26 stycznia 1962: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 26 stycznia 1962 r. Dziś warto obejrzeć kolejny odcinek serialu Walta Disneya – Znak Zorro.

16:55 Program dnia

17:00 Program tygodnia

17:35 Kurier Warszawski

17:50 „Zmarznięte rytmy” — program rozrywkowy

18:20 „Znak Zorro” — IX odcinek filmu prod. USA. Występują: Guy Williams, Gene Sheldon, Henry Calvin, Don Diamond, George J. Lewis i inni.

18:55 Antykwariat Wszechnic

19:30 Dziennik

20:00 „Kuba r. 1962” — film krótkometrażowy

20:30 „Jak zabawa to zabawa” — program dla młodzieży

20:55 „Kram z piosenkami” — film krótkometrażowy

21:15 „Do rodziców i wychowawców” — program Zofii Doroszowej

22:00 Ostatnie wiadomości

22:05 Omówienie programu

Wojtek ogląda dziś serial „Znak Zorro”

Telewizyjna ramówka z 26 stycznia 1962 roku nie jest pomyłką w druku. Dla dzisiejszego widza taki program mógłby wyglądać jak żart albo eksperyment socjologiczny. Jeden kanał, czarno-biały obraz i ramówka tak skromna, że spokojnie mieściła się na małym fragmencie strony w gazecie. Ale taka właśnie była telewizja w pierwszej połowie lat 60. I co ciekawe – nikomu to specjalnie wtedy nie przeszkadzało.

Ci, którzy mieli telewizor, mieli powód do dumy. Ci, którzy go nie mieli, szli na telewizję do sąsiada. A ci, którzy nie mieli ani jednego, ani drugiego, zazdrościli wszystkim po trochu. Telewizja była wtedy wydarzeniem, a nie tłem do kolacji. Każda emisja miała swoją wagę, nawet jeśli program trwał krótko, a wybór był symboliczny.

Jednym z takich telewizyjnych magnesów był serial „Znak Zorro”, wyprodukowany przez Studio Walta Disneya. Po raz pierwszy pojawił się w polskich telewizorach pod koniec 1961 roku. Później był emitowany w „Ekranie z bratkiem”, a jeszcze później trafił do kina „Teleranka”. W praktyce oznaczało to, że oglądały go wszystkie dzieci. Bez wyjątków.

Nic dziwnego, że podwórka w całej Polsce zaroiły się od Zorrów, małych i dużych. Dał się porwać temu szaleństwu także Wojtek. Kapelusze wycinane z pomalowanej na czarno tektury i peleryny, jeśli tylko udało się namówić mamę na uszycie czegoś „na szybko”. A szpada? Krzaków było pod dostatkiem. Brało się nóż albo starszego brata z nożem i już była szpada. Prosto, skutecznie i bez filozofii.

Już sama czołówka serialu przykuwała uwagę. Najpierw huk pioruna, potem na ekranie pojawiał się jeździec w czarnej powiewającej pelerynie i kapeluszu, na stającym dęba karym koniu. To wystarczało, by w pokoju zapadała cisza.

Osią serialu była postać młodego dziedzica – don Diego de la Vegi (w tej roli Guy Williams), który po powrocie ze studiów w Hiszpanii trafia do rodzinnej Kalifornii znajdującej się w 1820 roku pod panowaniem hiszpańskim. Widząc korupcję władzy i ucisk zwykłych ludzi, postanawia działać. Jego bronią staje się niezawodna szpada i spryt, a maską – legenda Zorro. Don Diego był też znakomitym jeźdźcem, co w serialu miało znaczenie niemal tak samo duże jak jego charakterystyczne „Z”.

Williamsowi partnerował aktor komediowy Henry Calvin, wcielający się w dobrodusznego, pulchnego sierżanta Garcię, który bardziej bawił niż straszył. Czarnym charakterem był Britt Lamond w roli okrutnego kapitana Monastario, a Gene Sheldon zagrał niemego sługę Bernardo, cichego, ale niezwykle lojalnego towarzysza Zorra.

Patrząc dziś na ramówkę z 26 stycznia 1962 roku, łatwo się uśmiechnąć. Ale wtedy ta biedna jak mysz kościelna telewizja potrafiła rozpalić wyobraźnię tysięcy dzieci. I choć obraz był czarno-biały, a kanał tylko jeden, emocje miały pełną paletę barw.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *