Teleturnieje w PRL – między rozrywką a ideologią

Teleturnieje w PRL to nie tylko kultowa "Wielka gra". Poznaj popularne teleturnieje, które dostarczały emocji i angażowały widzów przed ekranami.

Teleturnieje telewizyjne w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej były czymś zupełnie innym niż te nadawane współcześnie. Stanowiły unikalne zjawisko kulturowe mocno osadzone w realiach społecznych, politycznych i gospodarczych tamtej epoki. W czasach, gdy wybór form spędzania wolnego czasu był ograniczony, a telewizja była głównym (a często jedynym) medium łączącym ludzi z większym światem, teleturnieje zdobyły ogromną popularność. Dostarczały emocji, uczyły, bawiły – a przede wszystkim tłumnie gromadziły widzów przed ekranami.

Skąd się wzięły teleturnieje w Telewizji Polskiej?

Początki polskich teleturniejów sięgają końcówki lat 50., kiedy Telewizja Polska zaczęła eksperymentować z nowymi formatami programowymi. Za ich przygotowanie odpowiadała specjalnie powołana Redakcja Teleturniejów TVP – to tam rodziły się koncepcje programów i decydowano o kształcie emisji.

Na początku dominowały klasyczne quizy wiedzy ogólnej – proste w formie, ale cieszące się dużym zainteresowaniem. Z czasem jednak zaczęto wzbogacać formułę o elementy zabawy i gier towarzyskich, by przyciągnąć szersze grono odbiorców i wprowadzić więcej luzu na ekranie.

Warto pamiętać, że w pierwszych latach istnienia telewizji w Polsce funkcjonował tylko jeden kanał. To oznaczało, że każda emisja – a zwłaszcza nowy teleturniej – była wydarzeniem samym w sobie i przyciągała masową widownię. Dopiero z czasem pojawił drugi kanał, co wzbogaciło ofertę programową. Przełomowym momentem było wprowadzenie kolorowego obrazu w 1971 roku. Nowa technologia nie tylko ożywiła ekran, ale też wpłynęła na atrakcyjność wizualną teleturniejów.

Warto dodać, że nie w każdym domu był wówczas telewizor, zwłaszcza na wsiach czy w mniejszych miastach. Dlatego wspólne oglądanie teleturniejów – czy to u sąsiadów, czy w świetlicach – miało wymiar społeczny i integracyjny.

„20 pytań” – matematyka kontra rozrywka

Jednym z pierwszych i zarazem najciekawszych teleturniejów w historii polskiej telewizji było „20 pytań” – luźna adaptacja amerykańskiego quizu „20 Questions”. Program zadebiutował na antenie w 1959 roku i niemal od razu przyciągnął uwagę widzów.

Formuła była prosta, ale bardzo wciągająca: trzy trzyosobowe drużyny miały za zadanie odgadnąć hasło poprzez zadawanie prowadzącemu maksymalnie 20 pytań, na które można było odpowiedzieć wyłącznie „tak” lub „nie”. W roli prowadzącego występował Ryszard Serafinowicz, a towarzyszyła mu elegancka Joanna Rostocka.

Program emitowano do 1964 roku i szybko zdobył miano jednego z najpopularniejszych teleturniejów początku dekady. Ale to nie koniec tej historii.

„20 pytań” przestało być emitowane z powodu… zbyt dużej skuteczności uczestników. Drużyna matematyków opracowała algorytm oparty na tzw. wyszukiwaniu połówkowym, który niemal gwarantował odgadnięcie hasła najpóźniej przy osiemnastym pytaniu. I chociaż z dzisiejszej perspektywy brzmi to niemal jak anegdota, był to przykład na to jak poważnie traktowano nawet zabawę z telewizyjnego ekranu.

„Wielka gra” – prestiżowa rozrywka w poważnej formie

Jeśli którykolwiek teleturniej zasługuje na miano legendarnego, to bez wątpienia jest to „Wielka gra”. Ten program zbudował wizerunek telewizyjnej rywalizacji jako czegoś prestiżowego, niemal elitarnego. W czasach, gdy nie było Internetu, a dostęp do wiedzy wymagał godzin spędzonych w bibliotekach, „Wielka gra” była sceną dla prawdziwych pasjonatów i erudytów. Była też najdłużej emitowanym teleturniejem w historii polskiej telewizji.

Pierwotnie była to adaptacja amerykańskiego formatu „The $64,000 Question”, jednak z biegiem lat zyskała własny, niepowtarzalny charakter. Od 1975 roku program przyjął czteroetapową formułę — najpierw pojedynkowali się dwaj gracze, później zwycięzca musiał zmierzyć się z pytaniami od ekspertów, następnie wybierał jeden z dwóch przygotowanych zestawów, a wszystko kończyło się finałem.

Teleturniej Wielka gra
Kadr z teleturnieju „Wielka gra” (© TVP)

Wśród prowadzących program pojawiły się nazwiska, które do dziś wywołują sentyment. Ryszard Serafinowicz (1962–1969), Joanna Rostocka (1969–1973), Janusz Budzyński (1973–1975) – wszyscy oni tworzyli fundamenty tego telewizyjnego kolosa. Jednak prawdziwą ikoną „Wielkiej gry” stała się Stanisława Ryster, która prowadziła program nieprzerwanie od 1975 aż do 2006 roku.

„Krzyżówka z Papugą” – teleturniej z egzotyczną nagrodą

Wśród pionierskich teleturniejów polskiej telewizji na szczególną uwagę zasługuje „Krzyżówka z Papugą” – program, który swoją premierę miał pod koniec lat 50. XX wieku. Choć dziś może się wydawać nieco surrealistyczny, wówczas był jednym z ulubionych widowisk telewizyjnych.

Format programu był inspirowany popularnymi krzyżówkami prasowymi – rozrywką, która w czasach ograniczonej oferty medialnej cieszyła się ogromnym powodzeniem. Tym, co naprawdę wyróżniało ten program, była nagroda główna – nie telewizor, nie pieniądze, ale… żywa papuga.

„Gęś” – teleturniej ze smakowitą nagrodą

Na podobnej zasadzie co „Krzyżówka z Papugą” oparty był inny, dziś niemal zapomniany, a przecież osobliwy teleturniej – „Gęś”. Tym razem zamiast krzyżówki widzowie śledzili zmagania uczestników na wielkiej planszy przypominającej „chińczyka”, rozłożonej w studiu telewizyjnym. Pomysłodawcą programu był Wojciech Pijanowski – ten sam, który później w latach 90. przywitał nas w „Kole Fortuny”.

Zawodnicy, niczym pionki, przesuwali się po kolorowych polach – raz do przodu, raz do tyłu – zależnie od tego, jak sobie radzili z pytaniami. Zamiast rzutu kostką – liczył się intelekt i refleks, bo poprawna odpowiedź pozwalała wykonać ruch o odpowiednią liczbę pól. Zwycięzca? Ten, kto jako pierwszy dotarł do mety. A nagroda?

Raz mieliśmy problem z wręczeniem tej nagrody, ponieważ gęś się zbuntowała i zaczęła biegać po studiu, a my musieliśmy ją złapać.

— Wojciech Pijanowski w wywiadzie dla portalu „Onet Kobieta” (Pijanowski: odszedłem z „Koła Fortuny” nie dlatego, że się upijałem)

Nagrodą dla zwycięzcy była gęś w koszu, dumnie wręczana na oczach całej Polski. Nie chcę snuć domysłów, jaki los czekał tę gęś przy najbliższej okazji świątecznej… Ale cóż – takie to były czasy. W PRL-u brakowało niemal wszystkiego, a taka zwyczajna gęś potrafiła ucieszyć bardziej niż dzisiejszy bon podarunkowy.

„Wiedza i pamięć” – quiz dla wzrokowców

Na tle klasycznych quizów z pytaniami i odpowiedziami „Wiedza i pamięć” wyróżniała się pomysłem, który – jak na swoje czasy – był dość nowatorski. Teleturniej ten łączył wiedzę encyklopedyczną z obrazkami i skojarzeniami, przez co zmuszał uczestników do kreatywnego myślenia.

Dwóch zawodników rywalizowało ze sobą odpowiadając na pytania z puli 25 zagadnień, z których każde było powiązane z jakimś obrazkiem. Jeśli gracz nie znał odpowiedzi, pytanie wracało do puli – jak bumerang. Jeśli odpowiedź była poprawna, trzeba było podać numer obrazka, a następnie wskazać związek między pytaniem a ilustracją. Ot, taki telewizyjny memory quiz.

„Wiem wszystko” – teleturniej bez dubli

Na długo przed tym, zanim format „na żywo” stał się znakiem rozpoznawczym sportowych transmisji czy debat wyborczych, był teleturniej „Wiem wszystko”, emitowany w latach 60. i na początku 70. Realizacja programu na żywo stanowiła nie lada wyzwanie dla ówczesnej telewizji. Jeśli ktoś się pomylił – widział to cały kraj. Jeśli coś się wylało, zgasło lub zawiesiło – tym większe były emocje.

Ten element nieprzewidywalności dodawał programowi autentyczności i – jakbyśmy dziś powiedzieli – „dreszczyku”. Gracze mierzyli się z pytaniami, a widzowie czuli się, jakby siedzieli tuż obok nich w studiu, trzymając kciuki i poprawiając odpowiedzi pod nosem.

„ABC” – językowa rozgrywka z epoki PRL

Nadawany w latach 80. i prowadzony przez Tadeusza Deszkiewicza teleturniej „ABC” był czymś w rodzaju intelektualnej gimnastyki językowej. Nie było fajerwerków, nie było wielkich pieniędzy – była polszczyzna. Z dzisiejszej perspektywy może się wydawać to dziwne, ale w czasach, gdy cenzura filtrowała nie tylko treści polityczne, ale i językowe wpływy z Zachodu, program, który zajmował się językami obcymi i poprawną polszczyzną, miał w sobie pewien potencjał kulturalnego przełamywania granic.

kadr z teleturnieju ABC
Kadr z teleturnieju „ABC” (© TVP)

Trzeba było znać nie tylko ortografię czy gramatykę, ale też języki obce, co wcale nie było takie oczywiste w epoce, kiedy mało kto mógł sobie pozwolić na wakacje za granicą.

„Wszystko albo nic” – gospodarka w pytaniach i odpowiedziach

W epoce PRL telewizja nie tylko bawiła, ale i wychowywała. Czasem przez serial, czasem przez „Teleranek”, a czasem – przez teleturniej. „Wszystko albo nic”, emitowane w latach 60. i 70., idealnie wpisywało się w ten drugi nurt. Tym razem nie chodziło jednak o ogólną wiedzę czy językową biegłość – na pierwszy plan wysuwała się gospodarka.

Nie gospodarka rynkowa, oczywiście. Tu chodziło o plan, normę, pięciolatkę i zasady socjalistycznej efektywności. Uczestnicy mierzyli się z pytaniami, które dziś mogłyby brzmieć jak cytaty z archiwum ministerstwa handlu wewnętrznego – ale wtedy miały służyć kształtowaniu świadomego obywatela PRL. Albo zrozumiesz system, albo zostajesz na ławce rezerwowych.

„Drzewko mądrości” – geopolityka na planszy

W telewizji lat 60. pojawił się teleturniej, który wyrastał z geopolitycznej gleby tamtej epoki – dosłownie i w przenośni. Mowa o „Drzewku mądrości”, którego pomysłodawcą był Lech Pijanowski, a prowadzącym – Karol Szyndzielorz. Sam format programu był oryginalny i na swój sposób efektowny — uczestnicy odpowiadając na pytania przemieszczali się po planszy w kształcie drzewa, którego gałęzie symbolizowały kontynenty i regiony świata.

Tutaj nie wystarczyło być mistrzem klasycznej geografii. Trzeba było wiedzieć na czym polegała „agresywnej polityka imperialistyczna” oraz czym zajmowało się Zgromadzenie Ogólne ONZ. Finał programu – pytanie dotyczące właśnie Organizacji Narodów Zjednoczonych – miał prawdopodobnie legitymizować obraz świata, w którym Polska Ludowa funkcjonowała jako aktywny i pokojowo nastawiony gracz na arenie międzynarodowej.

„Rambit” – młodzieżowa rywalizacja z nauką i sportem

Lata 80. to okres, w którym w telewizji zaczęto intensywnie inwestować w młodzieżową edukację i rozrywkę, a jednym z takich programów był „Rambit”. Nadawany z myślą o uczniach szkół średnich, stawiał na połączenie wiedzy z aktywnością fizyczną – coś, czego brakowało w innych teleturniejach skierowanych do młodych ludzi.

Pomysłodawcą programu był Krzysztof Surgowt, odpowiedzialny za część naukową, a twórcą konkurencji sportowych był Michał Bunio. „Rambit” przyciągał uwagę młodzieży, bo to była szansa na pokazanie się nie tylko jako intelektualista, ale także jako sportowiec, co było rzadkością w teleturniejach tamtej epoki. W rywalizacji, jak w życiu, liczyła się zarówno szybka reakcja, jak i zdolność logicznego myślenia.

„XYZ” – zgadnij kim jestem

W latach 70. w telewizji zagościł teleturniej, który w prosty, ale wciągający sposób bawił i angażował widzów – „XYZ”. Prowadzony przez Ninę Terentiew program zyskał ogromną popularność, stając się jednym z klasyków telewizyjnych tego okresu.

Zasada tego teleturnieju była wyjątkowo prosta, a zarazem pełna napięcia i tajemnicy. Zadaniem uczestników było odgadnięcie, kim jest gość programu (tajemniczy „X”). Prowadząca przekazywała uczestnikom szczegółowe informacje dotyczące gościa, które jednak nie były bezpośrednią wskazówką. Uczestnicy musieli wykazać się nie tylko wiedzą ogólną, ale i bystrym rozumowaniem, by z tych skąpych informacji wywnioskować, kim może być tajemniczy gość.

„Śladami Pitagorasa” – teleturniej dla miłośników matematyki

W latach 1961-1968 na antenie Telewizji Polskiej emitowano teleturniej, który stał się idealną przestrzenią dla osób zafascynowanych matematyką. „Śladami Pitagorasa” to program, w którym pary uczestników rywalizowały w rozwiązywaniu skomplikowanych zagadek matematycznych. Pomysłodawcą teleturnieju był Ryszard Serafinowicz, a matematyczne łamigłówki przygotowywał Bogdan Miś, który jednocześnie pełnił funkcję prowadzącego.

Para, która wygrała dany program („mecz”) otrzymywała niewielką nagrodę pieniężną. Kilka wygranych programów oznaczało odpowiednio wyższą nagrodę.

„Dwadzieścia jeden” – teleturniej na amerykańskim formacie

W połowie lat 60. na antenie zadebiutował teleturniej „Dwadzieścia jeden”, wzorowany na amerykańskim formacie „Twenty-One”. Choć emitowany był przez krótki okres, zdążył zdobyć sporą popularność i przyciągnąć rzesze widzów. Program opierał się na rywalizacji uczestników, którzy odpowiadali na pytania o różnym stopniu trudności: łatwe – za 1 punkt, średnie – za 3 punkty, i trudne – za 9 punktów. Błędna odpowiedź na pytanie skutkowała odpisaniem odpowiedniej liczby punktów.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów tego teleturnieju była runda mistrzów. Uczestnik, który wygrał 7 kolejnych spotkań, zdobywał premię specjalną i zostawał mistrzem. Jednak, aby zachować ten tytuł, musiał stanąć do kolejnego pojedynku z nowym rywalem, który wyzwał go na pojedynek.

„Kółko i krzyżyk” – teleturniej z lat 60.

„Kółko i krzyżyk” to jeden z najbardziej znanych i lubianych teleturniejów emitowanych w latach 60. Jego pomysłodawcą był Ryszard Serafinowicz, a prowadzącym Bolesław Kielski. Program, nawiązujący do popularnej gry planszowej, szybko zdobył serca widzów, dzięki prostym, ale angażującym zasadom oraz dynamicznej rywalizacji.

Kadr z teleturnieju Kółko i krzyżyk
Kadr z teleturnieju „Kółko i krzyżyk” (© TVP)

Gra toczyła się na dziewięciopolowej planszy, a do każdego pola przypisana była kategoria. Uczestnicy odpowiadali na pytania, a w zamian za poprawną odpowiedź mogli postawić swój znak (kółko lub krzyżyk) na danym polu. Ośmiokrotny zwycięzca programu otrzymywał nagrodę w postaci telewizora.

„Parada kłamców i blagierów” – zgadnij kto kłamie

„Parada kłamców i blagierów” był jednym z bardziej oryginalnych teleturniejów, który był nadawany w latach 60. Program prowadziła Joanna Rostocka.

W programie brało udział trzech zawodników, którzy mieli za zadanie podać definicje wcześniej ustalonych słów. Cały dowcip polegał na tym, że jeden z uczestników mógł zostać poproszony o wprowadzenie publiczności w błąd. Zadaniem publiczności było zdecydowanie, który z zawodników mówi prawdę, a który stara się ją zmanipulować.

„Turniej miast” – plenerowe widowisko telewizyjne

„Turniej miast” był jednym z najbardziej popularnych programów telewizyjnych w PRL-u, i choć nie był typowym teleturniejem, zyskał ogromne zainteresowanie widzów. W programie rywalizowali ze sobą reprezentanci dwóch miast w różnych konkurencjach. Uczestnikami byli zarówno zwykli mieszkańcy, jak i przedstawiciele lokalnych władz. Musieli oni wykazać się różnorodnymi umiejętnościami, biorąc udział w kilkunastu konkurencjach. Były to zarówno konkurencje sportowe, jak i związane z wykonywanymi przez uczestników zawodami.

Teleturniej turniej miast
Teleturniej „Turniej miast” (© Narodowe Archiwum Cyfrowe)

Program przez lata miał różnych prowadzących, którzy przyciągali swoją osobowością i potrafili nawiązać świetny kontakt z widzami. Byli to m.in. Eugeniusz Pach, Zygmunt Chajzer, Irena Dziedzic, Tadeusz Sznuk, Andrzej Kwiatkowski i Iwona Kubicz.

Nagrody w teleturniejach – co można było wygrać?

W PRL-u teleturnieje pełniły nie tylko funkcję rozrywkową, ale także miały istotny wymiar społeczny i materialny. Nagrody, które były oferowane uczestnikom, doskonale odzwierciedlały realia tamtego okresu, w którym wiele dóbr konsumpcyjnych było trudno dostępnych, a perspektywa ich zdobycia wiązała się z dużą satysfakcją.

Wśród nagród rzeczowych wyróżniały się te, które miały duże znaczenie w życiu codziennym obywateli, szczególnie w czasach niedoboru wielu produktów: telewizory, radioodbiorniki, sprzęt AGD, a także nagrody książkowe. Nagrody pieniężne, choć nie były popularne w tamtym okresie, również występowały.

Udział w teleturniejach w PRL-u niósł ze sobą również społeczne uznanie. W kraju, gdzie dostęp do telewizji nie był powszechny, pojawienie się na ekranie telewizyjnym wiązało się z pewnym rodzajem prestiżu. Zwycięzcy często stawali się lokalnymi bohaterami, zyskując popularność i szacunek w swojej społeczności.

Teleturnieje w PRL – cenzura i ideologia

W okresie PRL-u cenzura i ideologia miały ogromny wpływ na wszystkie aspekty życia społecznego i kulturalnego, w tym także na programy telewizyjne. Teleturnieje nie były wolne od tej kontroli. Tak czy inaczej miały również na celu promowanie ideologii komunistycznej oraz przekształcanie treści rozrywkowych w narzędzia edukacji i propagandy.

Każdy element programu telewizyjnego, w tym pytania, odpowiedzi, scenariusze i całe koncepcje teleturniejów, był skrupulatnie sprawdzane przez cenzorów. Teleturnieje miały promować socjalistyczne wartości. W „Wielkiej grze” cenzorzy narzucali twórcom określone tematy pytań, które miały na celu promowanie sukcesów PRL-u. Wśród nich znajdowały się pytania z takich tematów jak: „Historia gospodarcza w 30-leciu PRL”, „Polityka zagraniczna 1945-80” i „Kultura w 40-leciu PRL”.

Teleturnieje w PRL – popularność i wpływ na kulturę masową

Teleturnieje w PRL były niezwykle popularne i stanowiły jedną z ulubionych form rozrywki. Dla wielu widzów teleturnieje były sposobnością do chwili relaksu i oderwania się od trudów codziennego życia w systemie komunistycznym. Dzięki teleturniejom widzowie mogli poszerzać swoją wiedzę na temat historii, geografii, literatury, a także życia społecznego i gospodarczego. Wiele programów, jak „Wielka gra”, stanowiło prawdziwe wyzwanie intelektualne, nie tylko dla uczestników, ale i dla samej publiczności.

Uczestnicy teleturniejów z tamtych lat do dziś wspominają atmosferę tych programów. Stanisława Ryster, oprócz swojego profesjonalizmu, była także osobą, która umiała stworzyć odpowiednią atmosferę przed kamerami. Arkadiusz Kopeć, laureat „Wielkiej gry”, wspominał, że prowadząca zawsze rozmawiała z uczestnikami przed nagraniem, uspokajając ich i pomagając w pokonaniu stresu. Jednocześnie była osobą wymagającą i dbała o detale, takie jak odpowiedni ubiór uczestników.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *