2 listopada 1986: Niedziela przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na niedzielę 2 listopada 1986 r. Dziś warto obejrzeć pierwszy odcinek cyklu telewizyjnego – Trzy młyny.

Program 1

07:25 Program dnia

07:30 Wszechnica rodziny wiejskiej

07:55 Po gospodarsku

08:20 „Tydzień”

09:00 Teleranek

10:30 DT – wiadomości

10:35 „Tajemnice ludzkiego ciała” (5) — film dokumentalny prod. USA

11:25 Spotkanie z pisarzem — Bohdan Madej

11:45 „Damaszek” — film dokumentalny

12:05 W Starym Kinie: „Syn Karoliny” — film prod. francuskiej

13:50 „Siedem anten”

14:35 „Kraj za miastem” — program Redakcji Rolnej

15:00 DT – wiadomości

15:05 Teatr młodego widza — „Szatę wdziejesz z purpury” (3)

16:00 „Pieprz i wanilia” (5) — program Tony Halika i Elżbiety Dzikowskiej

16:45 „Sonata kreutzerowska” — monodram według Lwa Tołstoja

17:45 Telewizyjny film dokumentalny: „Warszawa Stanisława Augusta”

18:30 „Antena”

19:00 Wieczorynka

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Trzy młyny (1)”: „Młyn nad Utratą” — film prod. polskiej. Reż. – Jerzy Domaradzki. Występują: Ewa Dałkowska, Jan Jankowski, Jerzy Zelnik, Edward Żentara, Bohdana Majda, Jan Kociniak, Franciszek Pieczka i inni.

21:00 „Pegaz” — magazyn aktualności kulturalnych

21:30 Sportowa niedziela

22:25 Kabaret Olgi Lipińskiej

23:15 DT – wiadomości

Program 2

10:30 Film dla niesłyszących: „Trzy młyny” (1): „Młyn nad Utratą” — film prod. polskiej

Niedziela w „Dwójce”

14:20 Powitanie

14:30 „Kwadrans z hejnałem”

14:50 Wspomnienie o Edwardzie Stachurze

15:00 „Jutro poniedziałek” — magazyn rodzinny

15:30 Polonezy Fryderyka Chopina — program muzyczny

16:00 Kino familijne: „Robin Hood” (21) — film prod. angielskiej

17:00 Wspomnienie o Mai Berezowskiej

17:10 Zwierzęta w kamerze: „Wąwozy kangurów” — film dokumentalny prod. RFN

17:40 Przeboje Bogusława Kaczyńskiego

18:00 Wspomnienia jednego pokolenia

19:00 Zakopiańskie cmentarze

19:30 Dziennik Telewizyjny (dla niesłyszących)

20:00 Studio Sport

21:00 Wielkie filmy małego ekranu: „Saga rodu Forsytów” (7) — serial prod. angielskiej

21:50 De profundis

22:45 Wieczorne wiadomości

22:50 Muzyka na dobranoc

Wojtek ogląda dziś serial „Trzy młyny”

W listopadowy wieczór 1986 roku po tradycyjnym „Dzienniku” telewizja zaprosiła widzów w niezwykłą podróż w głąb ludzkiej duszy, pamięci i historii. Premiera trzyodcinkowego cyklu „Trzy młyny”, zrealizowanego na podstawie prozy Jarosława Iwaszkiewicza, była wydarzeniem nie dla każdego widza. Nie było tu pościgów, efektownych scen ani prostych emocji. Był za to klimat trudny do zdefiniowania i jednocześnie nieuchwytny nastrój, który potrafił na długo zostać w człowieku.

Każdy z trzech filmów stanowił zamkniętą całość, lecz spinała je postać księdza Ryby (w tej roli Edward Żentara). To on był niejako świadkiem przemijania, milczącym obserwatorem ludzkich losów, które w różnych dekadach XX wieku toczyły się wokół tytułowych młynów, miejsc będących zarówno przestrzenią pracy, jak i symbolem duchowego przemiału, w którym mieli się ludzi i ich namiętności.

Pierwsza część pt. „Młyn nad Utratą” przenosiła widzów do roku 1928. Młody poeta Julian Zdanowski przybywa do posiadłości przyjaciela, arystokraty Karola, wielbiciela Wagnera i sztuki. Wkrótce między poetą a rozwódką Jadwigą rodzi się uczucie szczere i gwałtowne, ale od początku naznaczone niepokojem. Karol bowiem sam darzy Zdanowskiego uczuciem o charakterze znacznie głębszym niż przyjaźń. Iwaszkiewicz, jak to miał w zwyczaju, pisał o miłości w sposób dyskretny, pełen melancholii i duchowej ambiwalencji. Zachowując ten ton film ukazywał również świat arystokratycznych dworków na progu katastrofy, przeczuwających już nadchodzący rozpad starego porządku.

Scenarzyści przesunęli jednak akcent. W literackim oryginale Iwaszkiewicz szukał metafizycznego sensu ludzkiego istnienia, w ekranizacji telewizyjnej zaś mocniej wybrzmiał kryzys europejskiej kultury, skażonej dekadenckim pesymizmem i zarazą ideologii, które już wkrótce miały doprowadzić do II wojny światowej. Ten wymiar interpretacyjny dodawał „Trzem młynom” ciężaru, który doskonale współgrał z nastrojem lat 80., epoki również przesiąkniętej niepokojem i pytaniem o sens trwania.

W tamtych czasach telewizja potrafiła jeszcze zapraszać widza do współmyślenia, a nie tylko do biernego oglądania. „Trzy młyny” wymagały skupienia, wrażliwości, cierpliwości. Nie był to „serial” w dzisiejszym znaczeniu tego słowa, bez końca powielane historie o tych samych twarzach i problemach. Trzy odcinki wystarczyły, by opowiedzieć o człowieku, który w każdej epoce zmaga się z tą samą tęsknotą za miłością, sensem i przebaczeniem.

Dziś takie produkcje ogląda się jak list z innego świata, w którym telewizja była nie tylko oknem, ale i zwierciadłem duszy. I choć może brzmieć to górnolotnie, to właśnie w takich tytułach jak „Trzy młyny” odbija się umiejętność zadumy nad losem człowieka.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *