Zrób to sam. Czy Adam Słodowy był MacGyverem PRL-u?

Poznaj fenomen programu Zrób to sam i Adama Słodowego – majsterkowicza, który przez 24 lata pokazywał w telewizji, jak zrobić coś z niczego.

Dziś powiedzielibyśmy po prostu „do it yourself”. W PRL-u wystarczyło jedno nazwisko: Słodowy. Program „Zrób to sam” prowadzony przez Adama Słodowego to nie tylko część telewizyjnej historii, ale przede wszystkim trwały fenomen kulturowy. Fenomen, który na dobre zapisał się w pamięci widzów. Dla pokolenia 45+ Słodowy pozostaje niezmiennie symbolem pomysłowości, zaradności i specyficznej wiary, że z niczego da się zrobić prawie wszystko.

Jego program zyskał miano kultowego dzięki swojej unikalnej formule – łączeniu edukacji z praktyką – oraz niezwykłemu wpływowi, jaki wywierał na telewidzów przez dekady.

Kiedy nadawano „Zrób to sam” i dlaczego program był popularny?

„Zrób to sam” błyskawicznie stał się hitem ówczesnej telewizji, przyciągając miliony widzów przed ekrany. Emitowano go przez 24 lata – od 1959 do 1983 roku – co czyni go jednym z najdłużej nadawanych i najbardziej lubianych programów edukacyjnych w historii polskiej telewizji. W sumie powstało aż 505 odcinków.

Regularne umieszczanie programu w popularnych blokach dla dzieci i młodzieży – jak czwartkowy Ekran z bratkiem czy niedzielny Teleranek – dodatkowo ugruntowało jego pozycję w zbiorowej świadomości kilku pokoleń. Nic dziwnego, że Słodowy dorobił się nawet przydomka „Apostoł politechnizacji” – określenia, które najlepiej oddaje jego zasługi w popularyzowaniu edukacji technicznej.

Popularność programu w realiach PRL-u naznaczonych chronicznym niedoborem niemal wszystkiego nie była przypadkiem. „Zrób to sam” nie tylko bawił i uczył. Był też odpowiedzią na codzienne bolączki gospodarki centralnie sterowanej. Pokazywał, jak zrobić coś z niczego, a przy tym zachęcał do samodzielności, pomysłowości i zaradności.

W tamtym czasie brak materiałów to nie była chwilowa niedogodność. To był stan permanentny. Dlatego każdy pomysł, jak wykorzystać pustą puszkę po konserwie, zepsuty budzik czy fragment linoleum, urastał do rangi wynalazku.

Program Słodowego promował samowystarczalność i techniczną kreatywność jako pożądane cechy obywatela socjalistycznego państwa. W latach 60. i 70. szczególny nacisk kładziono na rozwój umiejętności praktycznych, myślenia inżynieryjnego i szacunku dla techniki. Wszystko to uważano za kluczowe dla rozwoju gospodarki i przemysłu.

Adam Słodowy był idealną twarzą tej misji – łączył wiedzę techniczną z klarownością przekazu. Jego program pełnił więc nie tylko funkcję rozrywkową. Był także subtelnym, lecz skutecznym narzędziem edukacji obywatelskiej, a może i ideologicznej.

Adam Słodowy – majsterkowicz z pasją i misją

Adam Stanisław Słodowy miał stopień majora Ludowego Wojska Polskiego. W latach 1950–1958 poświęcił się edukacji technicznej, wykładając w Oficerskiej Szkole Artylerii Przeciwlotniczej w Koszalinie oraz na Wojskowej Akademii Technicznej, uczelni, którą sam wcześniej ukończył. Jego znakiem rozpoznawczym było precyzyjne, metodyczne podejście i głębokie zrozumienie zasad mechaniki oraz fizyki.

Zanim stworzył swój legendarny program, pracował w Telewizji Polskiej jako konstruktor urządzeń scenotechnicznych. To właśnie Słodowy zaprojektował obrotową scenę dla Teatru Telewizji oraz mechaniczne urządzenie do przewijania tekstów przemówień, pierwowzór dzisiejszego promptera. To doświadczenie w pracy z realnymi rozwiązaniami technicznymi bezpośrednio przełożyło się na jego późniejszą zdolność upraszczania skomplikowanych zagadnień i tłumaczenia ich w sposób przystępny nawet dla dziecka.

W 1958 roku zbudował własnoręcznie samochód o nazwie „Jaga”.

W 1946 roku w składnicy złomu znalazłem reflektor samochodowy. Przyszedłem do domu i mówię do żony: jeżeli mam reflektor w dobrym stanie, to żadna sztuka dobudować resztę. Pracując przez kilka miesięcy, zbudowałem użytkowy samochodzik. Miał silnik dwusuwowy, jednocylindrowy i rozwijał maksymalną prędkość 40 km/godz., ale jeździł sprawnie i bezpiecznie.

— Adam Słodowy w programie „Mój ślad w telewizji” (TVP)

Zaraz po tym sukcesie w zaledwie kilka miesięcy opublikował książkę „Budowa samochodu amatorskiego”. Nakład rozszedł się błyskawicznie znikając z księgarń w ciągu trzech dni. Dodruk, który pojawił się wkrótce potem również został wyprzedany niemal natychmiast. Polska potrzebowała takich porad – praktycznych, optymistycznych i przekonujących, że warto próbować, nawet jeśli zaczyna się od… reflektora.

Kariera Adama Słodowego w telewizji

Karierę telewizyjną Adam Słodowy rozpoczął w 1959 roku programem „Zrób to sam”. Już pierwszy odcinek, w którym pokazał, jak zbudować karmnik dla ptaków, spotkał się z ogromnym odzewem – do redakcji napłynęło ponad 7,5 tysiąca listów od widzów. A warto pamiętać, że w Polsce było wówczas zaledwie około 50 tysięcy telewizorów. Liczby mówią same za siebie. Wkrótce potem „Życie Warszawy” ochrzciło prowadzącego mianem „Apostoła politechnizacji”.

W latach 1961–1978 Słodowy pełnił funkcję redaktora w Naczelnej Redakcji Programów Oświatowych i Dziecięcych Telewizji Polskiej. Jednak jego działalność nie ograniczała się tylko do programu „Zrób to sam”. Był także autorem scenariusza do 20 odcinków animowanej dobranocki „Pomysłowy Dobromir”. Tytułowy bohater był jak animowany alter ego Słodowego – z zapałem pomagał w pracach domowych i konstruował proste, ale użyteczne urządzenia. W drugiej połowie lat 80. Słodowy współpracował również przy kontynuacji tej serii – „Pomysłowym Wnuczku”, który emitowano nie tylko w Polsce, ale także w telewizjach zagranicznych.

Na ekranie Adam Słodowy wyróżniał się spokojem, łagodnym tonem i życzliwym wyrazem twarzy. Zdawał się mówić: „wszystko będzie dobrze” – i wielu widzów mu wierzyło. Zawsze występował skromnie ubrany – w sweterku lub w koszuli z krawatem – a w dłoni trzymał swój charakterystyczny wskaźnik z brzozowego patyka z aluminiową strzałką, z jednej strony białą, z drugiej czarną.

W 1983 roku, po wyemitowaniu 505. odcinka „Zrób to sam”, Słodowy zakończył swoją pracę w telewizji. Zrobił to w typowy dla siebie sposób – cicho i bez rozgłosu.

Odszedłem po cichu, nikt mi nie podziękował. Nie pozwolono mi nawet pożegnać się z widzami.

— Adam Słodowy w programie „Mój ślad w telewizji” (TVP)

To, co wyróżniało Adama Słodowego, to niezwykłe połączenie kompetencji technicznych, wojskowej dyscypliny i ekranowej charyzmy. Nie był tylko zapaleńcem z piwnicy – był inżynierem, dydaktykiem i popularyzatorem. Jego wiedza dawała mu autorytet, ale to cierpliwość, z jaką ją przekazywał, sprawiała, że był mentorem. Dla wielu był wręcz domowym przewodnikiem po świecie techniki.

Poza telewizją Słodowy pozostawił po sobie imponującą kolekcję książek. „Budowa samochodu amatorskiego” (1958), „To wcale nie jest trudne” (1963), „Lubię majsterkować” (1973) czy „Majsterkowanie dla każdego” (1976) — wszystkie cieszyły się ogromnym powodzeniem. Łączny nakład jego publikacji przekroczył 2,5 miliona egzemplarzy.

Zawsze mówię, że jeżeli każdy z czytelników wykorzystał tylko jedno zdanie z mojej książki, to mogę być z tego tak dumny, jak szewc, który przybił 2,5 mln obcasów.

— Adam Słodowy w programie „Mój ślad w telewizji” (TVP)

Zrób to sam, czyli jak zrobić coś z niczego. Program, który jednocześnie uczył i bawił

„Zrób to sam” był stałym elementem ramówki Telewizji Polskiej przez niemal ćwierć wieku. Emitowany nieprzerwanie przez 24 lata, program wyróżniał się prostą, ale angażującą formułą. Każdy odcinek trwał zaledwie od 7 do 10 minut, co czyniło go idealnym do umieszczania w popularnych blokach dla dzieci i młodzieży. Krótki czas trwania nie oznaczał jednak powierzchowności – wręcz przeciwnie, ta zwięzłość była jego siłą.

Nie ma ludzi zdolnych i niezdolnych. Są ludzie cierpliwi i niecierpliwi.

— Adam Słodowy

Program pokazywał, jak dosłownie zrobić coś z niczego. I to nie w sensie metaforycznym. W realiach PRL-u była to niemal filozofia przetrwania. Słodowy wykorzystywał odpady, złom, niepotrzebne już przedmioty i za pomocą prostych narzędzi dawał im drugie życie. Z jego pomocą można było zbudować karmnik dla ptaków, altankę na działkę, stolik, huśtawkę, warsztat tkacki, stację pogodową, ciemnię fotograficzną, elektromagnes, żyroskop czy nawet prostą lunetę astronomiczną. I wszystko to z rzeczy, które często można było znaleźć w domu, piwnicy, na strychu albo na śmietniku.

Wiele projektów powstawało na prośbę widzów. Słodowy skrupulatnie przeglądał listy i wybierał te propozycje, które uznawał za bezpieczne i pożyteczne.

Dzień dobry. W listach, jakie od was otrzymuję, wasi koledzy proszą, abym pokazał, jak zbudować kuszę — taką, jak to widzieliście na filmie „Krzyżacy”. Nie gniewajcie się na mnie, ale nie pokażę, jak budować kusze, łuki i inne podobne urządzenia. Bardzo proszę, żebyście zrezygnowali z tej zabawy, jako że jest to zabawa niebezpieczna.

— Adam Słodowy

Kuszy nie było, ale za to pojawiła się tzw. „bezpieczna strzelba”. Brzmiało groźnie, ale w rzeczywistości była to sprytna gra stołowa ze strzelbą wykonaną z drewna i kartonu, która z prawdziwą bronią nie miała nic wspólnego. Choć wyglądała bardzo realistycznie, to miała uczyć konstruowania i ćwiczyć precyzję, a nie agresję.

Oprócz praktycznych umiejętności „Zrób to sam” promował także wyobraźnię, ciekawość i samodzielne myślenie. Materiały do większości projektów, jak sklejka, sznurek, tektura czy listewki, można było kupić w Składnicach Harcerskich, które wtedy były niemal świątyniami dla młodych konstruktorów i domowych majsterkowiczów.

Bywało, że zbudowałem przepiękną zabawkę, budowałem ją trzy dni, a pod koniec widziałem, że to jest nietelewizyjne, że jest zbyt szare, może za mało efektowne. I zaczynałem od nowa.

— Adam Słodowy w programie „Mój ślad w telewizji” (TVP)

Ta wypowiedź pana Adama wiele mówi o jego podejściu – nie chodziło tylko o pomysł. Liczyła się forma, estetyka i czytelność przekazu. Każdy odcinek miał być nie tylko przydatny, ale też inspirujący.

Słodowy zaszczepiał w widzach poczucie sprawczości. Pokazywał, że warto być aktywnym twórcą, a nie biernym konsumentem. To było majsterkowanie z misją promujące samowystarczalność, pomysłowość i cierpliwość. Korzyści były nie tylko praktyczne, ale i psychologiczne – rosnące poczucie kompetencji, wiary we własne możliwości i radość z tworzenia czegoś własnymi rękami. A to, w czasach, gdy brakowało niemal wszystkiego, było czymś bezcennym.

Majsterkowanie w PRL-u – od konieczności do kreatywności

„Zrób to sam” udowadniał, że nie potrzeba specjalistycznych narzędzi, warsztatu wyposażonego po sufit ani wybitnych umiejętności. Wystarczą chęci, trochę cierpliwości i kartka z prostym rysunkiem od pana Adama. Bo chodziło nie tylko o to, żeby coś zbudować. Chodziło o coś znacznie ważniejszego – o rozwijanie sposobu myślenia. Myślenia, które szuka rozwiązań zamiast narzekać na braki.

Z dzisiejszej perspektywy łatwo dostrzec, że choć program utrzymywał pozory całkowitej apolityczności, to jednak jego przekaz miał głębszy wymiar. W rzeczywistości „Zrób to sam” stanowił swoistą kontrnarrację wobec ówczesnej propagandy sukcesu. W czasach, gdy media i politycy mówili o „społeczeństwie dobrobytu” i „przodującej gospodarce planowej”, Słodowy bez słów krytyki pokazywał, jak poradzić sobie w świecie, w którym nie ma niczego.

W ten sposób, niekonfrontacyjnie, ale bardzo czytelnie, obnażał niedoskonałości systemu. Pokazywał to, czego oficjalna narracja nigdy nie przyznała: że trzeba sobie radzić samemu, bo państwo nie da. Można wręcz powiedzieć, że w tej skromnej formule zawierał się pewien rodzaj łagodnego oporu – praktycznego, bez manifestów, ale za to z wkrętakiem i pilnikiem w dłoni.

Dziedzictwo Adama Słodowego i jego programu

Wpływ Adama Słodowego wykracza daleko poza lata jego aktywnej działalności telewizyjnej. W latach 90. jego ikoniczny wizerunek oraz żywe wspomnienia programu „Zrób to sam” były wielokrotnie wykorzystywane w reklamach sieci sklepów z materiałami budowlanymi, co podkreśla trwałą rozpoznawalność i nieustającą kulturową istotność tego zjawiska, nawet dziesięciolecia po pierwotnej emisji.

Nie zabrakło też humorystycznych odniesień. Adam Słodowy stał się bohaterem dowcipów politycznych.

Kto jest największym wrogiem Gierka? Adam Słodowy. Bo kiedy Gierek pyta: „Pomożecie?”, Słodowy odpowiada: „Zrób to sam”.

Wyraźny kontrast dzieli erę Słodowego naznaczoną niedoborem materiałów od współczesnego świata cyfrowej obfitości i nadmiaru informacji. Dzisiejsza młodzież zmaga się z zupełnie innymi wyzwaniami funkcjonując głównie online. W tym kontekście dorobek Adama Słodowego, kładący nacisk na tworzenie, praktyczne rozwiązywanie problemów i zaradność, stanowi ważny kontrapunkt.

Współczesny rozwój ruchu DIY można odczytywać jako reakcję na nadmierną konsumpcję, dążenie do zrównoważonego rozwoju oraz głęboko zakorzenioną ludzką potrzebę autentyczności i satysfakcji płynącej z tworzenia czegoś fizycznego własnymi rękami.

Adam Słodowy pozostaje bez wątpienia czołowym popularyzatorem majsterkowania w Polsce. Program „Zrób to sam” był unikalnym połączeniem rozrywki i edukacji manualnej, które pozwoliło wielu pokoleniom Polaków rozwijać kreatywność i zdolności praktyczne. Nie był to zwykły program telewizyjny, lecz zjawisko kulturowe, które na trwałe ukształtowało postawy społeczne.

Dostępność archiwalnych odcinków „Zrób to sam” w serwisie YouTube pozwala nowym pokoleniom odkrywać urok i wartość tej wyjątkowej telewizyjnej lekcji majsterkowania.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *