Jak wyglądał Sylwester w telewizji w czasach PRL?

Jak wyglądał Sylwester w telewizji w czasach PRL? Od skromnych lat 50., przez rozmach dekady Gierka, po schyłek lat 80. i koniec pewnej epoki.

Zanim publiczne i prywatne stacje telewizyjne zaczęły prześcigać się w organizowaniu wielkich koncertów sylwestrowych, widzowie w czasach PRL żegnali stary rok w zupełnie inny sposób. Telewizja oferowała wówczas specjalne, wieczorne bloki sylwestrowe, które ze względu na ograniczone możliwości techniczne w latach 50. i 60. nadawano na żywo. Dopiero z czasem zaczęły pojawiać się programy przygotowywane wcześniej i nagrywane z kilkutygodniowym wyprzedzeniem.

Nieodłącznym elementem sylwestrowej ramówki były również noworoczne życzenia. Składali je widzom znani i lubiani spikerzy Telewizji Polskiej, z lampką szampana w dłoni i charakterystycznym, uroczystym tonem. Jan Suzin, Edyta Wojtczak, Krystyna Loska czy Bogumiła Wander stawali się w tych chwilach niemal domownikami, obecnymi w tysiącach mieszkań w całym kraju.

Sylwester w telewizji PRL był doświadczeniem zupełnie innym niż to, do którego przyzwyczailiśmy się dziś. Współczesny model opiera się na komercyjnej rywalizacji i silnej segmentacji widowni. Widz może wybierać spośród wielu konkurencyjnych widowisk. W realiach PRL wybór był jeden, ale wspólne przeżywanie tej nocy miało zupełnie inny wymiar.

Sylwester w telewizji w czasach PRL – konkurencja dla świąt Bożego Narodzenia

W realiach PRL obchodzony 31 grudnia Sylwester dawał władzy komunistycznej doskonałą okazję do wykreowania silnego, świeckiego święta. Było ono kulturową przeciwwagą dla katolickiego Bożego Narodzenia, które bezpośrednio poprzedzało koniec roku. Władze dążyły do przesunięcia akcentu z religijnego wymiaru świąt na sferę państwową i prywatną, a noc sylwestrowa idealnie się do tego nadawała.

Sylwester był przy tym jednym z nielicznych świąt, które rzeczywiście łączyło, a nie dzieliło władzę i zwykłych obywateli. Moment powszechnej radości i wspólnego oczekiwania na Nowy Rok wykorzystywano do budowania poczucia ogólnonarodowej wspólnoty, choć oczywiście wspólnoty starannie zaprojektowanej i kontrolowanej.

Centralną rolę w tych świeckich celebracjach odgrywała telewizja. To ona stawała się tłem dla popularnych domówek, czyli prywatnych spotkań organizowanych w mieszkaniach. Skupiając uwagę milionów widzów na jednym, państwowym przekazie i zestawie atrakcji, władza skutecznie odciągała uwagę od Kościoła i wzmacniała narrację o państwie jako głównym dostawcy rozrywki oraz gwarancie stabilności.

Sylwestrowa ramówka Telewizji Polskiej miała przy tym jasno określoną i przewidywalną strukturę. Program łączył elementy informacyjnej dyscypliny i oficjalnego ceremoniału z rozbudowanymi blokami rozrywkowymi, których kulminacja następowała tuż przed północą. Do niezmiennych punktów wieczoru należało wydanie Dziennika Telewizyjnego, uroczyste życzenia i przemówienia przedstawicieli władz, a także długie pasma muzyczno-taneczne — rewie, kabarety i koncerty, które miały wprowadzić widzów w noworoczny nastrój.

Sylwester w telewizji w okresie PRL – skromne lata 50.

Telewizja Polska w drugiej połowie lat 50. wciąż znajdowała się w fazie eksperymentalnej. Sylwestrowa ramówka nie mogła zachwycać. Wręcz przeciwnie, często wręcz raziła skromnością. Dominowały programy nadawane na żywo, a ograniczenia techniczne sprawiały, że na antenie regularnie dochodziło do mniej lub bardziej widowiskowych wpadek na wizji.

Mimo tych niedoskonałości struktura sylwestrowego wieczoru była już wówczas dość czytelna. Nie mogło oczywiście zabraknąć Dziennika Telewizyjnego, po którym następowało pasmo rozrywkowe. W 1957 roku widzom zaproponowano m.in. transmisję koncertu „Sylwester w operetce” z Państwowej Operetki w Warszawie.

Uzupełnieniem programu były spektakle Teatru Sensacji „Kobra” oraz tradycyjna szopka sylwestrowa. Choć całość daleka była od późniejszego telewizyjnego rozmachu, to właśnie w tych skromnych warunkach rodził się model sylwestra przed telewizorem — wspólnego, niedoskonałego, ale zapamiętanego na lata.

Lata 60. – szopka sylwestrowa, kabarety i życzenia od I sekretarza KC PZPR

W sylwestrowych programach lat 60. coraz ważniejszą rolę zaczął odgrywać kabaret. Stał się on narzędziem łagodzenia napięć społecznych i oswajania codziennych absurdów rzeczywistości PRL. Na antenie pojawiały się takie formy jak „Szopka sylwestrowa” (w 1961 roku występująca pod przewrotnym tytułem „Antyszopka sylwestrowa”), satyryczno-kukiełkowe widowisko „Szopka Wielokropka”, a także programy kabaretowe Olgi Lipińskiej oraz duetu Jeremi Przybora – Jerzy Wasowski.

W noc sylwestrową obowiązujący na co dzień reżim medialny ulegał pewnemu rozluźnieniu. Telewizja dopuszczała ograniczoną dawkę krytyki społecznej i żartów z realiów życia codziennego. Była to jednak satyra ściśle dozowana i kontrolowana, pełniąca rolę swoistego wentylu bezpieczeństwa. Pozwalała widzom odreagować frustracje, nie naruszając przy tym fundamentów ideologicznych państwa. Dzięki temu władza mogła budować wizerunek systemu otwartego i zdolnego do autoironii, zachowując jednocześnie pełną kontrolę nad przekazem.

Nie bez wpływu na charakter sylwestrowych programów pozostawały również ograniczenia techniczne. Używany w telewizji sprzęt bywał zawodny, co prowadziło do nieprzewidywalnych wpadek na antenie i często dezorientowało artystów występujących na żywo. Improwizacja była więc nie tylko artystycznym wyborem, ale często koniecznością.

W trakcie nadawania programu kamera spadła kamerzyście wprost na ręce i tak ją trzymał, bo nie wiedział, co ma robić. Nie mógł się ruszyć. Błyskawicznie jej funkcję przejęła druga kamera, ta jednak też długo nie popracowała. Przyszła pora na trzecią, aż dotrwaliśmy do końca w towarzystwie tylko jednej działającej.

— wypowiedź Wojciecha Pokory w książce „Z pokorą przez życie” Krzysztof Pyzia, Wojciech Pokora, Wydawnictwo „Prószyński i S-ka”, Warszawa 2015 rok

Stałym i niezmiennym punktem sylwestrowego wieczoru pozostawał Dziennik Telewizyjny, po którym następował oficjalny moment noworocznych życzeń składanych obywatelom przez przedstawicieli władzy ludowej. W 1963 roku przemówienie wygłosił Przewodniczący Rady Państwa Aleksander Zawadzki, w latach 1965–1966 — Edward Ochab, a w latach 1968–1969 Marszałek Polski Marian Spychalski. Ciekawostką pozostaje fakt, że do połowy lat 60. noworoczny toast wznoszono czystą wódką. Dopiero później zastąpił ją radziecki szampan „Sowietskoje Igristoje”.

W części rozrywkowej lat 60., obok kabaretów, pojawiały się także filmy rewiowe, spektakle Teatru Sensacji „Kobra”, programy baletowe, noworoczne pozdrowienia Bratnich Telewizji, a sporadycznie nawet emisje Polskiej Kroniki Filmowej. Sylwester przed telewizorem coraz wyraźniej przybierał formę starannie zaplanowanego widowiska z jasno wyznaczonymi granicami swobody i obowiązkową obecnością państwowego ceremoniału.

Lata 70. – programy rozrywkowe w europejskim stylu i życzenia od towarzysza Edwarda Gierka

Przypadające na lata 70. „złote czasy” Telewizji Polskiej przyniosły wyraźne urozmaicenie ramówki. Dużą rolę odegrało uruchomienie drugiego programu ogólnopolskiego TVP2 oraz stopniowe wydłużanie czasu nadawania. W sylwestrowy wieczór program potrafił trwać aż do wczesnych godzin porannych. Telewizja pod rządami Macieja Szczepańskiego rzeczywiście rozwinęła skrzydła, coraz wyraźniej wzorując się na zachodnioeuropejskich standardach rozrywki.

Stałym elementem sylwestrowych wieczorów stali się znani i lubiani spikerzy. Początkowo noworoczny toast wznosili Jan Suzin i Edyta Wojtczak, a z czasem do tego grona dołączyły Krystyna Loska oraz Bogumiła Wander. To właśnie oni składali widzom życzenia, stojąc na tle zegara odmierzającego ostatnie sekundy starego roku.

Z lat 70. pochodzi również jedna z najsłynniejszych sylwestrowych wpadek w historii Telewizji Polskiej. Przydarzyła się Krystynie Losce podczas dyżuru sylwestrowego w ośrodku telewizyjnym w Katowicach, gdzie razem z Józefem Kopaczem co jakiś czas pojawiała się na antenie. Prezenterzy, ćwicząc wcześniej scenę noworocznego toastu, popijali szampana, podobnie jak kamerzysta odpowiedzialny za kadr. W pewnym momencie oparł się on o kamerę, która zjechała w dół, pokazując dokładnie to, czego widzowie zobaczyć nie powinni.

Oparł się o kamerę, a ona zjechała nieco w dół, pokazując dokładnie to, czego widzowie zobaczyć nie powinni – jeansy Józka i moje kapcie z puszkiem. Zapowiadając, zauważyłam to kątem oka, ale co mogłam zrobić? Musiałam mówić dalej.

— Krystyna Loska, cyt. za: Aleksandra Szarłat, „Prezenterki tele PRL”, Wydawnictwo Świat Książki, Warszawa 2012

Zgodnie z tradycją poprzedniej dekady sylwestrowy wieczór rozpoczynał się od Dziennika Telewizyjnego, po którym noworoczne życzenia rodakom składał I sekretarz KC PZPR Edward Gierek. Dopiero później antenę przejmowała rozrywka.

A ta w latach 70. stała na bardzo wysokim poziomie. Ogromną popularnością cieszyły się kabarety Olgi Lipińskiej — „Gallux Show”, „Właśnie leci kabarecik”, „Kurtyna w górę” czy „Kabaret Olgi Lipińskiej”. Na scenie pojawiały się prawdziwe gwiazdy polskiej estrady: Wojciech Pokora, Jan Kobuszewski, Krystyna Sienkiewicz, Piotr Fronczewski, Marian Kociniak i Andrzej Zaorski.

W drugiej połowie dekady stałym punktem sylwestrowej ramówki stało się „Studio Gama”, prowadzone przez Andrzeja Zaorskiego i Krystynę Sienkiewicz, a później przez Krystynę Loskę. W 1979 roku program ten wypełnił cały sylwestrowy blok „Jedynki”. Z kolei w 1975 roku telewizja zaproponowała widzom „Sylwester rodzinny z Czterdziestolatkiem”. Serialowa rodzina spędzała sylwestrowy wieczór w domu, oglądając telewizję, dokładnie tak jak miliony widzów przed ekranami.

Oprócz nagrywanych wcześniej programów rozrywkowych w sylwestrowych ramówkach pojawiały się także polskie filmy fabularne (m.in. „Klub kawalerów”, „Dulscy”, „Motodrama”), amerykańskie filmy muzyczne i westerny, komedie z Flipem i Flapem, a także produkcje z krajów bloku wschodniego.

Nie zapominano również o widzach preferujących muzykę poważną. Ci, którzy zamiast Ireny Santor woleli Fryderyka Chopina, mogli obejrzeć koncerty fortepianowe w wykonaniu Haliny Czerny-Stefańskiej, Adama Harasiewicza i Krystiana Zimermana.

Lata 80. – od Sylwestra w cieniu stanu wojennego po noworoczne wystąpienie Prezydenta PRL Wojciecha Jaruzelskiego

Początek lat 80. w Telewizji Polskiej był jeszcze kontynuacją rutyny wypracowanej w poprzedniej dekadzie. W Sylwestra 1980 roku noworoczne życzenia złożył widzom przewodniczący Rady Państwa Henryk Jabłoński. Część rozrywkową otworzył krótki recital chopinowski Piotra Palecznego, po którym pokazano spektakl Teatru Telewizji. Tuż po północy „Jedynka” wyemitowała film „Dziewczyna z saloonu Szkarłatny Anioł”. Widzowie „Dwójki” spędzali sylwestrowy wieczór ze „Studiem Gama”, a po północy Lucjan Kydryński poprowadził specjalny program rozrywkowy z udziałem gwiazd polskiej estrady.

Jesteśmy już w 1980 roku. Każdy z nas z nadchodzącym Nowym Rokiem wiąże jakieś pragnienia, marzenia, oczekiwania. W imieniu polskiej telewizji i naszym własnym życzymy, aby wszystkie one się spełniły. Składamy życzenia szczęścia i wszelkiej pomyślności w Waszych domach rodzinnych. Życzymy sukcesów i powodzenia w pracy zawodowej i pracy społecznej. Oby Nowy Rok pozwolił nam nadal żyć w pokoju, a naszemu krajowi przyniósł rozwój i sukcesy. Życzymy również, aby czas odpoczynku spędzony przy małym ekranie przyniósł Państwu miłe chwile i dostarczył wielu artystycznych wrażeń. Wszystkiego najlepszego!

— Edyta Wojtczak i Jan Suzin składają telewidzom życzenia noworoczne na 1980 rok

Kolejny Sylwester był już jednak zupełnie inny. Po wprowadzeniu 13 grudnia 1981 roku stanu wojennego nastroje społeczne były ponure, co znalazło wyraźne odbicie w ramówce. Nadawała wyłącznie „Jedynka”, „Dwójka” zniknęła z eteru, a program ograniczono do „bezpiecznych” pozycji. Po długim wydaniu Dziennika Telewizyjnego jedną z nielicznych rozrywek stanowiła komedia „Kochaj albo rzuć”, a później krótki blok rozrywkowy, w którym znalazł się m.in. koncert Karela Gotta.

Rok 1982 przyniósł ostrożne poszerzenie sylwestrowej oferty, choć wszystkie pozycje były starannie wyselekcjonowane. Po Dzienniku widzowie obejrzeli muzyczną komedię „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ króla kasiarzy”, a następnie koncert sylwestrowy wypełniony muzyką Czajkowskiego, Ravela i Straussa. Nadal dominował ton powściągliwy i oficjalny.

W Sylwestra 1983 roku „Jedynka” zaproponowała krótki program rozrywkowy, a wieczór zakończyła emisją filmu sensacyjnego „Szkatułka z Hongkongu”. W tym samym czasie reaktywowana „Dwójka”, tuż po orędziu noworocznym Henryka Jabłońskiego, pokazała koncerty Urszuli Sipińskiej, Krystyny Giżowskiej, Jacka Skubikowskiego, Ireny Santor, Marka Grechuty oraz orkiestry Zbigniewa Górnego.

Wyraźniejsze rozluźnienie sylwestrowej ramówki nastąpiło dopiero w 1984 roku. W programie pierwszym wyemitowano sylwestrowy program rozrywkowy z udziałem Jerzego Bończaka, Ewy Kuklińskiej i zaproszonych gości. „Dwójka” zaproponowała widowisko muzyczne z Orkiestrą PRiTV w Poznaniu, Zbigniewem Wodeckim, zespołem VOX oraz mistrzowskimi parami tanecznymi. Później pokazano amerykański musical „New York, New York” w reżyserii Martina Scorsese.

W 1985 roku do sylwestrowej ramówki powróciła szopka noworoczna, a taneczny nastrój wprowadzał widzów Shakin’ Stevens. Od kolejnego roku stałym elementem sylwestrowego wieczoru stało się widowisko „Peter’s Pop Show”, prezentujące największe zagraniczne przeboje roku. Na antenę wrócił również „Kabaret Olgi Lipińskiej”.

W drugiej połowie lat 80. w sylwestrowych programach coraz wyraźniej dało się odczuć powiew Zachodu. Emitowano więcej filmów zagranicznych, m.in. „Francuski łącznik”, „Barbarosa” czy „Żądło”. W części muzycznej nadal dominowali polscy artyści — Irena Jarocka, Zbigniew Wodecki, Maryla Rodowicz czy Zdzisława Sośnicka. Ale coraz częściej pojawiali się także wykonawcy zagraniczni, tacy jak Julio Iglesias czy Elton John. Widzowie o bardziej klasycznych gustach mogli spędzić sylwestrowy wieczór w Teatrze Wielkim, oglądając „Straszny dwór” Moniuszki oraz „Zemstę nietoperza” Straussa. Lucjan Kydryński zapraszał natomiast na muzykę filmową — „Viva Las Vegas” z Elvisem Presleyem oraz „Deszczową piosenkę” z Genem Kellym.

Sylwester 1989 roku był już programową hybrydą. Stanowił zderzenie starej, rytualnej struktury PRL z rodzącym się pluralizmem medialnym i politycznym po przełomie czerwca 1989 roku. Obok elementów wyraźnie anachronicznych pojawiały się nowe, zapowiadające nadchodzącą demokrację. O ile w 1988 roku noworoczne orędzie wygłosił jeszcze przewodniczący Rady Państwa Wojciech Jaruzelski, o tyle rok później wystąpił on już jako Prezydent PRL. Był to symbol trwania dawnego rytuału w momencie, gdy system, który go stworzył, znajdował się u progu ostatecznego upadku.

Muzyczną antenę „Dwójki” w 1989 roku przejął Marek Niedźwiecki, znany dziennikarz radiowej „Trójki”, a noworoczne życzenia telewizja składała widzom z Placu Zamkowego w Warszawie, miejsca, które coraz wyraźniej należało już do nowej epoki.

Podsumowanie

Telewizyjny Sylwester w PRL był zjawiskiem wyjątkowym. Funkcjonując w warunkach państwowego monopolu, telewizja potrafiła sprawnie łączyć propagandę ideologiczną z masową i ściśle kontrolowaną rozrywką. Sylwestrowy program stawał się swoistym obowiązkowym seansem narodowym, którego celem było podtrzymywanie wrażenia jedności i stabilności w państwie zmagającym się na co dzień z problemami gospodarczymi i politycznymi.

Jedną z kluczowych funkcji tego wieczoru było odciągnięcie uwagi od kontekstu religijnego i skierowanie jej ku państwowej narracji. Sylwester miał symbolicznie jednoczyć obywateli we wspólnocie narodowej, opartej na retoryce zespolenia i obietnicy lepszego jutra. Tę narrację wprowadzano nawet w sferę prywatnych życzeń, sugerując, że osobiste szczęście jest nierozerwalnie związane z kolektywnym wysiłkiem pod przewodnictwem władzy.

A jednak. Mimo całej ideologicznej otoczki dla wielu widzów był to po prostu przyjemny wieczór. Spędzany w domach lub na prywatkach u znajomych, bo niewielu stać było na bal sylwestrowy. Bez wykwintnych potraw, za to z gramofonem „Bambino” i magnetofonem „Grundig” albo „Kasprzak”, które musiały zastąpić całą orkiestrę. Z perspektywy dzisiejszych 50- i 60-latków był to czas skromny, ale często wspominany z rozrzewnieniem, bo choć było mniej, to jakoś bywało weselej.

Telewizja była wtedy jedna, program jeden, ale poczucie wspólnego przeżywania — paradoksalnie — znacznie większe niż dziś.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *