1 listopada 1980: Sobota przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na sobotę 1 listopada 1980 r. Dziś warto obejrzeć serial radziecki Siedemnaście mgnień wiosny.

Program 1

08:55 Program dnia

09:00 Telewizja Młodych Kosmonautów — Orbita

09:30 „Wojna planet” — Atak chrząszczy — film animowany

09:50 „I pójdę aż na koniec świata” — czechosłowacki film obyczajowy

11:00 Koncert WOSPRiT

11:50 Dziennik Telewizyjny

12:10 Klub 6 Kontynentów — Za Grecję i Polskę

13:00 Czy chcemy zdobywać medale — konferencja prasowa z przewodniczącym GKKFiS Marianem Renke

13:35 Poczet aktorów polskich — Władysław Hańcza

14:15 „Elegia o…” — impresja filmowa

14:40 Koncert muzyki staropolskiej

15:05 „Czy możemy się wyżywić” — program publicystyczny

15:40 „Maveriin” — melodramat prod. francusko-angielskiej

17:50 „Zegary ludowe” — reportaż filmowy

18:50 „Tele-Echo”

19:05 Wieczorynka

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:10 „Ostatni kabriolet” (3) — amerykański film obyczajowy

21:50 Blisko i daleko

22:20 Kto ty jesteś — czyli małe oratorium na dzień dzisiejszy

23:05 „Waszyngton za zamkniętymi drzwiami” (2) — amerykański serial fabularny

Program 2

12:20 „Latarnik” — ekranizacja noweli Henryka Sienkiewicza. Reż. – Zygmunt Skonieczny. Występują: Józef Pieracki, Józef Osławski, Antoni Jurasz, Stanisław Michalski, Krystyna Tolewska i inni.

13:15 Telekino sprzed lat: „Wojna domowa” — odc. 14 pt. „Nowy nabytek” — komedia TP. Reż. – Jerzy Gruza. Występują: Alina Janowska, Andrzej Szczepkowski, Irena Kwiatkowska, Kazimierz Rudzki, Krzysztof Musiał, Elżbieta Góralczyk i inni.

13:55 „Waszyngton za zamkniętymi drzwiami” (1) — amerykański serial fabularny

15:40 Wielka msza h-moll Jana Sebastiana Bacha

18:00 „Utrzymać morza przy życiu” — film dokumentalny

18:55 „Czas bez imienia” — program poetycko-muzyczny

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:15 Ballady jazzowe

21:00 „Uspokojenie” — program poetycko-muzyczny

21:35 „Jastrzębi las” — film przyrodniczy

21:55 „Siedemnaście mgnień wiosny” (1) — radziecki serial sensacyjny. Reż. – Tatiana Lioznowa. Występują: Wiaczesław Tichonow, Leonid Broniewoj, Oleg Tabakow, Jurij Wizbor, Rostisław Platt, Jewgienij Jewstigniejew, Wasilij Łanowoj i inni.

23:05 Poeci recytują wiersze — Tadeusz Hołut

Wojtek ogląda dziś radziecki serial „Siedemnaście mgnień wiosny”

Wszystko w tym serialu było inne niż w typowej radzieckiej produkcji – inny rytm, inna estetyka, inna głębia. Późnym wieczorem 1 listopada 1980 roku telewizyjna „Dwójka” zaprosiła widzów do świata, w którym cisza miała większe znaczenie niż słowa, a każde spojrzenie miało podwójne dno. „Siedemnaście mgnień wiosny” to opowieść o radzieckim szpiegu Stirlitzu działającym w samym sercu III Rzeszy. To był nie tylko serial sensacyjno-wojenny, ale spektakl o samotności, lojalności i chłodnej kalkulacji w cieniu historii.

Kiedy w PRL-u emitowano ten serial, wielu z nas oglądało go z mieszaniną fascynacji i zdziwienia. Z jednej strony był to przecież radziecki hit, a więc zgodny z obowiązującą linią ideologiczną. Z drugiej – zupełnie nie przypominał przaśnych agitacyjnych produkcji, do których przyzwyczaiło nas kino zza wschodniej granicy. Reżyser Tatiana Lioznowa stworzyła dzieło pełne wyciszonego napięcia z kunsztownie budowaną atmosferą i dbałością o każdy szczegół scenografii.

Twarz Wiaczesława Tichonowa grającego Stirlitza była jak wykuta z granitu. Minimalizm jego gry działał jak hipnoza. Mówił niewiele, ale każde słowo wydawało się przemyślane i ważne. Wokół niego świat zdawał się zamarzać, dźwięki tłumione, kolory przygaszone, czas jakby zatrzymany w kadrze. Nikt nie biegał, nikt nie krzyczał, a jednak napięcie można było kroić nożem.

W polskich domach ten serial oglądało się trochę jak zakazany owoc, niby radziecki, a jednak zaskakująco europejski, chwilami wręcz zachodni w formie. Nie brakowało też żartów. Krążyły po kraju dowcipy o Stirlitzu, który „wiedział wszystko, ale nigdy nie wiedział, że ktoś go ogląda”. Te żarty były jak bezpiecznik, bo pozwalały zdjąć z serialu patos i oglądać go z przymrużeniem oka.

Ale w tej listopadowej zaduszkowej aurze 1980 roku „Siedemnaście mgnień wiosny” miało w sobie coś więcej – melancholijną nutę przemijania. Kiedy gasło światło w pokoju, a na ekranie w czerni i bieli przemykały sylwetki gestapowców, słuchało się tej hipnotycznej melodii, którą znała cała Europa Wschodnia i człowiek czuł, że obcuje z czymś zaskakująco poważnym.

To nie był już tylko serial o szpiegu. To był film o człowieku, który musi żyć w świecie kłamstwa, by ocalić prawdę.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *