11 czerwca 1972: Niedziela przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na niedzielę 11 czerwca 1972 r. Dziś warto obejrzeć kultowy serial amerykański – Bonanza.

Program 1

07:50 Telewizyjny Kurs Rolniczy — Pytania i odpowiedzi

08:25 Przypominamy, radzimy…

08:35 Nowoczesność w domu i zagrodzie

09:00 Dla młodych widzów — Telewizyjny Klub Śmiałych

10:15 „Świat, który nie może zaginąć” — film angielski „Wiatr na wrzosowisku”

10:40 Program filmowy

11:00 W starym kinie

12:00 Dziennik

12:25 „Świebodzice – Prema” — reportaż z campingu

12:35 „Na olimpijskim szlaku” — teleturniej

13:45 „Przemiany”

14:15 Muzyka z sal zamkowych z Łańcuta (kolor)

14:55 Dla dzieci: Krakowski Teatr Baśni — Maria Kann „Syn Faraona”

15:55 „Bonanza” — serial prod. USA

16:45 „Stadion” — program publicystyczny

16:55 O mistrzostwo I ligi — sprawozdanie z meczu piłki nożnej Gwardia Warszawa – Odra Opole (II połowa)

17:50 Polska Kronika Filmowa

18:00 Teatr Rozrywki — Antoni Czechow „Dzieła sztuki”

18:35 „Tele-Echo”

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:05 „Obrazy Tornbulla” — odc. filmu francuskiego z serii „Arsen Lupin” (kolor)

20:35 „Z wizytą u Was” — kwiaty i piosenki dla polskiej chemii

22:15 Magazyn sportowy

22:45 Estrada Literacka — Ireneusz Iredyński „Niebo z blachy fałdowanej”

23:30 Wiadomości sportowe TV Katowice

Program 2

16:40 „Wśród krokodyli i wędrujących drzew” — film dokumentalny

17:00 „Garden party” (Divertimento)

17:55 „W ogrodzie botanicznym” — „Z syreną w herbie” (kolor)

18:25 „Upadek Edwarda Barnarda” — film angielski

19:20 Dobranoc

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:05 „Nad Adriatykiem” – Dubrownik — reportaż filmowy

20:25 Międzynarodowy Konkurs Tańca Towarzyskiego z Monachium (cz. II)

21:10 „Przysięga” — opowiadania Leonida Andrejewa pt. „Chrześcijanie”

Wojtek ogląda dziś serial „Bonanza”

Niedzielny obiad już za nami. W kuchni wciąż unosi się zapach rosołu i kotleta mielonego, a na stole stygnie kompot z rabarbaru. Mama zdejmuje fartuch, tata poprawia spodnie od garnituru, w których był na mszy, a Wojtek – jak co tydzień – zajmuję pozycję frontową przed telewizorem. Na ekranie zaraz rozpocznie się kolejny odcinek „Bonanzy”, a to oznacza jedno – przez najbliższe kilkadziesiąt minut świat zatrzyma się w miejscu.

To był taki rytuał. Połowa Polski wpatrzona w czarno-biały ekran, gdzie wśród amerykańskich prerii rządzi rodzina Cartwrightów. Ojciec Ben i jego trzej synowie – Adam, Hoss i Mały Joe – uczyli nas, że w każdej sytuacji trzeba trzymać się zasad. Nawet jeśli człowiek nosi rewolwer przy pasie. Choć akcja działa się gdzieś daleko na Dzikim Zachodzie, to wartości, które przekazywała „Bonanza”, były bliskie każdemu, kto w PRL-u wierzył jeszcze w sprawiedliwość, honor i rodzinę.

Nie było wtedy Internetu, nie było pilotów do telewizorów. Były za to momenty, kiedy całe rodziny potrafiły zasiąść razem i chłonąć opowieść z odległego świata. I nie chodziło tylko o western – chodziło o wspólne przeżywanie. O rozmowy po programie: „Czy Hoss dobrze zrobił?”, „Co byś zrobił na jego miejscu?”, „A ten szeryf to chyba nieuczciwy był…”. Te pytania padały częściej niż dziś, kiedy wszystko mamy na wyciągnięcie ręki, ale coraz rzadziej z kimś o tym rozmawiamy.

W tamtą czerwcową niedzielę nikt nie pędził do galerii handlowej, nikt nie przeglądał Facebooka w trakcie emisji. „Bonanza” była wydarzeniem. Takim prawdziwym, rodzinnym. I może właśnie dlatego tak dobrze Wojtek ją pamięta. Bo kojarzy się nie tylko z serialem, ale z czasem, kiedy świat zwalniał na chwilę, byśmy mogli być razem.

Gdy dziś Wojtek przypomina sobie tamto popołudnie sprzed ponad pięćdziesięciu lat, ma przed oczami nie tylko Cartwrightów na Ponderosie, ale i nas – w naszym mieszkaniu, z anteną z drutu za telewizorem, z kanapkami z szynką na kolację i z tą cichą, bezcenną radością wspólnego bycia.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *