Tony Halik i Elżbieta Dzikowska, czyli Pieprz i wanilia

Odkryj historie i podróże Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej w programach Tam, gdzie pieprz rośnie, Tam, gdzie rośnie wanilia oraz Pieprz i wanilia.

W historii Telewizji Polskiej niewiele jest duetów, które tak mocno zapisały się w zbiorowej wyobraźni widzów, jak Tony Halik i Elżbieta Dzikowska. Dla milionów Polaków byli kimś znacznie więcej niż tylko autorami programów podróżniczych. W czasach schyłkowego PRL-u, gdy paszport był dobrem luksusowym, a świat kończył się zazwyczaj na granicy bratnich krajów, oni otwierali przed widzami prawdziwe okno na dalekie kontynenty, egzotyczne kultury i zupełnie inne sposoby życia.

Ich wspólna działalność, przypadająca na przełom epok — od późnego PRL-u po pierwsze lata transformacji ustrojowej — miała charakter niemal formacyjny. Programy takie jak „Tam, gdzie pieprz rośnie”, „Tam, gdzie rośnie wanilia” czy legendarny cykl „Pieprz i wanilia” nie były jedynie telewizyjną rozrywką. To była telewizja, która uczyła, oswajała inność i budziła ciekawość świata, popularyzując wiedzę z zakresu etnografii, antropologii kultury czy historii sztuki — przystępnie, bez mentorskości i z autentyczną pasją.

Tony Halik i Elżbieta Dzikowska – droga do wspólnej pasji

Zanim Tony Halik i Elżbieta Dzikowska stworzyli najbardziej rozpoznawalny duet podróżniczy w Europie Środkowo-Wschodniej, każde z nich miało za sobą długą, intensywną i zupełnie odrębną drogę życiową. To nie było spotkanie dwojga amatorów egzotyki, lecz ludzi o ugruntowanym doświadczeniu, których pasje i kompetencje z czasem zaczęły się idealnie uzupełniać.

Halik wnosił do tej współpracy reporterskie zacięcie, filmowe obycie i ogromne doświadczenie pracy w terenie. Dzikowska — solidne przygotowanie naukowe, wrażliwość antropologiczną i umiejętność porządkowania świata w opowieść. To właśnie połączenie reportażu, obrazu i refleksji sprawiło, że ich wspólne przedsięwzięcia telewizyjne nie były jedynie relacją z podróży, ale spójną, autorską wizją poznawania świata.

Tony Halik – reporter i człowiek legenda

Tony Halik, urodzony w 1921 roku w Toruniu jako Mieczysław Sędzimir Halik, był postacią o życiorysie tak barwnym, że momentami trudno uwierzyć, iż nie mamy do czynienia z literacką kreacją. W jego przypadku biografia nie potrzebowała upiększeń, wystarczały fakty. Od samego początku było w nim coś z niespokojnego ducha, potrzeba zmiany i ciągłego bycia w drodze.

Burzliwe losy wojenne rzuciły go między innymi do Argentyny, gdzie przyjął tamtejsze obywatelstwo. W realiach Polski Ludowej miało to znaczenie kluczowe. Halik stał się człowiekiem „ze świata”, niemal mityczną postacią wolną od paszportowych ograniczeń żelaznej kurtyny. Kimś, kto naprawdę widział to, o czym inni mogli jedynie czytać lub marzyć.

Przez ponad trzy dekady pracował jako korespondent amerykańskiej sieci telewizyjnej NBC. To właśnie ta współpraca otworzyła mu drzwi do miejsc całkowicie niedostępnych dla dziennikarzy z bloku wschodniego. Halik docierał tam, gdzie kończyły się mapy i zaczynała przygoda, a potem potrafił o tym opowiedzieć językiem zrozumiałym dla zwykłego widza.

Skala jego dorobku robi wrażenie do dziś: ponad 600 filmów dokumentalnych, 10 książek i niezliczona liczba artykułów prasowych. Wśród najbardziej spektakularnych osiągnięć podróżniczych, obok słynnej wyprawy „Discovery Vilcabamba” z 1976 roku, szczególne miejsce zajmuje przejazd samochodem terenowym marki Jeep z Ziemi Ognistej na Alaskę. Wraz z pierwszą żoną, Pierrette Andrée Courtin, pokonał wówczas dystans 182 624 kilometrów, kilkakrotnie większy niż długość równika.

Zawsze starałem się w życiu osiągnąć to, co niemożliwe. We wszystkich reportażach, we wszystkich przygodach starałem się dolecieć tam, gdzie nikt nie doleciał. Postawić nogę tam, gdzie nikt jej nie postawił. Zrobić to, czego nikt nie zrobił.

— Tony Halik na antenie Polskiego Radia 07.04.1996 r.

Halik nie był jednak tylko samotnym globtroterem. Jako wiceprezes The Explorers Club (Polish Chapter) aktywnie promował polską myśl odkrywczą na arenie międzynarodowej. Charakterystycznym elementem jego telewizyjnych wystąpień była zawsze obecność flagi i emblematu tego prestiżowego stowarzyszenia. To był drobny gest, który mówił wiele o jego poczuciu misji i potrzebie podkreślania polskiego śladu w światowym odkrywaniu świata.

Elżbieta Dzikowska – intelektualna twarz podróży

Elżbieta Dzikowska, urodzona w 1937 roku w Międzyrzecu Podlaskim jako Józefa Elżbieta Górska, była w duecie z Tonym Halikiem jego naturalnym dopełnieniem. Tam, gdzie on wnosił żywioł reportera, ona wprowadzała porządek, refleksję i humanistyczną głębię. To właśnie Dzikowska nadawała ich opowieściom kontekst i sens wykraczający poza samą przygodę.

Już od najmłodszych lat wyróżniała się niezwykłymi zdolnościami. Dzięki łączeniu klas w szkole podstawowej ukończyła edukację wcześniej niż rówieśnicy, a w wieku zaledwie 16 lat rozpoczęła studia na Uniwersytecie Warszawskim. Wybór sinologii w Instytucie Orientalistyki był wówczas decyzją odważną i nieoczywistą, ale to właśnie ta decyzja otworzyła przed nią drzwi do świata kultur pozaeuropejskich, który w przyszłości stanie się jej naturalnym środowiskiem pracy.

Kiedy byłam młodą dziewczyną, nie myślałam o dalekich wyprawach. Ale zawsze byłam odważna, sama podejmowałam decyzje o swoim życiu. Wymyśliłam sobie, że będę studiowała sinologię. Moja mama i babcia na pewno nie wiedziały, co to jest ta sinologia.

— fragment wywiadu Elżbiety Dzikowskiej dla Polskiej Agencji Prasowej – „Elżbieta Dzikowska zdradza, jak zmieniło się jej życie po śmierci Tony’ego Halika”

Zanim doszło do spotkania z Halikiem, Dzikowska zdążyła już zbudować solidną pozycję zawodową. Po krótkich epizodach w Bibliotece Uniwersyteckiej oraz Centrali Importu i Eksportu Chemikaliów, w 1959 roku trafiła do redakcji miesięcznika „Chiny”. Tam mogła w pełni wykorzystać swoje przygotowanie językowe i akademickie, łącząc dziennikarstwo z rzetelną analizą kulturową.

Przełomowym momentem w jej karierze był rok 1964, kiedy rozpoczęła pracę w prestiżowym piśmie „Kontynenty”. Powierzono jej dział Ameryki Łacińskiej, region, który początkowo był dla niej niemal nieznany. Dzikowska szybko jednak nadrobiła braki, błyskawicznie opanowała język hiszpański i w krótkim czasie stała się jedną z najlepszych polskich znawczyń kultur latynoamerykańskich. Podróże do Meksyku, Peru, Brazylii czy Argentyny były dla niej nie tylko reporterskimi wyprawami, lecz także terenowymi studiami nad sztuką, obrzędowością i codziennością lokalnych społeczności.

Równolegle ukończyła historię sztuki, co pozwalało jej profesjonalnie analizować spotykane podczas wypraw artefakty, oraz kurs operatora filmowego, dzięki któremu stała się w pełni samodzielną dokumentalistką. Ta rzadko spotykana w tamtych czasach kombinacja wiedzy, praktyki i niezależności sprawiła, że w przyszłym duecie z Halikiem była nie tylko współprowadzącą, lecz równorzędną autorką opowieści o świecie.

Spotkanie w Meksyku i pierwszy występ w Telewizji Polskiej

Po wielu latach pracy dla amerykańskiej sieci NBC Tony Halik w połowie lat 70. zdecydował się na powrót do Polski. Nie wracał jednak z pustymi rękami. Przywiózł ze sobą ogromne archiwum filmowe, setki godzin materiałów z miejsc, o których przeciętny widz w PRL-u mógł jedynie marzyć. Jego debiut na antenie Telewizji Polskiej był możliwy dzięki Ryszardowi Badowskiemu, twórcy programu „Klub sześciu kontynentów”. To właśnie tam, 10 kwietnia 1977 roku, w 118. odcinku cyklu, widzowie po raz pierwszy zobaczyli Tony’ego Halika i Elżbietę Dzikowską razem.

Jednak prawdziwy początek tej historii miał miejsce kilka lat wcześniej i tysiące kilometrów od Warszawy. W 1974 roku Halik i Dzikowska spotkali się w Meksyku. Dla niej było to zawodowe zadanie. Jako dziennikarka „Kontynentów” przygotowywała materiał i przeprowadzała z Halikiem wywiad. Dla niego było to jedno z wielu reporterskich spotkań. Szybko okazało się jednak, że nie jest to rozmowa jak każda inna.

Nie wymyśliliśmy w Meksyku programu „Pieprz i wanilia”. Jako że oboje interesowaliśmy się podróżami i poznawaniem świata, zanim zdecydowaliśmy, że zostaniemy parą na zawsze, postanowiliśmy zrobić razem coś ciekawego. Na przykład film. Podsunęłam mu pomysł: niech to będzie „Presencia del pasado”, „Obecność przeszłości”. Trzeba pokazać to, co się zachowało z dawnych wieków, przedhiszpańskich, jaka tradycja przetrwała. Zabytki – to oczywiste, ale także obyczaje.

— fragment książki Elżbiety Dzikowskiej „Ze mną przez świat. Pamiętnik wstecz” wydawnictwo Pascal 2025

To właśnie wtedy zawiązała się relacja, która z czasem przerodziła się nie tylko w związek partnerski, lecz także w prawdziwą rewolucję w polskim reportażu podróżniczym. Już w 1976 roku wspólnie zrealizowali ekspedycję do Vilcabamby, legendarnej, ostatniej stolicy Inków. Wyprawa ta stała się jednym z fundamentów ich późniejszej działalności, programów telewizyjnych i książek.

Halik szybko dostrzegł kompetencje Dzikowskiej i jej wyjątkową umiejętność porządkowania świata w opowieść. To on namówił ją, by zrezygnowała z pracy operatorki kamery. Uważał, że sam lepiej radzi sobie z techniczną stroną filmowania, natomiast jej naturalnym miejscem jest narracja, komentarz i merytoryczna dokumentacja wypraw. Ta decyzja okazała się kluczowa. Właśnie w takim podziale ról duet Halik–Dzikowska osiągnął swoją pełnię.

„Tam, gdzie pieprz rośnie” (1982–1983)

Pierwszy samodzielny cykl Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej — „Tam, gdzie pieprz rośnie” — zadebiutował na antenie Telewizji Polskiej w 1982 roku, w jednym z najtrudniejszych momentów historii kraju. Stan wojenny, poczucie izolacji i codzienna szarość sprawiały, że każdy obraz „z innego świata” miał dla widzów znaczenie szczególne.

Sam tytuł programu był wieloznaczny. Z jednej strony nawiązywał do potocznego określenia miejsc bardzo odległych, niemal mitycznych. Z drugiej — miał charakter autobiograficzny. Halik już wcześniej tak właśnie określał swoje filmy z podróży po obu Amerykach, krainach odległych nie tylko geograficznie, ale i mentalnie od realiów PRL-u.

W początkowym okresie emisji Elżbieta Dzikowska nie pojawiała się na ekranie. Powodem były ograniczenia i uwarunkowania stanu wojennego. Halik występował wówczas w duecie z Ryszardem Badowskim, znanym już widzom z „Klubu sześciu kontynentów”. Dopiero z czasem program zaczął przybierać formę, którą dziś uznajemy za klasyczną.

Cykl liczył 20 odcinków i był realizowany w domowym studiu pary w Międzylesiu. Decyzja o nagrywaniu we własnych czterech ścianach wynikała częściowo z ograniczeń sprzętowych i organizacyjnych ówczesnej telewizji, ale szybko stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych elementów ich programów. Widz miał wrażenie, że nie ogląda studyjnej audycji, lecz słucha opowieści snutej przy domowym stole.

Program „Tam, gdzie pieprz rośnie” opierał się przede wszystkim na materiałach filmowych z archiwum NBC, wzbogaconych komentarzami Halika i jego barwnymi opowieściami o życiu wśród Indian Amazonii. Już sama czołówka — rozpoczynająca się od słów: „Urodzony w Toruniu. Jest obywatelem Argentyny.” — budowała aurę niezwykłości i wprowadzała widza w świat, który wydawał się niemal nieosiągalny.

„Tam, gdzie rośnie wanilia” (1984–1985)

Drugi etap telewizyjnej działalności duetu Halik–Dzikowska rozpoczął się 9 grudnia 1984 roku. Program „Tam, gdzie rośnie wanilia” był naturalną kontynuacją wcześniejszego cyklu, ale jednocześnie wyraźnym krokiem naprzód. Tym razem Elżbieta Dzikowska występowała już w pełni jako współprowadząca, a podział ról między nią a Tonym Halikiem stał się czytelny i dojrzały.

Seria niemal w całości poświęcona była Ameryce Łacińskiej, kontynentowi, który dla obojga prowadzących stanowił przestrzeń szczególnej fascynacji. W programach pojawiały się zarówno opowieści o wielkich cywilizacjach prekolumbijskich, takich jak Inkowie czy Majowie, jak i refleksje nad współczesnymi problemami społecznymi regionu. Egzotyka nie była tu celem samym w sobie, lecz punktem wyjścia do opowieści o ludziach, historii i kulturze.

Program „Tam, gdzie rośnie wanilia” spotkał się z bardzo ciepłym przyjęciem widzów. Szybko ugruntował pozycję Halika i Dzikowskiej jako najważniejszego duetu podróżniczego Telewizji Polskiej. Symbolicznym potwierdzeniem tego statusu było przyznanie im prestiżowej nagrody „Złoty Ekran” w 1985 roku, która jasno pokazywało, że ich autorski styl i sposób opowiadania o świecie trafiły w potrzeby i wyobraźnię masowej publiczności.

„Pieprz i wanilia” (1986–1998)

Kulminacyjnym punktem telewizyjnej drogi Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej był cykl „Pieprz i wanilia”, który zadebiutował w 1986 roku i przez ponad dekadę pozostawał stałym elementem ramówki Telewizji Polskiej. Program trwał aż do śmierci Tony’ego Halika w 1998 roku, stając się jednym z najdłużej emitowanych cykli dokumentalnych w historii TVP.

Łącznie powstało ponad 300 odcinków. Sama nazwa programu była symbolicznym domknięciem wcześniejszych etapów ich pracy — połączeniem pieprzu i wanilii, czyli ostrości przygody z łagodnością i pięknem kultury. Ten kontrast doskonale oddawał charakter audycji, w której sensacja nigdy nie istniała bez refleksji, a egzotyka bez kontekstu.

Każdy, trwający około 40 minut odcinek, miał swoją rozpoznawalną, niemal rytualną strukturę. Program rozpoczynał się filmem z podróży, po którym następowała rozmowa w charakterystycznym „domowym” studiu, wypełnionym egzotycznymi pamiątkami, maskami, instrumentami i mapami. Ważnym elementem były także listy od widzów, na które prowadzący chętnie odpowiadali. W czasach przedinternetowych budowało to poczucie prawdziwej, dwustronnej relacji z publicznością.

W ramach „Pieprzu i wanilii” Halik i Dzikowska pokazali widzom niemal cały świat. Od Chin i Tajlandii, przez Australię i Nową Zelandię, aż po Tahiti, Hawaje oraz liczne kraje Afryki — m.in. Kenię, Tanzanię i Maroko. Dla wielu Polaków były to pierwsze, a często jedyne wizualne spotkania z tymi miejscami.

Śmierć Tony’ego Halika 23 maja 1998 roku była symbolicznym końcem pewnej epoki w polskiej telewizji. Nie oznaczała jednak końca misji, którą wspólnie rozpoczęli. Elżbieta Dzikowska podjęła ogromny wysiłek, by dorobek ich życia nie uległ rozproszeniu ani zapomnieniu.

Programy Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej – okno na świat w czasach izolacji

Dla przeciętnego mieszkańca Polski lat 80. podróżowanie było luksusem zarezerwowanym dla nielicznych. Paszporty przechowywano na komendach Milicji Obywatelskiej, a dostęp do walut wymienialnych pozostawał w sferze marzeń. Granice istniały nie tylko na mapach, ale i w codziennym myśleniu.

W tym kontekście programy Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej pełniły rolę znacznie ważniejszą niż czysto informacyjną. Były formą zbiorowej ucieczki od szarej rzeczywistości PRL-u, a dla wielu widzów — swoistą terapią. Przez czterdzieści minut można było zapomnieć o kartkach, kolejkach i politycznych komunikatach, przenosząc się w miejsca, gdzie świat wyglądał zupełnie inaczej.

Programy te uczyły myślenia o świecie w kategoriach dostępności, nawet jeśli była ona jedynie „telewizyjna”. Widzowie chłonęli każdy detal: sposób parzenia kawy w Etiopii, rytuały codzienności w Ameryce Południowej czy techniki budowy łodzi przez Indian Yanomami. Dla wielu było to pierwsze prawdziwe spotkanie z inną kulturą.

Wpływ programów Halika i Dzikowskiej nie ograniczał się do ekranu telewizora. Bezpośrednio przyczyniły się one do rozwoju polskiego ruchu podróżniczego. Zainspirowani widzowie ruszali w świat skromnymi „maluchami” — Fiatami 126p — docierając nimi do Indii, na Przylądek Północny czy do Afryki. To, co wcześniej wydawało się nieosiągalne, nagle zaczynało jawić się jako możliwe.

Ogromną rolę odgrywała także charyzma samego Tony’ego Halika. Jego niegasnący optymizm, charakterystyczny akcent i słynne pozdrowienie stały się trwałym elementem polskiej popkultury. Z kolei Elżbieta Dzikowska — kobieta niezależna, wykształcona i odważna — stała się wzorem dla całych pokoleń Polek. Pokazywała, że nauka, pasja i ciekawość świata mogą iść w parze z życiem pełnym przygód, nawet w rzeczywistości pełnej ograniczeń.

Studio w Międzylesiu i artefakty z podróży

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów programów Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej była ich scenografia. Nie była ona dziełem telewizyjnych dekoratorów, lecz autentycznym zapisem życia podróżników. Dom w Międzylesiu pod Warszawą, zakupiony na początku lat 80., stał się nie tylko ich bazą operacyjną, lecz także rozpoznawalnym studiem nagraniowym. To właśnie tam, pośród setek przywiezionych z wypraw przedmiotów, rodziły się opowieści o dalekich lądach.

Halik i Dzikowska nie traktowali pamiątek jako egzotycznych bibelotów zbierających kurz, lecz jako narzędzia do opowiadania i pomoce dydaktyczne. W programach pojawiała się między innymi broń plemienna z Amazonii — łuki, strzały i włócznie — zdobywane przez Halika podczas ryzykownych wypraw w latach 50. i 60. Prowadzący pokazywali także tkaniny z Chin i Indii oraz tradycyjne stroje, takie jak meksykańskie huipile, które pozwalały widzom lepiej zrozumieć różnice kulturowe i społeczne.

Szczególne miejsce zajmowała ceramika prekolumbijska — unikatowe figurki kultur zachodniego Meksyku, datowane na okres od około 200 roku p.n.e. do 800 roku n.e. Równie istotna była bogata kolekcja biżuterii etnicznej obejmująca ozdoby z Etiopii (m.in. plemion Mursi i Hamer), Ladakhu oraz Papui-Nowej Gwinei. Przedmioty te nie tylko przyciągały wzrok, ale niosły ze sobą opowieści o wierzeniach, statusie społecznym i codziennym życiu ich twórców.

Obecność tych artefaktów w studiu sprawiała, że widzowie mieli niemal namacalny kontakt z egzotyką. Halik i Dzikowska często demonstrowali, w jaki sposób dany przedmiot był używany, tłumaczyli jego funkcję i znaczenie. Dzięki temu programy zyskiwały charakter interaktywnego wykładu z antropologii stosowanej, przystępnego, żywego i pozbawionego akademickiego dystansu.

Okiem autora, czyli dlaczego wracam do programów Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej

Lata 80. wspominam szczególnie ciepło, bo to był czas mojego dorastania, jeszcze bez „dorosłych” problemów, w świecie, który ograniczał się do szkoły, książek i telewizora. W sobotnie i niedzielne popołudnia obowiązkowo oglądałem programy Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej: najpierw „Tam, gdzie pieprz rośnie”, później „Tam, gdzie rośnie wanilia”, a w końcu „Pieprz i wanilia”. Nie opuściłem ani jednego odcinka. Oni nie mówili — oni opowiadali. Z pasją, autentycznie, bez sztuczności typowej dla współczesnych „gadających głów”.

Niedawno, przy okazji porządków, natknąłem się na zestaw płyt DVD z odcinkami „Pieprzu i wanilii”. Trochę z nostalgii, a trochę z ciekawości postanowiłem je obejrzeć. I wtedy zadziałała magia. Zwykła płyta DVD stała się wehikułem czasu. Wróciły wspomnienia z lat 80., kiedy przed wysłużonym Rubinem z ekranem świecącym na czerwono albo na niebiesko wpatrywałem się w świat, którego wtedy nie mogłem dotknąć. Na współczesnym telewizorze program wyglądał jak z innej epoki, ale twarze i głosy były te same co kiedyś. Wystarczyło, że Tony Halik powiedział swoje charakterystyczne „Dzień dobry Państwu” i wszystko było jak dawniej.

W latach 80. nie zdawałem sobie sprawy, że opowieści Tony Halika wpajają mi ciekawość świata i późniejsze zamiłowanie do podróży. W tamtych czasach możliwości wyjazdów były mocno ograniczone — na wakacje można było pojechać do Czechosłowacji, NRD, ewentualnie Bułgarii czy Jugosławii. Kierunki z opowieści Halika — Peru, Seszele, Wyspy Kanaryjskie — były tak nieosiągalne, jak lot na Księżyc. Nikt w PRL-u nie wiedział wtedy, że kiedyś staniemy się obywatelami świata. Państwo starało się tę tożsamość ograniczyć, ale oni, Tony i Elżbieta, pokazywali ją w najpiękniejszej postaci: jako spotkanie z ludźmi i kulturą, nie tylko krajobrazami.

Dziś programy Tony’ego Halika i Elżbiety Dzikowskiej, choć technicznie zakorzenione w minionej epoce, pozostają aktualne. Przypominają, że podróż to przede wszystkim ciekawość świata, szacunek dla drugiego człowieka i radość z odkrywania tego, co nieznane. I że czasem wystarczy zwykła opowieść, żeby otworzyć całe pokolenia na świat.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *