12 stycznia 1983: Środa przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na środę 12 stycznia 1983 r. Dziś warto obejrzeć film historyczny Jerzego Kawalerowicza – Faraon.

Program 1

09:30 „Bezimienny zamek” – odc. 1 filmu historyczno-przygodowego prod. węgierskiej

15:55 Program dnia

16:00 „Krąg” — magazyn harcerzy

16:30 Dla przedszkolaków: „Tik-Tak”

17:00 Dziennik Telewizyjny

17:20 Losowanie Toto-Lotka

17:35 „Ku brzegom niedalekiej Oceanii” — film dokumentalny prod. ZSRR

18:25 „Tryptyk rzemieślniczy”

18:40 Rolnicze rozmowy

18:50 Dobranoc

19:00 Wymiary świata: „Mikroskop” (2)

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:10 Wielka literatura na małym ekranie: „Faraon” (2) – dramat hist. prod. polskiej. Reż. – Jerzy Kawalerowicz. Występują: Jerzy Zelnik, Wiesława Mazurkiewicz, Barbara Brylska, Krystyna Mikołajewska, Ewa Krzyżewska, Piotr Pawłowski, Leszek Herdegen, Stanisław Milski, Kazimierz Opaliński i inni.

22:05 Superliga tenisa stołowego

22:35 Dziennik Telewizyjny

22:50 Spotkanie z pisarzem — Kazimierz Truchanowski

Program 2

16:15 Program dnia

16:20 Język francuski

16:50 Język angielski dla zaawansowanych (2)

17:20 Kino „Dwójki: „Rozkaz nie strzelać” — dramat wojenny prod. ZSRR

18:50 Muzyka młodzieżowa

19:00 Kronika

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Film dokumentalny

20:55 Program publicystyczny

21:45 Klub filmowy: „Niedzielni rodzice” — dramat obyczajowy prod. węgierskiej

Wojtek ogląda dziś film „Faraon”

W historycznych ekranizacjach z czasów PRL była jakaś szczególna magia. Rozmach, z jakim je realizowano, dziś mógłby zawstydzić niejedno współczesne studio filmowe, uzbrojone po zęby w grafikę komputerową i efekty specjalne. Wtedy trzeba było radzić sobie bez cyfrowych cudów. Liczyły się dekoracje, statyści, światło, muzyka i cierpliwość. „Faraon” Jerzego Kawalerowicza do dziś robi wrażenie rozmachem, którego nie da się podrobić żadnym renderem.

12 stycznia 1983 roku telewizja przypomniała ten monumentalny film, a Wojtek – jak to Wojtek – zasiadł przed ekranem z poczuciem, że oto nadarza się doskonała okazja, by po cichu nadrobić szkolne zaległości. Z lekturami zawsze był trochę na bakier, więc takie telewizyjne emisje traktował jak ratunkową ściągę. I trzeba przyznać, że jeśli już uczyć się historii i literatury, to w takiej właśnie formie.

„Faraon” opowiada historię młodego Ramzesa XIII, następcy tronu Egiptu, który z czasem staje się władcą pełnym ambitnych planów. Chce reform: ograniczenia potęgi kapłanów, uzdrowienia finansów państwa, wzmocnienia armii i poprawy losu zwykłych ludzi. Marzy także o wojnie z Asyrią, która w jego przekonaniu mogłaby przynieść Egiptowi bogactwo i potęgę. Problem w tym, że realna władza znajduje się w rękach kapłanów – ostrożnych, cynicznych i doskonale poinformowanych. To oni wiedzą, że wojna oznaczałaby ruinę, a skarbiec państwa świeci pustkami, podczas gdy świątynie kryją niewyobrażalne bogactwa.

Już pierwsze sceny filmu pokazują potęgę religii w starożytnym Egipcie. Skarabeusze są tak święte, że wojsko musi zmieniać trasę marszu, by ich nie rozdeptać, nawet jeśli oznacza to zniszczenie kanału wykopanego kosztem potu i życia chłopa. Ramzes buntuje się, ale jego sprzeciw rozbija się o mur kapłańskiej władzy. To wtedy poznaje Sarę, piękną Żydówkę, która staje się jego kochanką i elementem skomplikowanej gry politycznej.

Dalsze losy Ramzesa to pasmo starć z kapłanami, osobistych tragedii i złudzeń. Ginie Sara i ich syn, zamordowani w wyniku intryg. Kapłani knują za plecami młodego władcy, zawierają niekorzystne traktaty, manipulują tłumem i – korzystając z wiedzy astronomicznej – wykorzystują zaćmienie Słońca jako dowód gniewu bogów. Gdy Ramzes próbuje odebrać im władzę siłą, jest już za późno. Zostaje sam, zdradzony i ostatecznie zamordowany.

„Faraon” to jednak nie tylko opowieść o starożytnym Egipcie. Oglądany w realiach PRL-u, a zwłaszcza w styczniu 1983 roku, musiał wybrzmiewać wyjątkowo mocno. Konflikt idealisty z bezwzględnym systemem, walka pozornej władzy z tą prawdziwą, ukrytą w cieniu – trudno było nie dopatrzyć się analogii. Może właśnie dlatego ten film tak zapadał w pamięć.

A Wojtek? Po seansie miał poczucie dobrze odrobionej lekcji. Nie tylko z historii, ale i z życia. I nawet jeśli szkolna lektura znów została „zaliczona” dzięki telewizji, to chyba nikt nie miałby mu tego za złe. W końcu taka lekcja, podana w tej formie, zostaje w głowie na długo.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *