszyczkiem – zaczyna się rodzinny czas przed telewizorem. A w telewizji najpierw „Bonanza”, a zaraz potem… „Koń, który mówi”. Tak, dobrze przeczytaliście – Koń, który mówi.
Amerykański serial „Mr. Ed” to coś więcej niż zwykła komedia. To małe, absurdalne cudeńko z czasów, gdy nawet koń miał coś do powiedzenia – i to jak! W polskiej wersji głosu Mr Edowi użyczał sam Władysław Hańcza, którego dostojny, nieco zblazowany ton nadawał gadającemu koniowi osobowość między arystokratą a filozofem. A jego właściciel, naiwny i poczciwy Wilbur, przemawiał głosem Wieńczysława Glińskiego – aktora, którego kojarzyliśmy raczej z ról poważnych, a tu – proszę bardzo – pełen wdzięku, rozbrajająco zagubiony wśród wybryków swojego niezwykłego rumaka.
W czasach, gdy w Polsce koń kojarzył się głównie z pracą na wsi, transportem lub – w najlepszym razie – z dorożką na krakowskim Rynku, Mr Ed galopował przez ekran z nonszalancją kogoś, kto właśnie wrócił z golfa. Otwierał drzwi, rozmawiał przez telefon, potrafił obrazić się i stroić fochy. A wszystko to w biały dzień – w serialu, który spokojnie można było obejrzeć z babcią, mamą i siedmioletnim kuzynem.
I choć z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać naiwne – koń mówiący do człowieka, który jako jedyny go rozumie – to właśnie ta naiwność była największą siłą serialu. Bo ileż było wtedy na telewizyjnej antenie radości bez przemówień, bez ideologii, bez ciężaru codziennych sytuacji? Mr Ed nie walczył o pokój i nie budował socjalizmu. Mr Ed po prostu… rozmawiał.
I robił to z wdziękiem. Dzięki głosom Hańczy i Glińskiego serial ten był czymś, co wydarzyć się mogło tylko w telewizji, i to w tej wyjątkowej – niedzielnej.
Dla wielu z nas był to pierwszy kontakt z absurdem w najczystszej i najserdeczniejszej formie. Może nawet z magią. Bo jeśli koń może mówić, to kto wie – może i nasza codzienność też kiedyś przemówi innym, lepszym głosem?
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







