10:00 „Zakazane piosenki” — polski dramat wojenny
11:55 Klasy V-VI — „Historia błękitnej chusty” z cyklu: „O miejsce wśród ludzi”
14:00 Skoki narciarskie o Puchar Tatr
16:25 „Przysposobienie rolnicze”
16:55 Dziennik
17:00 „Zrób to sam”
17:15 „Bal maskowy” — z cyklu: „U Bregułów na Zawodziu”
17:55 Kino filmów amatorskich
18:20 „Giełda piosenki”
18:50 „Bryza”
19:20 Dobranoc
19:30 Dziennik
20:00 „Lata dobrej roboty” — odc. III
20:15 Po 20 latach: „Zakazane piosenki” — polski dramat wojenny. Reż. – Zbigniew Buczkowski. Występują: Danuta Szaflarska, Janina Ordężanka, Jerzy Duszyński, Jan Świderski, Jan Kurnakowicz i inni.
22:15 Dziennik
Wojtek ogląda dziś film „Zakazane piosenki”
W drugiej połowie lat 60. telewizja chętnie sięgała do fundamentów powojennej kinematografii. W ramówce z 24 stycznia 1967 roku znalazł się film szczególny – jeden z tych, które nie tylko opowiadają o wojnie, ale wręcz stanowią jej zapis emocjonalny. „Zakazane piosenki” Leonarda Buczkowskiego, zrealizowane w 1947 roku, były jednym z pierwszych poważnych filmowych rozliczeń z okupacją. I to rozliczeń prowadzonych nie przez wielkie batalie, lecz przez codzienność, pamięć i muzykę.
Trudno dziś w pełni uświadomić sobie, jak blisko momentu historycznego powstał ten film. Dwa lata po zakończeniu wojny, w zrujnowanej Warszawie, wśród ludzi, którzy jeszcze niedawno kryli się w piwnicach i na klatkach schodowych, Buczkowski opowiada historię niemal „na gorąco”. Nie ma tu dystansu, nie ma wygładzonej narracji. Jest potrzeba ocalenia czegoś bardzo kruchego: pamięci zbiorowej, zanim rozpłynie się w codziennym trudzie odbudowy.
Fabuła „Zakazanych piosenek” jest pretekstem i ramą, która spina kolejne epizody. Muzyk Roman Tokarski opowiada młodemu żołnierzowi – repatriantowi z Anglii – historię okupacji widzianą z perspektywy warszawskiej ulicy, ulicznej orkiestry, konspiracji oraz codziennego balansowania między strachem a ironią. Tokarski, jego siostra Halina i ich przyjaciele działają w podziemiu, przenoszą broń, kolportują nielegalne wydawnictwa, walczą w powstaniu, tracą bliskich. Ale film nie skupia się na patosie śmierci, a raczej na tym, jak ludzie próbowali pozostać sobą, nawet wtedy, gdy świat wokół nich przestawał istnieć.
I właśnie dlatego prawdziwym bohaterem filmu nie jest ani Tokarski, ani Halina, ani nawet Warszawa. Bohaterem są piosenki. Autentyczne, okupacyjne, śpiewane szeptem, półgłosem, czasem z przekorą, czasem z goryczą. Ułożone chronologicznie, prowadzą widza przez kolejne etapy wojny – od wrześniowej klęski, przez codzienność okupacji, po nadzieję wyzwolenia. „Serce w plecaku”, „Siekiera, motyka”, „Warszawo ma”, „Rozszumiały się wierzby płaczące” – każda z tych piosenek to osobny rozdział emocji, osobny sposób radzenia sobie z rzeczywistością.
Prasa pisała wówczas, że te piosenki podnosiły ludność na duchu. Dziś można dodać, że były formą oporu, cichą, ale niezwykle skuteczną. Śmiech, satyra, ironia wobec okupanta – to wszystko było równie skuteczne i ważne jak broń przewożona w podziemnych akcjach. Film Buczkowskiego nie próbuje niczego dopowiadać na siłę.
Dla widza z 1967 roku „Zakazane piosenki” były już filmem z innej epoki, wspomnieniem pierwszych lat po wojnie. Dla telewizji – bezpiecznym klasykiem. Ale pod tą warstwą archiwaliów wciąż pulsowało coś żywego: prawda ludzi, którzy jeszcze pamiętali zapach spalonego miasta i melodię śpiewaną mimo wszystko. I być może właśnie dlatego ten film, mimo swojej prostoty, do dziś działa tak mocno. Bo pokazuje, że w najciemniejszych czasach historia bywa zapamiętywana nie przez wielkie daty, lecz przez słowa piosenek nuconych na przekór strachowi.
Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!







