Przygody psa Cywila. PRL-owska legenda na czterech łapach

Serial Przygody psa Cywila jest opowieścią o relacji między młodym milicjantem a jego psem. To jeden z najbardziej lubianych seriali okresu PRL.

„Przygody psa Cywila” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i ukochanych seriali w historii polskiej telewizji — produkcja, która zapisała się w pamięci kilku pokoleń widzów. Serial, po raz pierwszy wyemitowany 9 września 1971 roku, szybko zdobył ogromną popularność zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych, stając się prawdziwym fenomenem kulturowym.

Jego siła tkwiła w umiejętnym połączeniu elementów kina familijnego z dynamicznym kinem akcji i kryminałem. Dzięki temu serial trafiał do szerokiego grona odbiorców, oferując coś więcej niż tylko prostą rozrywkę. W centrum opowieści znajdowała się wzruszająca relacja między młodym milicjantem a jego psem — przyjaźń, która rozwijała się na tle skomplikowanych śledztw oraz wykorzystania ówczesnej techniki operacyjnej.

Serial dostarczał widzom pozytywnych wzorców: lojalności, odwagi i poświęcenia. Inteligentny owczarek Cywil, bezbłędnie wykonujący nawet najtrudniejsze polecenia swojego opiekuna, stał się bohaterem dziecięcych marzeń. Jego natychmiastowa i powszechna akceptacja przez widzów porównywalna z sukcesem Szarika z „Czterech pancernych i psa” wskazuje na coś więcej niż tylko popularność serialu. W powojennej Polsce, zmagającej się z codziennymi trudnościami, istniało silne zapotrzebowanie na bohaterów bliskich, pozytywnych i łatwych do pokochania, zwłaszcza jeśli byli nimi wierni czworonożni przyjaciele.

Kulisy powstawania i twórcy kultowego serialu

Za reżyserię i scenariusz „Przygód psa Cywila” odpowiadał Krzysztof Szmagier, postać kluczowa w kształtowaniu całej wizji serialu. Dialogi napisał Jerzy Janicki, znany także z takich kultowych produkcji jak „Dom” czy „Polskie drogi”. Za zdjęcia odpowiadali Andrzej Ramlau i Stefan Matyjaszkiewicz, a wyjątkowo zapadającą w pamięć muzykę skomponował Jerzy Matuszkiewicz.

Co ciekawe, serial początkowo miał nosić tytuł „Przygody psa Beja”.

Filmowy Bej zmieni prawdopodobnie imię na „Cywil”. Taki też tytuł chcę dać całej serii filmowej. Nie zgadza się z tym mój synek Tomek, zagorzały czytelnik „Świata Młodych”, który uważa, że imię Bej bardzo pasuje do naszego bohatera. Tomek był moim doradcą w okresie pisania scenariusza. Zaprosiłem kiedyś syna i jego jedenastu kolegów na strych, żona czytała chłopakom moją opowieść, a ja obserwowałem ich reakcję. Tu, gdzie słuchacze się kręcili lub byli mniej uważni, stawiałem w maszynopisie krzyżyki. Znak, że trzeba coś zmienić w opisie, bo jest nudny. Tym sposobem powstał scenariusz, który z entuzjazmem został zaaprobowany przez młodych słuchaczy. Pisałem z myślą o młodzieży i dla nich realizuję ten film. Bardzo chciałbym, aby przygody dzielnego i mądrego Beja przypadły im do gustu, by mój psi bohater stał się podobnie popularny jak Szarik.

— Krzysztof Szmagier w rozmowie ze „Światem Młodych” (1969 rok)

Ostatecznie serial przyjął tytuł „Przygody psa Cywila”, a jego konstrukcja oparta została na siedmiu odcinkach. Każdy z nich przedstawiał osobną przygodę sierżanta Walczaka i jego czworonożnego partnera. Kolejne epizody ukazywały nie tylko dynamiczne śledztwa, ale także rozwijającą się relację między człowiekiem a psem oraz rosnące umiejętności Cywila jako psa służbowego.

Ciekawostki produkcyjne

Reżyser Krzysztof Szmagier dbał o to, by filmowemu Cywilowi nie brakowało emocjonujących przygód. Pies tropił przestępców, ratował dzieci przed niewypałami, a nawet skakał ze spadochronem. W trakcie realizacji wykorzystywano autentyczne akcesoria milicyjne, co nadawało serialowi dodatkowego realizmu. W poszczególnych odcinkach nie brakowało pościgów, strzelanin i wybuchów, elementów rzadko spotykanych w polskich serialach przeznaczonych również dla młodszej widowni.

Ciekawostką produkcyjną jest fakt, że pierwszy odcinek został zrealizowany przez Zespół Filmowy Kamera, podczas gdy pozostałe sześć — przez Zespół Filmowy Plan. Może to sugerować, że pierwotnie planowano odcinek pilotażowy, który dopiero po pozytywnej ocenie dał zielone światło na kontynuację. Możliwe jednak, że zmiana zespołu produkcyjnego była wynikiem wewnętrznych reorganizacji w strukturach państwowej kinematografii.

Zdjęcia do „Przygód psa Cywila” realizowano w wielu autentycznych miejscach. Wśród lokacji znalazły się m.in.: Zakład Kynologii Policyjnej w Sułkowicach, warszawski Port Lotniczy Okęcie, wiadukt nad ulicą Karową w Warszawie, okolice skrzyżowania dróg nr 50 i 801 w gminie Karczew, Góra Kalwaria, stacje PKP w Sułkowicach, Radzyminie i Piasecznie Miasto Wąskotorowa, Fort Beniaminów oraz wiadukt linii kolejowej Legionowo–Tłuszcz w okolicach Białobrzegów.

Główni bohaterowie – sierżant Walczak i pies Cywil

Sierżant Walczak, grany przez Krzysztofa Litwina, to postać nieco flegmatyczna i niezdarna, ale jednocześnie sympatyczna, łagodna z natury i oddana służbie. Litwin stworzył kreację, którą widzowie pokochali równie mocno jak jego czworonożnego towarzysza.

W rolę Cywila wcielił się owczarek niemiecki Bej — inteligentny, wierny i pełen energii. To właśnie on był centralnym punktem serialu, a jego przygody stanowiły oś fabularną każdego odcinka. Cywil nie był tylko dodatkiem do sierżanta, był jego pełnoprawnym partnerem i bohaterem na własnych zasadach.

Przygody psa Cywila

Głównymi bohaterami serialu jest sierżant MO Walczak oraz jego pies Cywil. Film obfituje w elementy sensacyjne, ale ukazuje też przyjaźń człowieka i psa.

Zobacz więcej ➞

Początki tej niezwykłej więzi sięgają pierwszego odcinka, gdy sierżant Walczak ratuje szczeniaka przed uśpieniem. Cywil miał zostać wyeliminowany ze względu na przekroczenie dopuszczalnego stanu liczbowego psów rasowych w Milicji Obywatelskiej. Walczak potajemnie zabiera szczeniaka i zaczyna go szkolić z oddaniem, cierpliwością i wiarą w jego potencjał. Z czasem ich relacja przeradza się w głęboką przyjaźń, opartą na wzajemnym szacunku i zaufaniu. Tworzą duet gotowy na wszystko, by wspierać się, chronić nawzajem i nieść pomoc innym.

Praca z psem Bejem na planie – wyzwania i anegdoty

W rolę Cywila wcielały się co najmniej dwa owczarki niemieckie. Jeden z nich był psem samego reżysera i pojawił się później również w czwartym odcinku serialu „07 zgłoś się”, również wyreżyserowanego przez Krzysztofa Szmagiera. Drugi został wypożyczony z jednostki Milicji Obywatelskiej w Błoniu.

Nie było takiej rzeczy, której by nie zrobił. Nawet wskakiwał do pracującego helikoptera, czego nie robi pies policyjny, bo zatyka go pęd powietrza, temperatura i smród spalin. Bej miał charakter gwiazdy. Na hasło „Cisza, kamera!” szybko zorientował się, że to on jest w tym biznesie najważniejszy. Przybiegał niewołany nawet do scen z samymi aktorami, więc najpierw zamykaliśmy go w samochodzie, a kiedy się za bardzo pieklił, sadzaliśmy go u nóg kamery, żeby mu się wydawało, że „gra”.

— Krzysztof Szmagier

Jedną z metod motywacyjnych stosowanych na planie było użycie cukierków, które Bej bardzo lubił. Na umówiony znak członek ekipy szeleścił papierkiem od łakoci. Dźwięk ten skłaniał psa do spojrzenia w odpowiednim kierunku lub obrócenia się w stronę kamery.

Na dany znak ktoś szeleścił papierkiem od cukierków, które Bej bardzo lubił, i wtedy pies odwracał głowę w tym kierunku. Ale po każdym szeleście trzeba było psa tym cukierkiem częstować. Wreszcie Bej miał dość słodyczy i przestawał reagować. Takie częste motywowanie psa słodyczami miało tragiczny dla niego finał. Pies zapadł na wątrobę i trzeba było go uśpić.

— Krzysztof Szmagier

Ten smutny i przedwczesny koniec filmowego Cywila stanowi bolesne świadectwo braku profesjonalnych standardów opieki nad zwierzętami w trakcie ówczesnej produkcji filmowej. Pokazuje też, jak zwierzęta-aktorzy często traktowane były bardziej jako „żywe rekwizyty” niż jako istoty z realnymi potrzebami. To wyraźny kontrast wobec współczesnych praktyk, w których dobrostan zwierząt grających w filmach i serialach stanowi absolutny priorytet.

Kreowanie pozytywnego wizerunku Milicji Obywatelskiej

Choć „Przygody psa Cywila” były przede wszystkim serialem rozrywkowym, trudno nie dostrzec, że przedstawiały Milicję Obywatelską w zdecydowanie pozytywnym świetle. Postacie funkcjonariuszy, jak łagodny sierżant Walczak, sumienny porucznik Zubek czy sympatyczny komendant ośrodka szkoleniowego, ukazywane były jako kompetentne, uczciwe i budzące zaufanie.

W serialu nie brakowało scen z wykorzystaniem nowoczesnego, jak na tamte czasy, wyposażenia: helikopterów, radiostacji, broni palnej. Wszystko to budowało wizerunek milicjantów jako sprawnych i skutecznych stróżów prawa, którzy z zaangażowaniem rozwiązują trudne sprawy kryminalne.

W realiach państwa, w którym media były ściśle kontrolowane przez władze, takie przedstawienie organów ścigania miało prawdopodobnie także wymiar propagandowy. Pokazanie Milicji Obywatelskiej jako przyjaznej, skutecznej i profesjonalnej mogło, nawet w sposób nienachalny, służyć utrwalaniu jej pozytywnego wizerunku w świadomości widzów.

Fenomen popularności „Przygód psa Cywila”

Przygody psa Cywila zdobyły ogromną popularność już w latach 70. XX wieku, co zaowocowało wielokrotnymi emisjami powtórkowymi. Dzięki temu serial przez dekady pozostawał obecny w świadomości kolejnych pokoleń widzów. Przemawiał do szerokiej publiczności — od dzieci i młodzieży, dla których Cywil stał się bohaterem marzeń, po dorosłych, ceniących dobrą akcję kryminalną i wzruszającą opowieść o przyjaźni człowieka ze zwierzęciem.

Serial nie tylko bawił i uczył, ale także kształtował wyobraźnię i wrażliwość wielu Polaków. Na trwałe zapisał się w historii polskiej telewizji jako jeden z najważniejszych i najbardziej lubianych seriali.

Obok Szarika z „Czterech pancernych i psa”, Cywil to bez wątpienia najsłynniejszy owczarek niemiecki w polskiej kinematografii. Jego ikoniczny status potwierdzają liczne współczesne nawiązania, jak choćby scena z serialu „Komisarz Alex”, w której psi bohater ogląda „Przygody psa Cywila” na ekranie telewizora. To nie tylko sympatyczny hołd, ale też dowód na nieprzemijającą obecność Cywila w zbiorowej wyobraźni.

Serial zdobył uznanie również poza granicami Polski. Potwierdzają to prestiżowe nagrody, m.in. Srebrna Nimfa na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Telewizyjnych w Monte Carlo w 1972 roku. To dowód na to, że jakość produkcji i uniwersalne wartości mogą przemówić do widzów niezależnie od narodowego kontekstu czy politycznego tła. W tym samym roku Krzysztof Szmagier otrzymał również Nagrodę Przewodniczącego Komitetu do spraw Radia i Telewizji, najwyższe krajowe wyróżnienie dla twórców filmów telewizyjnych.

Choć wielu widzów do dziś darzy serial ogromnym sentymentem, część współczesnych recenzentów patrzy na niego z dystansem. Zmiana realiów społecznych i politycznych po 1989 roku znacząco wpłynęła na odbiór Cywila. Dla niektórych obecność Milicji Obywatelskiej w roli pozytywnego bohatera może dziś wydawać się kontrowersyjna. Ta różnica w percepcji pokazuje, jak silnie kontekst epoki kształtuje odbiór dzieła i jak bardzo zmienia się nasz sposób patrzenia na kulturę, gdy zmienia się rzeczywistość wokół nas.

Okiem autora

„Przygody psa Cywila” to dla mnie nie tylko serial, ale wspomnienie czasów, gdy telewizja potrafiła wzruszać, uczyć i trzymać w napięciu bez fajerwerków i efektów specjalnych. To opowieść o lojalności, odwadze i poświęceniu podana w formie przystępnej zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Cywil był bohaterem, którego nie trzeba było rozumieć, wystarczyło go poczuć.

Choć serial powstał w konkretnej epoce i niósł ze sobą jej propagandowe naleciałości, to emocje, które wywoływał są uniwersalne. Relacja sierżanta Walczaka i Cywila to coś więcej niż tylko przygoda funkcjonariusza z psem służbowym. To przypomnienie, że prawdziwe partnerstwo buduje się na zaufaniu, cierpliwości i wzajemnym oddaniu.

Po latach wracam do tego serialu z sentymentem, ale też z uznaniem dla jego realizacji i siły oddziaływania. „Przygody psa Cywila” to wciąż kawał dobrej telewizyjnej roboty i wzruszająca historia, która wciąż potrafi chwycić za serce.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *