8 maja 1966: Niedziela przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na niedzielę 8 maja 1966 r. Dziś warto obejrzeć amerykański serial komediowy – Koń, który mówi.

08:40 „Człowiek, którego nie było” — film fabularny prod. USA

10:10 Rewia hutniczych zespołów amatorskich (z Katowic)

10:50 „Dumni” — film fabularny prod. USA

12:30 Program sportowy — w przerwie ok. godz. 13:15 — „Jedziemy na łów”

14:15 „Vendetta” — film z serii „Bonanza”

15:05 „Kochajmy konie” — film z serii „Koń, który mówi”

15:30 „Kronika Sułowa” — reportaż z cyklu „Ludzie i zdarzenia”

15:45 Polska Kronika Filmowa

15:55 Teatr Telewizji — „Żołnierze” Ernesta Brylla. Reż. – Kazimierz Kutz. Scenografia – Xymena Zaniewska. Muzyka – Edward Pałłasz. Realizacja TV – Edwarda Paszkowska. Wykonawcy: Damian Damięcki, Józef Nalberczak, Marian Opania, Jerzy Turek, Zbigniew Zapasiewicz (powtórzenie)

16:35 „Świat, obyczaje, polityka”

16:55 Uroczystości położenia kamienia węgielnego pod pomnik Powrotu Ziem Zachodnich i Północnych do Macierzy — transmisja z Wrocławia

17:45 „Śpiewki stare, ale jare”

18:25 „Wielka gra” — teleturniej

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:10 Słownik wyrazów obcych

20:25 „Towarzysz regent” — film fabularny prod. CSRS

21:55 Śpiewa Andrzej Szajewski — z Krakowa

22:10 Niedziela sportowa

Wojtek ogląda dziś amerykański serial „Koń, który mówi”

Niedzielne popołudnie 8 maja 1966 roku. W telewizji tylko jeden kanał, ale jak zwykle jest co obejrzeć. Po obiedzie, po cieście z rabarbarem, po herbacie w szklance z metalowym koszyczkiem – zaczyna się rodzinny czas przed telewizorem. A w telewizji najpierw „Bonanza”, a zaraz potem „Koń, który mówi”. Tak, dobrze przeczytaliście – Koń, który mówi.

Amerykański serial „Mr. Ed” to coś więcej niż zwykła komedia. To małe, absurdalne cudeńko z czasów, gdy nawet koń miał coś do powiedzenia – i to jak! W polskiej wersji głosu Mr Edowi użyczał sam Władysław Hańcza, którego dostojny, nieco zblazowany ton nadawał gadającemu koniowi osobowość między arystokratą a filozofem. A jego właściciel, naiwny i poczciwy Wilbur, przemawiał głosem Wieńczysława Glińskiego – aktora, którego kojarzyliśmy raczej z ról poważnych, a tu – proszę bardzo – pełen wdzięku, rozbrajająco zagubiony wśród wybryków swojego niezwykłego rumaka.

W czasach, gdy w Polsce koń kojarzył się głównie z pracą na wsi, transportem lub – w najlepszym razie – z dorożką na krakowskim Rynku, Mr Ed galopował przez ekran z nonszalancją kogoś, kto właśnie wrócił z golfa. Otwierał drzwi, rozmawiał przez telefon, potrafił obrazić się i stroić fochy. A wszystko to w biały dzień – w serialu, który spokojnie można było obejrzeć z babcią, mamą i siedmioletnim kuzynem.

I choć z dzisiejszej perspektywy może się to wydawać naiwne – koń mówiący do człowieka, który jako jedyny go rozumie – to właśnie ta naiwność była największą siłą serialu. Bo ileż było wtedy na telewizyjnej antenie radości bez przemówień, bez ideologii, bez ciężaru codziennych sytuacji? Mr Ed nie walczył o pokój i nie budował socjalizmu. Mr Ed po prostu… rozmawiał.

I robił to z wdziękiem. Dzięki głosom Hańczy i Glińskiego serial ten był czymś, co wydarzyć się mogło tylko w telewizji, i to w tej wyjątkowej – niedzielnej.

Dla wielu z nas był to pierwszy kontakt z absurdem w najczystszej i najserdeczniejszej formie. Może nawet z magią. Bo jeśli koń może mówić, to kto wie – może i nasza codzienność też kiedyś przemówi innym, lepszym głosem?

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojciech Płusa

Wojciech Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *