24 listopada 1985: Niedziela przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na niedzielę 24 listopada 1985 r. Dziś warto obejrzeć premierowy odcinek serialu Pan na Żuławach.

Program 1

07:25 Wszechnica rodziny wiejskiej

07:50 „Po gospodarsku” — magazyn spraw wiejskich

08:15 Program dnia

08:20 „Tydzień”

09:00 Dla młodych widzów: „Teleranek” oraz film produkcji polskiej pt. „Gazda z Diabelnej” (3)

10:30 DT – wiadomości

10:35 „Afryka” (2) — film dokumentalny prod. angielskiej

11:30 W starym kinie: „Kłamstwo Krystyny” — film produkcji polskiej

13:10 Telewizyjny koncert życzeń

13:55 Studio Sport

15:00 DT – wiadomości

15:05 Teatr dla dzieci: Hugh Lofting „Niezwykłe przygody dr Dolittle i jego przyjaciół” (3)

16:00 Studio 1

18:20 „Antena”

19:00 Wieczorynka — „Mali mieszkańcy wielkich gór”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Pan na Żuławach” (1) – „Rozterki i nadzieje” — film fabularny prod. polskiej. Reż. – Sylwester Szyszko. Występują: Ireneusz Kaskiewicz, Teresa Lipowska, Jadwiga Polanowska, Hanna Dunowska, Monika Stefanowicz, Zdzisław Kozień, Ryszard Kotys, Tomasz Zaliwski i inni.

20:55 „Pegaz” — magazyn aktualności kulturalnych

21:40 Sportowa niedziela

22:25 Na scenie i na widowni

22:55 Kazimierz Kowalski i jego goście

23:40 DT – wiadomości

Program 2

10:00 Film dla niesłyszących: „Pan na Żuławach” (1) – „Rozterki i nadzieje” — film prod. polskiej

11:00 „Krótkofalowcy”— wojskowy program publicystyczny

11:30 Koncert życzeń

11:55 Powitanie

12:00 „Kwadrans z hejnałem”

12:15 DT – wiadomości

12:20 „Jutro poniedziałek” — magazyn codziennych spraw rodzinnych

12:50 Tajemnice, sensacje, zagadki — „Tajemnica generała von Fritscha” (2)

13:15 Kino familijne: „Bardzo wczesnym rankiem” (3) – „Ojciec” — film fabularny prod. ZSRR

14:20 Kalejdoskop filmowy „Kino-Oko”

15:10 „Gdybym był…”

16:00 „Ostatnie miejsce na ziemi” (4) – „Dżentelmeni i zawodowcy” — film prod. angielskiej

17:00 Przeboje Bogusława Kaczyńskiego

17:50 Żeromskiego powrót na zamek

18:45 „Słynne dzieła, słynni wykonawcy” — Grigorij Sokołow gra wariacje Beethovena na temat Diabellego (2)

19:30 Dziennik Telewizyjny dla niesłyszących

20:00 Studio Sport

21:20 „Sensacje XX wieku”

21:50 Wielkie filmy małego ekranu: „Ja, Klaudiusz” (4) – „Co zrobimy z Klaudiuszem” — film prod. angielskiej

22:45 Okolice literatury — „Życie prywatne Moliera”

23:10 „Szpetni czterdziestoletni”

23:25 Wieczorne wiadomości

Wojtek ogląda dziś serial „Pan na Żuławach”

Niedzielny wieczór 24 listopada 1985 roku. Po całym dniu pełnym programów rodzinnych, filmów dokumentalnych, powtórek z archiwum i po obowiązkowym „Dzienniku Telewizyjnym” widzowie mogli w końcu zanurzyć się w coś nowego. Tego dnia Telewizja Polska zaproponowała premierowy odcinek serialu „Pan na Żuławach”, który miał opowiedzieć o jednej z tych historii powojennej Polski, o których w domowych rozmowach często mówiono półgłosem, ale które wszyscy w jakiś sposób znali z rodzinnych opowieści.

Serial zaczynał się w roku 1946, w czasie, kiedy Polska była bardziej projektem niż stabilnym państwem. Twórcy zabrali widzów daleko od telewizyjnych dekoracji – do wagonu wypełnionego Polakami, którzy po latach życia we Francji postanowili wrócić tam, gdzie zostawili swoje korzenie. Reemigranci z lat trzydziestych, znużeni i pełni wątpliwości, słuchali stukotu kół pociągu i zadawali sobie to samo pytanie: co zastaniemy po powrocie?

Kadr z serialu Pan na Żuławach

Pan na Żuławach

Serial przedstawia proces osuszania i zagospodarowywania Żuław Wiślanych po II wojnie światowej przez repatriantów z Francji w latach 1946-1956.

Telewizja PRL lubiła takie historie o podnoszeniu się z kolan, o pionierskim zapa­le, o ludziach, którzy biorą na barki zadanie większe niż własne możliwości. Ale w tym pierwszym odcinku było coś więcej niż tylko ideologiczny fundament. Była atmosfera prawdziwej drogi. Długiej, męczącej, prowadzącej w nieznane.

Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Legnicy, losy reemigrantów splotły się z losami tych, którzy jechali w przeciwną stronę historii – przesiedleńców zza Buga. To było jedno z tych spotkań, które dziś moglibyśmy nazwać symbolicznym: dwie grupy ludzi, świadkowie dwóch dramatów, stojący na jednym peronie, próbujących zrozumieć nawzajem swoje doświadczenia. W serialu pozwolono temu wybrzmieć. Nie było patosu, tylko ciche poznawanie się, trudne pytania i ostrożne, ale jednak rodzące się zaufanie.

A później, już nocą, pociąg ruszał dalej, tak jak cała powojenna Polska, która dopiero uczyła się żyć w nowych granicach. Widzowie, przesiadłszy się od kolacji przed telewizory, mogli poczuć, że zaczyna się opowieść długa i nieoczywista. Opowieść o Żuławach, miejscu pięknym i surowym, które trzeba było wziąć w posiadanie nie tylko łopatą, ale i siłą ducha.

Seriale takie jak „Pan na Żuławach” miały w sobie coś z kroniki, a coś z osobistego pamiętnika. I właśnie dlatego tak dobrze pasowały do niedzielnych wieczorów. Po całym dniu telewizja oddawała widzom historię, która nie była ani daleką fikcją, ani suchą lekcją historii. Była czymś, co wielu widzów mogło poczuć jako własne echo.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *