16:55 Program dnia
17:00 Program tygodnia
17:35 Kurier Warszawski
17:50 „Zmarznięte rytmy” — program rozrywkowy
18:20 „Znak Zorro” — IX odcinek filmu prod. USA. Występują: Guy Williams, Gene Sheldon, Henry Calvin, Don Diamond, George J. Lewis i inni.
18:55 Antykwariat Wszechnic
19:30 Dziennik
20:00 „Kuba r. 1962” — film krótkometrażowy
20:30 „Jak zabawa to zabawa” — program dla młodzieży
20:55 „Kram z piosenkami” — film krótkometrażowy
21:15 „Do rodziców i wychowawców” — program Zofii Doroszowej
22:00 Ostatnie wiadomości
22:05 Omówienie programu
Wojtek ogląda dziś serial „Znak Zorro”
Telewizyjna ramówka z 26 stycznia 1962 roku nie jest pomyłką w druku. Dla dzisiejszego widza taki program mógłby wyglądać jak żart albo eksperyment socjologiczny. Jeden kanał, czarno-biały obraz i ramówka tak skromna, że spokojnie mieściła się na małym fragmencie strony w gazecie. Ale taka właśnie była telewizja w pierwszej połowie lat 60. I co ciekawe – nikomu to specjalnie wtedy nie przeszkadzało.
Ci, którzy mieli telewizor, mieli powód do dumy. Ci, którzy go nie mieli, szli na telewizję do sąsiada. A ci, którzy nie mieli ani jednego, ani drugiego, zazdrościli wszystkim po trochu. Telewizja była wtedy wydarzeniem, a nie tłem do kolacji. Każda emisja miała swoją wagę, nawet jeśli program trwał krótko, a wybór był symboliczny.
Jednym z takich telewizyjnych magnesów był serial „Znak Zorro”, wyprodukowany przez Studio Walta Disneya. Po raz pierwszy pojawił się w polskich telewizorach pod koniec 1961 roku. Później był emitowany w „Ekranie z bratkiem”, a jeszcze później trafił do kina „Teleranka”. W praktyce oznaczało to, że oglądały go wszystkie dzieci. Bez wyjątków.
Nic dziwnego, że podwórka w całej Polsce zaroiły się od Zorrów, małych i dużych. Dał się porwać temu szaleństwu także Wojtek. Kapelusze wycinane z pomalowanej na czarno tektury i peleryny, jeśli tylko udało się namówić mamę na uszycie czegoś „na szybko”. A szpada? Krzaków było pod dostatkiem. Brało się nóż albo starszego brata z nożem i już była szpada. Prosto, skutecznie i bez filozofii.
Już sama czołówka serialu przykuwała uwagę. Najpierw huk pioruna, potem na ekranie pojawiał się jeździec w czarnej powiewającej pelerynie i kapeluszu, na stającym dęba karym koniu. To wystarczało, by w pokoju zapadała cisza.
Osią serialu była postać młodego dziedzica – don Diego de la Vegi (w tej roli Guy Williams), który po powrocie ze studiów w Hiszpanii trafia do rodzinnej Kalifornii znajdującej się w 1820 roku pod panowaniem hiszpańskim. Widząc korupcję władzy i ucisk zwykłych ludzi, postanawia działać. Jego bronią staje się niezawodna szpada i spryt, a maską – legenda Zorro. Don Diego był też znakomitym jeźdźcem, co w serialu miało znaczenie niemal tak samo duże jak jego charakterystyczne „Z”.
Williamsowi partnerował aktor komediowy Henry Calvin, wcielający się w dobrodusznego, pulchnego sierżanta Garcię, który bardziej bawił niż straszył. Czarnym charakterem był Britt Lamond w roli okrutnego kapitana Monastario, a Gene Sheldon zagrał niemego sługę Bernardo, cichego, ale niezwykle lojalnego towarzysza Zorra.
Patrząc dziś na ramówkę z 26 stycznia 1962 roku, łatwo się uśmiechnąć. Ale wtedy ta biedna jak mysz kościelna telewizja potrafiła rozpalić wyobraźnię tysięcy dzieci. I choć obraz był czarno-biały, a kanał tylko jeden, emocje miały pełną paletę barw.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







