14 listopada 1969: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 14 listopada 1969 r. Dziś warto obejrzeć premierowy odcinek serialu Przygody pana Michała.

10:00 „Cztery dni do nieskończoności” — film prod. rumuńskiej

11:55 Dla szkół: Wychowanie plastyczne (kl. VII) — Stanisław Wyspiański

12:45 Dla szkół: Zajęcia techniczne (kl. VIII) — Budujemy aparat radiowy

14:25 Politechnika: Matematyka (kurs przygotowawczy) — Geometria cz. I

15:00 Politechnika: Matematyka (kurs przygotowawczy) — Geometria cz. II

16:15 Program dnia

16:20 Program lokalny

16:50 Dla młodych widzów: Aula — sesja czwarta

17:30 Koncert solistów Państwowego Akademickiego Teatru Opery i Baletu Łotewskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej (z Rygi)

18:30 Nie tylko dla pań

18:55 „Wszechnica”

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:05 „Brat Jerzy” — film TVP z serii „Przygody pana Michała” (odc. I). Reż. – Paweł Komorowski. Występują: Tadeusz Łomnicki, Mieczysław Pawlikowski, Andrzej Łapicki, Mariusz Dmochowski, Marek Perepeczko, Joanna Jędryka, Bogusz Bilewski i inni.

20:35 „Horyzonty”

21:05 Teatr Telewizji — Wsiewołod Iwanow „Pociąg pancerny 14-69”. Reż. – Andrzej Konic. Występują: Marek Walczewski, Antoni Jurasz, Aleksander Rządkowski, Tadeusz Szaniecki, Marian Skorupa i inni.

22:35 Dziennik Telewizyjny

22:50 Program na jutro

22:55 Politechnika (powtórka)

Wojtek ogląda dziś serial „Przygody pana Michała”

W piątkowy wieczór 14 listopada 1969 roku w polskich domach, gdzieś między zapachem herbaty z cytryną a trzaskiem drewna w piecu, rozświetlał się ekran czarno-białego telewizora. W tamtych latach nie było dylematów, co obejrzeć. Był tylko jeden kanał, więc wszyscy oglądali ten sam program. I choć dziś trudno to sobie wyobrazić, ta „wspólnota” miała w sobie coś magicznego. W całej Polsce, od Gdańska po Zakopane, miliony ludzi śledziły te same emocje, te same dialogi, te same kadry.

Tego wieczoru, tuż po „Dzienniku Telewizyjnym”, na ekranach pojawił się Michał Wołodyjowski, mały rycerz o wielkim sercu. Serial „Przygody pana Michała” w reżyserii Pawła Komorowskiego był adaptacją ostatniej części sienkiewiczowskiej Trylogii. W roli tytułowej wystąpił niezrównany Tadeusz Łomnicki, którego kreacja do dziś uchodzi za wzór filmowego rycerza. Towarzyszyli mu m.in. Mieczysław Pawlikowski jako Zagłoba, Marek Perepeczko w roli Ketlinga i Magdalena Zawadzka jako piękna Basia.

Dla widzów ówczesnej Polski był to serial wyjątkowy. W czasach, gdy na ulicach wciąż dominowały szarości i niedostatek, ekranowa Rzeczpospolita Obojga Narodów jawiła się niczym barwny świat honoru, odwagi i miłości, choć paradoksalnie pokazywany w czerni i bieli. Kolory istniały tylko w wyobraźni widza, a mimo to obraz Wołodyjowskiego galopującego przez step był żywy, niemal namacalny.

„Przygody pana Michała” miały też coś, co trudno już dziś znaleźć – poczucie wspólnoty pokoleniowej. Serial oglądali dziadkowie, rodzice i dzieci, a potem długo dyskutowano o tym przy stole. Nie było internetu, nie było komentarzy w mediach społecznościowych. Rozmowy toczyły się przy herbacie, w kolejkach, w pracy.

Dla wielu to właśnie ten serial ukształtował wyobrażenie o Polsce dawnej, romantycznej, walecznej, wiernej ideałom. A że był czarno-biały? Może właśnie dlatego pamiętamy go tak wyraźnie, bo w tych odcieniach szarości odbijało się całe bogactwo emocji tamtych czasów.

Kiedy dziś Wojtek ogląda „Przygód pana Michała”, odczuwa coś, czego nie da się opisać czysto technicznie. Ziarno taśmy filmowej, statyczne kadry, teatralna gra aktorów – wszystko to przenosi Wojtka w epokę, w której telewizja miała duszę. Nie była jeszcze przemysłem rozrywkowym, ale była obrzędem. I może dlatego te czarno-białe obrazy pozostają we wspomnieniach mocniej niż niejeden współczesny serial w 4K.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *