10 lipca 1988: Niedziela przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na niedzielę 10 lipca 1988 r. Dziś warto obejrzeć brazylijską telenowelę – W kamiennym kręgu.

Program 1

07:00 Telewizyjne Technikum Rolnicze — zajęcia wakacyjne

07:40 Program dnia

07:45 „Po gospodarsku”

08:15 Tydzień

09:00 Kino „Teleferii” — „Panienka z okienka” — odc. I filmu fabularnego prod. polskiej

10:30 Dziennik Telewizyjny

10:35 W wytwórniach filmowych świata (IV): „Kino pod piramidami” — dokumentalny film francuski

11:30 Zajechał wóz do Węgierskiej Górki

12:00 7 anten

12:30 Kraj za miastem

12:55 Zajechał wóz do Węgierskiej Górki

13:25 Telewizyjny Koncert Życzeń

14:10 Zajechał wóz do Węgierskiej Górki

14:40 „Azyl” — dokumentalny film TVP

15:10 „W kamiennym kręgu” — odc. III—IV brazylijskiego filmu obyczajowego

17:15 Teleexpress

17:30 Sport — Międzynarodowe Zawody w Skokach przez Przeszkody — Sopot ’88

18:00 „Konwój”: Wieliczka – Busko Zdrój

18:40 „Antena”

19:00 Dla dzieci: Wieczorynka — „Dzieciństwo Muppetów”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Po obu stronach muru” — odc. 9 filmu TVP z serii „Dom”

21:55 XXII Festiwal Piosenki Żołnierskiej – Kołobrzeg ’88 — Koncert galowy (I)

23:00 Dziennik Telewizyjny

23:05 XXII Festiwal Piosenki Żołnierskiej – Kołobrzeg ’88 — Koncert galowy (II)

Program 2

09:15 Dla niesłyszących: „Przegląd tygodnia” i odc. IX filmu z serii „Dom”

11:25 „Peryskop” — program wojskowy

11:55 Powitanie

12:00 Dla dzieci: „Baśnie, bajki, bajeczki”

12:50 „Jutro poniedziałek”

13:10 100 pytań do Zbigniewa J. Antkowiaka

13:45 „Bliżej świata” — przegląd telewizji satelitarnych

15:25 VII Ogólnopolskie Dni Muzyki Cerkiewnej — Hajnówka ’88

15:50 Niedziela w Łapach

16:25 „Kino – Oko” — kalejdoskop filmowy

17:25 Opowieści Michaiła Zoszczenki

18:10 Festiwal Muzyki Łańcut ’88 — recital Wojciecha Młynarskiego

19:00 Wywiady Ireny Dziedzic

19:30 Galeria — prace plastyczne Eugeniusza Skorwidera

20:00 Sport

20:55 Wernisaż u Macieja — widowisko artystyczne

21:30 Panorama dnia

21:45 „Czyje dziecko” — cz. III serialu obyczajowego prod. australijskiej

22:35 Adam Hanuszkiewicz czyta Gombrowicza

22:45 Wiadomości

Wojtek ogląda dziś brazylijski serial „W kamiennym kręgu”

Niech ktoś jeszcze raz powie Wojtkowi, że w telewizji okresu PRL nie było co oglądać. Tylko dwa kanały? Owszem. Ale wystarczy rzucić okiem na ramówkę z 10 lipca 1988 roku, żeby zrozumieć, że niejedna współczesna platforma mogłaby się zawstydzić, i to nie z powodu ilości, a jakości.

Poranek rozpoczął się z przytupem – w Kinie „Teleferii” film „Panienka z okienka”. Kto pamięta ten historyczno-kostiumowy obraz z Polą Raksą, ten wie, że było na co popatrzeć – nie tylko z okienka. Dla młodszych widzów była to lekcja historii z czasów XVII-wiecznego Gdańska XVII podana z wdziękiem i filmowym rozmachem. Nie było wtedy Netfliksa, więc człowiek chłonął wszystko, co miało choćby cień przygody i epoki w tle.

A w porze obiadowej hit, który budził kontrowersje nawet wśród trochę już zblazowanych fanów „polskich klimatów”, czyli brazylijska telenowela „W kamiennym kręgu”. No i tu zaczyna się temat na dłuższą rozmowę. Ten serial wzbudzał skrajne emocje. Dla jednych był to brazylijski tasiemiec, czyli coś, co prawdziwy facet omijał szerokim łukiem. Dla innych – fascynująca opowieść o zakazanej miłości i rodzinnych tajemnicach rozgrywająca się w latach 40. XX wieku w wyższych sferach São Paulo. A wszystko to z tą samą aktorką, która trzy lata wcześniej rozkochała w sobie Polaków jako Niewolnica Isaura – czyli Lucélia Santos, choć tym razem w dużo bardziej wyrazistej, momentami wręcz mrocznej roli.

Człowiek mówił: „Nie będę tego oglądać”, ale zanim się obejrzał, już wiedział, kto z kim się pokłócił, kto kogo zdradził i dlaczego główna bohaterka Virginia musi znosić upokorzenia ze strony swojego ojca. Typowy mechanizm – jeden odcinek, a potem już nie ma odwrotu. Może i to było dalekie od polskich realiów, ale właśnie dlatego działało. Przez chwilę można było poczuć się jak w zupełnie innym świecie – kolorowym, pełnym emocji i tak bardzo nie naszym.

Ale crème de la crème tego dnia to był wieczór. Po „Dzienniku Telewizyjnym” – rzecz święta, obowiązkowa, choćby po to, żeby mieć potem co komentować przy herbacie – kolejny odcinek serialu „Dom”. Prawdziwa perła PRL-owskiej telewizji. Serial, który pokazywał powojenne losy zwykłych ludzi z warszawskiej kamienicy tak wiarygodnie, że do dziś niektóre sceny Wojtek nosi w głowie jak rodzinne wspomnienia. Tu nie było egzotycznych pałaców ani melodramatycznych łez – tu był dom. Nasz dom. Ze wszystkimi blaskami i cieniami.

A na deser – Festiwal Piosenki Żołnierskiej z Kołobrzegu. Oczywiście, dziś można się z tego śmiać, że to takie marszowe, że mundury, że orkiestry wojskowe. Ale wtedy? Transmisja z Kołobrzegu była jak powiew wakacyjnej świeżości, tej z nutą oficjałki, ale i z odrobiną rozrywki, której w niedzielne wieczory brakowało. A że patriotyzm mieszał się z estradą – cóż, taki był urok tamtych lat.

I tak mijał dzień z „nudną” PRL-owską telewizją. Z dwoma kanałami, z filmami, serialami, festiwalami. I z pytaniem, które wracało co wieczór: Jak oni to wszystko zmieścili w tych dwóch programach?

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *