Jeśli mielibyśmy wskazać jeden dźwięk, który natychmiast przywołuje wspomnienie dzieciństwa w PRL-u, dla wielu byłoby to radosne szczekanie i skoczna melodia zapowiadająca wizytę na pewnym podwórku. Mowa oczywiście o Reksiu – psie, który stał się absolutnym ambasadorem polskiej animacji i dumą Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej.
Wszystko zaczęło się w 1967 roku, kiedy to Lechosław Marszałek powołał do życia sympatycznego kundelka z charakterystyczną brązową łatą na oku. Nikt wtedy pewnie nie przypuszczał, że ta przygoda potrwa aż dwadzieścia trzy lata, kończąc się dopiero w zupełnie innej rzeczywistości w roku 1990.
Przez ponad dwie dekady „Reksio” ewoluował, stając się czymś więcej niż tylko dziecięcą rozrywką. Twórcy, z rzemieślniczą precyzją i ogromnym wyczuciem, przemycali w przygodach łaciatego pieska lekcje empatii, etyki i współpracy. To właśnie tam, między budą a kurnikiem, całe pokolenia uczyły się, jak być po prostu dobrym dla ludzi, zwierząt i świata. Dziś Reksio to nie tylko postać z bajki, ale ikona, która na stałe zamieszkała w naszej zbiorowej wyobraźni.
Jak buntownik z Bielskiej-Białej stworzył ikonę
Choć dziś „Reksio” wydaje nam się oczywistym elementem telewizyjnego krajobrazu, jego narodziny były wynikiem artystycznego sprzeciwu. W połowie lat 60. Studio Filmów Rysunkowych święciło triumfy dzięki „Bolkowi i Lolkowi”. Jednak Lechosław Marszałek, jeden z ojców sukcesu słynnych braci, zaczął czuć, że ta droga prowadzi w ślepy zaułek. Gdy seria zaczęła skręcać w stronę Dzikiego Zachodu, Marszałek powiedział „dość”. Mówiąc wprost: nie chciał, by dzieci bawiły się bronią, nawet tą narysowaną.
Zamiast rewolwerów i pościgów, marzył o opowieści pełnej humanizmu, empatii i szacunku do przyrody. Chciał bohatera, który nie walczy, lecz łączy. I tak, z potrzeby serca i pacyfistycznych przekonań, narodził się pomysł na psa – mediatora między światem ludzi a zwierząt.
Trola: prawdziwe psie serce
Co ciekawe, Reksio wcale nie był owocem czystej fantazji. Miał swój żywy, merdający ogonem pierwowzór. Była nim Trola – suczka rasy terier szorstkowłosy, prywatna towarzyszka Marszałka. Trola nie była zwykłym psem: miała silny charakter, niezwykłą inteligencję i bardzo ludzką słabość do czekolady.
To właśnie podglądanie jej codziennych psot, reakcji na inne zwierzęta i specyficznej psiej mądrości pozwoliło Marszałkowi tchnąć w Reksia życie. Dzięki Troli filmowy kundelek nie był papierowy – miał duszę, którą dzieci wyczuwały podświadomie.
Od eksperymentu do legendy
Wszystko zaczęło się w 1967 roku od odcinka „Reksio poliglota”. Co ciekawe, twórca wcale nie planował tasiemca. Ten pierwszy film miał być zamkniętą, edukacyjną anegdotą o tym, że warto uczyć się języków (nawet jeśli tym językiem jest miauczenie czy gdakanie), by przełamywać bariery.
Psiak Reksio przybliżył dzieciom świat zwierzęcy. Poprzez jego codzienne przygody, rozgrywające się w sferze dziecięcej wyobraźni, starałem się wszczepić milusińskim potrzebę miłości do zwierząt, oczekujących od człowieka serdeczności i troskliwości. Dzieci, które lubią zwierzęta, są bogatsze w przeżycia wewnętrzne, żądne poznania nowego świata. Te zaś, które lękają się bądź też ich nie lubią, bywają zubożone o wartość taką jak przyjaźń człowieka ze zwierzęciem. I te aspekty, wzbogacone warstwami moralizatorskimi i wychowawczymi, przyświecały mi w toku realizacji kolejnych filmów.
— Lechosław Marszałek
Widzowie oszaleli na punkcie łaciatego kundelka. Sukces był tak ogromny, że Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej nie miało wyjścia – Reksio musiał zostać na ekranie. Z jednego krótkiego metrażu zrodziła się potężna saga: 65 regularnych odcinków i 3 specjalne, świąteczne perełki („Reksio i św. Mikołaj”, „Reksio i choinka”, „Reksio i śniegowy ludek”). „Reksio” stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych i ulubionych dobranocek.
Lechosław Marszałek i spółka: wielka rodzina z Bielska-Białej
Choć głównym architektem świata Reksia pozostał Lechosław Marszałek, to utrzymanie produkcji przez niemal ćwierć wieku wymagało prawdziwej armii talentów. Studio Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej stało się swoistym laboratorium wyobraźni, gdzie pod czujnym okiem mistrza, grupa wybitnych reżyserów i animatorów dodawała serii nowych barw.
Mąż miał pomysł, od początku do końca wiedział, jak wszystko ma wyglądać i konsekwentnie się to realizowało. Nawet tytułu się nie zmieniało. Gdy miał wenę, potrafił napisać scenariusz odcinka w jeden dzień. A potem dopiero rysował scenopis obrazkowy.
— Halina Filek-Marszałek
To fascynujące, jak poszczególni twórcy, zachowując spójność świata Reksia, przemycali do niego własną wrażliwość:
- Józef Ćwiertnia – prawdziwy tytan pracy i rekordzista, który wysłał Reksia na bezludną wyspę jako Robinsona i kazał mu gasić pożary czy rozwiązywać zagadki detektywistyczne.
- Edward Wątor – specjalista od zadań specjalnych. To on pokazywał nam Reksia jako nauczyciela, sportowca czy racjonalizatora, kładąc nacisk na społeczną stronę psiej natury.
- Marian Cholerek – mistrz humoru sytuacyjnego. Gdy Reksio stawał przed sztalugą jako malarz lub prężył muskuły jako medalista, czuć było w tym rękę reżysera kochającego dynamikę i żart.
- Halina Filek-Marszałek – wniosła do serii wyjątkową plastyczną subtelność, czuwając nad tym, by przygody z nośną kurą czy świerszczem cieszyły oko delikatnością.
W późniejszych latach, w cyklu „Reksio i ptaki”, pałeczkę przejęli tacy twórcy jak Ryszard Lepióra czy Romuald Kłys, a całą historię w 1990 roku domknął Andrzej Flettner odcinkami o pelikanie i sowie.
Mimo że za sterami poszczególnych odcinków zasiadały różne osoby, jedna rzecz była nienaruszalna: kodeks etyczny Reksia. W scenariuszach, nad którymi czuwali m.in. Stanisław Korzonkiewicz czy Jerzy Kozłowski, istniała żelazna zasada – Reksio nigdy nie mógł być agresorem.
Niezależnie od tego, czy na podwórku działo się dobrze, czy źle, nasz bohater musiał wyjść z opresji z podniesionym ogonem, używając sprytu, empatii i inteligencji. Przemoc nie miała wstępu na to podwórko. To właśnie ta konsekwencja sprawiła, że Reksio stał się dla nas kimś więcej niż bohaterem kreskówki – stał się wzorem do naśladowania w świecie, który nie zawsze był tak kolorowy jak bajka.
Magia celuloidu, czyli jak powstawało podwórko Reksia
Warstwa wizualna „Reksia” to podręcznikowy przykład tego, co nazywamy klasyczną animacją celuloidową. To była rzemieślnicza praca najwyższej próby. Za to, że świat Reksia był tak przytulny i swojski, odpowiadały mistrzynie scenografii: Halina Filek-Marszałek, Wanda Kudła-Niezręcka oraz Marzena Czerniak.
Ich zadaniem było stworzenie teł, które z jednej strony musiały być czytelne dla malucha, a z drugiej – estetyczne niczym najlepsze ilustracje z książek. Choć tła były statyczne, biło od nich ciepło wiejskiego podwórka, które każdy z nas chciałby odwiedzić.
Zegarmistrzowska precyzja
Kiedy tła były gotowe, do akcji wkraczali operatorzy kamer – m.in. Zdzisław Poznański, Stanisław Gołąb czy Marek Raczek. To była praca wymagająca benedyktyńskiej cierpliwości. Musieli oni precyzyjnie nanosić ruchome fazy animacji na gotowe tła. Każdy błąd w oświetleniu czy przesunięcie o milimetr mogły zepsuć efekt płynności, na który pracował cały sztab ludzi.
Ale obraz to nie wszystko. Aby te tysiące rysunków nabrały życia, potrzebny był rytm. Tu kluczową rolę odegrał montażysta Alojzy Mol. Pracował on przy niemal wszystkich odcinkach i to on decydował, kiedy Reksio ma przyspieszyć, a kiedy zatrzymać się w zadumie. W bajce pozbawionej dialogów, to właśnie montaż budował całe napięcie i dynamikę.
Dźwięki, które mówią więcej niż słowa
Skoro Reksio nie mówił ludzkim głosem, sfera dźwiękowa musiała być perfekcyjna. Za ten obszar odpowiadał Otokar Balcy. Każde radosne szczeknięcie, każde tupnięcie łapką czy szum wiatru w kurniku były starannie wykreowanymi efektami synchronicznymi. Dzięki temu milczący piesek stał się postacią tak wymowną i zrozumiałą pod każdą szerokością geograficzną.
Melodia, której nie da się zapomnieć: fenomen muzyki Zenona Kowalowskiego
W świecie „Reksia”, w którym nie padają żadne słowa, muzyka musi przejąć rolę narratora. W „Reksiu” dźwięki nie tylko brzmiały w tle, ale wręcz opowiadały nam, co czuje nasz bohater – czy jest radosny, czy może właśnie wpakował się w niezłe tarapaty.
Głównym architektem tego dźwiękowego świata był Zenon Kowalowski. To on podarował nam jeden z najbardziej kultowych sygnałów w dziejach polskiej telewizji. Pamiętacie to radosne szczeknięcie i skoczne nuty, które od 1972 roku (konkretnie od odcinka „Reksio strażak”) elektryzowały dzieciaki w całej Polsce? Ten motyw był jak sygnał do zbiórki. Gdy o 19:00 z głośnika płynęły pierwsze takty, wiadomo było jedno: zaczyna się dobranocka.
Kowalowski zilustrował większość przygód łaciatego kundelka, dbając o to, by każda psota miała swoje idealne, muzyczne odbicie. Jednak Studio w Bielsku-Białej nie bało się eksperymentów. Do współpracy zapraszano innych znakomitych kompozytorów, takich jak Adam Markiewicz, Bogumił Pasternak czy Waldemar Kazanecki. Dzięki nim każdy odcinek miał nieco inny temperament, zachowując przy tym wspólną, „reksiową” duszę.
Prawdziwą ciekawostką, o której mało kto pamięta, jest pewien popkulturowy smaczek. W odcinku „Reksio i sowa” twórcy zdecydowali się na odważny krok i wykorzystali fragment piosenki Zdzisławy Sośnickiej pt. „Uspokój się”. Jak na tamte czasy, wpuszczenie przeboju muzyki rozrywkowej do bajki dla dzieci było czymś absolutnie wyjątkowym – takim mrugnięciem okiem do starszej widowni i nawiązaniem do tego, co akurat było modne na polskiej estradzie.
Pies o ludzkim sercu, czyli anatomia fenomenu
Reksio, jakiego znamy i kochamy, to efekt wizualnej ewolucji, która trwała lata. Mimo drobnych zmian w kresce, jego fundament pozostał nienaruszony: biało-brązowe futerko i ta jedna, jedyna w swoim rodzaju brązowa łata na lewym oku, która stała się jego znakiem rozpoznawczym. Ale to nie wygląd, lecz osobowość sprawiła, że Reksio stał się ikoną.
Twórcy z Bielska-Białej zastosowali genialny zabieg – Reksio, choć formalnie był mieszkańcem budy na wiejskim podwórku, w swoich zachowaniach był bardzo ludzki.
To właśnie te ludzkie cechy sprawiły, że dzieciaki tak łatwo się z nim utożsamiały:
- Postawa: Reksio często porzucał bieganie na czterech łapach, by dumnie kroczyć na dwóch. W ten sposób przestawał być tylko zwierzęciem, a stawał się kumplem z podwórka, niemal rówieśnikiem małego widza.
- Zręczne łapki: Jego przednie łapy były tak naprawdę dłońmi. Reksio z równą gracją trzymał pędzel malarski, co ciężki młotek czy stery statku kosmicznego. Nie było dla niego rzeczy niemożliwych – był majsterkowiczem, artystą i odkrywcą w jednym.
- Mowa bez słów: Choć Reksio nigdy nie wypowiedział ani jednego zdania, rozumieliśmy go bezbłędnie. Jego bogata mimika i gestykulacja potrafiły wyrazić więcej niż niejeden dialog, budując uniwersalny język zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną.
- Dyplomata doskonały: To była jego największa supermoc – Reksio był prawdziwym obywatelem świata. Potrafił dogadać się z każdym: od wiejskiej kury i złośliwej sroki, przez dzikie zwierzęta w lesie, aż po przybyszów z obcych galaktyk.
Reksio uczył nas, że nie trzeba mówić tym samym językiem, by się porozumieć. Wystarczy odrobina ciekawości i dobrej woli. To właśnie ta otwartość na świat sprawiła, że mały kundelek z PRL-u do dziś pozostaje postacią absolutnie ponadczasową.
Dwa wcielenia Reksia: od strażaka do przyrodnika
Przygody łaciatego kundelka to nie był monolit. Jeśli przyjrzymy się uważnie wszystkim odcinkom, zobaczymy, że serial dzieli się na dwa wyraźne etapy, które idealnie oddają ducha czasów, w jakich powstawały.
Seria pierwsza: Reksio, który żadnej pracy się nie boi (1967–1986)
To ta najdłuższa, licząca 52 odcinki seria, którą można nazwać encyklopedią dziecięcych marzeń. Reksio w tym czasie był w ciągłym ruchu, a jego podwórko nie miało granic. Twórcy testowali na nim wszelkie możliwe role społeczne, ucząc nas przy okazji, jak działa świat:
- Lekcje empatii: Kiedy Reksio zakładał hełm strażaka, czepek pielęgniarza czy ratował innych, pokazywał nam, że największą wartością jest pomoc słabszym.
- Artystyczna dusza: Gdy Reksio brał do łapy pędzel jlub dyrygował, wprowadzał nas w świat sztuki, udowadniając, że każdy z nas ma w sobie pierwiastek twórcy.
- Głowa w chmurach (i kosmosie): Zgodnie z duchem lat 70., Reksio nie omijał technologii. Jako kosmonauta czy racjonalizator udowadniał, że nauka to fascynująca przygoda.
Seria druga: Czas na wyciszenie, czyli „Reksio i ptaki” (1987–1990)
U schyłku PRL-u i w progu nowej rzeczywistości, serial przeszedł metamorfozę. Powstało 13 odcinków zebranych w cykl „Reksio i ptaki”. Tutaj tempo wyraźnie zwolniło. Reksio stał się uważnym obserwatorem przyrody.
Pod okiem reżysera Ryszarda Lepióry, każdy odcinek był małym wykładem z ornitologii. Reksio zaprzyjaźniał się z papugą, gołębiem czy kukułką, a my razem z nim uczyliśmy się szacunku do dzikiej natury. Ta zmiana miała też wymiar praktyczny – przyrodnicze opowieści były zrozumiałe pod każdą szerokością geograficzną, co ułatwiło naszemu kundelkowi podbój zagranicznych rynków.
Ambasador z ogonem: Reksio podbija świat
Popularność „Reksia” to coś więcej niż tylko wspomnienie wieczorynki przy szklance mleka. Ten biało-brązowy kundelek stał się częścią naszej zbiorowej tożsamości, symbolem bezpiecznego dzieciństwa. Ale to, co najciekawsze, działo się, gdy „Reksio” trafił za granice kraju. Okazało się bowiem, że język empatii nie zna granic ani barier celnych.
Od Moskwy po Londyn
W krajach bloku wschodniego, od Związku Radzieckiego po Białoruś, „Reksio” (znany tam często jako „Pios Reks”) był traktowany niemal jak swój. Widzowie cenili go za pracowitość i sąsiedzką pomoc, ale też za coś więcej – za jakość plastyczną, która często biła na głowę lokalne produkcje.
Jednak prawdziwym majstersztykiem była ekspansja na Zachód. Dzięki współpracy z takimi dystrybutorami jak Village Production czy VCI Entertainment Ltd, „Reksio” trafił do domów w Wielkiej Brytanii i innych krajach anglojęzycznych. Twórcy genialnie wykorzystali brak dialogów – film nie wymagał dubbingu, co czyniło go produktem idealnym. „Reksio” po prostu „mówił” obrazem, a ten rozumieli wszyscy: od Londynu po Teheran.
Złote Słowiki i festiwalowe czerwone dywany
Warto pamiętać, że „Reksio” był też bywalcem wielkich salonów. Studio Filmów Rysunkowych oraz sam Lechosław Marszałek byli honorowani na najbardziej prestiżowych imprezach filmowych – od Wenecji po Karlowe Vary. Jednym z najbardziej egzotycznych sukcesów było zdobycie nagrody Złotego Słowika na festiwalu w Teheranie.
Dziś, mimo upływu lat, „Reksio” nie wybiera się na emeryturę. Wychowuje kolejne pokolenia, przypominając nam, że w świecie pełnym zgiełku czasem wystarczy radosne szczeknięcie i dobre serce, by stać się obywatelem świata.



