Kiedy w 1977 roku Telewizja Polska pokazała serial „Noce i dnie” w reżyserii Jerzego Antczaka, mało kto przypuszczał, że ta produkcja na długo zapisze się w historii. Dziś mówi się o niej z nostalgią jak o dziele, które potrafiło przyciągnąć przed ekrany całą Polskę.
To była prawdziwa epopeja, nie tylko na ekranie, ale i w samej realizacji. Antczak podjął się bowiem tytanicznego zadania: przeniesienia na język filmu czterotomowej powieści Marii Dąbrowskiej, opisującej pół wieku z życia polskiej inteligencji i ziemiaństwa. W czasach PRL był to projekt niemal niemożliwy, ale też dowód, że telewizja potrafi sięgnąć po najwyższe literackie półki.
„Noce i dnie” nie były jedynie wierną ekranizacją. Serial stał się kulturowym zjawiskiem, które na lata ukształtowało zbiorową wyobraźnię Polaków o życiu pod zaborami. A wszystko to dzięki reżyserskiej wizji Antczaka i aktorskiej perfekcji, która sprawiła, że saga Niechciców stała się synonimem wielkiej adaptacji literackiej w polskiej telewizji.
Adaptacja powieści Marii Dąbrowskiej i geneza serialu
Ekranizacja tak monumentalnego dzieła, jak „Noce i dnie” Marii Dąbrowskiej, była przedsięwzięciem z gatunku tych szalonych. Sama powieść to przecież jedno z najważniejszych osiągnięć polskiej literatury XX wieku: wielowątkowa, rozpisana na dekady, zanurzona w historii i ludzkich emocjach. Dąbrowska ukazała w niej losy Polaków od upadku Powstania Styczniowego aż po wybuch I wojny światowej, a więc pół wieku przemian społecznych, moralnych i obyczajowych.
W centrum jej opowieści stoi Barbara Niechcic, kobieta z krwi i kości, pełna sprzeczności, emocji i tęsknoty za sensem życia. To właśnie jej spojrzeniem Dąbrowska maluje portret całego pokolenia. A że robi to z drobiazgową dokładnością, skupiając się na detalach i powolnym rytmie codzienności, to przełożenie tego świata na język telewizji wymagało od twórców nie lada wyczucia.
Zabierałem się do tej powieści kilka razy i za każdym razem coś mnie od Dąbrowskiej odrzucało. Aż w końcu przyszedł lipiec 1970 roku. Leżeliśmy na plaży, piękne słońce i morze, zasłużony odpoczynek, a tu Barańska mówi nagle: „Przed wyjazdem na urlop słyszałam w radiu, jak Gustaw Holoubek czytał Noce i dnie. A może byś to przeczytał?”.
— Jerzy Antczak w wywiadzie dla Wyborcza.pl Duży format – Jerzy Antczak: „Noce i dnie” czytałem z obłędem w oczach. Wiedziałem, że nie spocznę, póki nie przeniosę ich na ekran
Jerzy Antczak, reżyser i współautor scenariusza, wraz z Jadwigą Barańską podszedł do zadania z ogromnym szacunkiem dla oryginału. Nie próbował go uprościć ani „telewizyjnie przyspieszyć”. Wręcz przeciwnie — zachował intymny, refleksyjny ton powieści, pozwalając widzowi wejść w rytm życia Niechciców. Dzięki temu serial zachował nie tylko fabularny rdzeń książki, ale też jej humanistyczne przesłanie – opowieść o przemijaniu, poszukiwaniu sensu i końcu pewnej epoki.
Dwunastoodcinkowa struktura serialu dała widzom to, czego dziś brakuje w telewizji – czas na oddech, na poznanie bohaterów, na powolne dojrzewanie emocji. Każdy odcinek stanowił osobną całość, ale wszystkie razem układały się w epicką rzekę opowieści, która płynęła przez ludzkie losy, miłości i rozczarowania. To właśnie ta filmowa cierpliwość sprawiła, że widzowie mogli naprawdę zanurzyć się w świecie Dąbrowskiej i zrozumieć, dlaczego Barbara i Bogumił stali się tak bliscy tylu pokoleniom Polaków.
Noce i dnie – epicka saga o losach rodziny Niechciców
W centrum fabuły są Barbara z Ostrzeńskich (Jadwiga Barańska) i Bogumił Niechcic (Jerzy Bińczycki), dwoje ludzi, których los połączył nie z miłości, lecz z rozsądku. To przez ich relację, pełną czułości i zranień, nadziei i rozczarowań, oglądamy całą panoramę polskiego losu pod zaborami. Ich związek to nie romantyczna baśń, lecz prawdziwe życie z jego prozą, kompromisami i trudną sztuką bycia razem mimo różnic.
Barbara to kobieta z duszą niespokojną. Wiecznie tęskni, marzy, wspomina utracone ideały i młodzieńcze uczucia. Ma w sobie coś z poetki i buntowniczki zamkniętej w świecie obowiązków domowych. W Serbinowie czuje się jak uwięziona, rozdarta między codziennością a pragnieniem czegoś więcej. Ta emocjonalna huśtawka czyni z niej jedną z najbardziej złożonych kobiecych postaci w historii polskiej telewizji.
Barańska i Bińczycki to był niezrównany duet. Gdyby Bogumił odstawał od Barbary, ten film by się nie udał. Praca z nimi była rozkoszna i niezwykła. Do tego dochodziły jeszcze wyjątkowe zdjęcia Stanisława Lotha i muzyka Waldemara Kazaneckiego, zwłaszcza ten jego walc. W tym filmie mamy zresztą kreację aktorską za kreacją. Każdy epizod jest wysmakowany.
— Jerzy Antczak w wywiadzie dla „Dziennika Bałtyckiego” – Jerzy Antczak: „Noce i dnie” są pod specjalną pieczą siły wyższej [ROZMOWA]
Bogumił to jej przeciwieństwo – człowiek ziemi, twardo stąpający po niej, z prostą, ale głęboką mądrością. Praca daje mu sens i spokój. Nie szuka wielkich słów ani gestów, po prostu robi swoje z godnością i sumiennością. Właśnie w tej prostocie tkwi jego siła, ale też źródło nieporozumień z Barbarą, która chciałaby od życia czegoś więcej niż codzienności. A jednak, mimo emocjonalnych burz i wzajemnych pretensji, łączy ich coś trwalszego niż namiętność – szacunek, odpowiedzialność i poczucie wspólnego losu.
Matką chrzestną filmowego Bogumiła Niechcica jest Basia Ptak, kostiumolog „Nocy i dni”. Strzeliła bez namysłu: „Mam Bogumiła! W Krakowie. Nazywa się Jerzy Bińczycki… Wielki, zwalisty… W Biesach Dostojewskiego w Starym Teatrze jako kapitan Lebiadkin stworzył wielką kreację”.
— Jerzy Antczak w wywiadzie dla Wyborcza.pl Duży format – Jerzy Antczak: „Noce i dnie” czytałem z obłędem w oczach. Wiedziałem, że nie spocznę, póki nie przeniosę ich na ekran
Na drugim planie, równie istotnym, toczy się historia całej klasy społecznej – schyłek ziemiaństwa, które nie potrafi odnaleźć się w zmieniającym się świecie. Bogumił, choć sam ze szlacheckiego rodu, staje się raczej nowoczesnym zarządcą niż dziedzicem. Obserwujemy, jak powoli znika dawny porządek, a rodzi się nowa rzeczywistość ze społecznymi napięciami, rewolucyjnymi zrywami i narodzinami nowej inteligencji, w którą wpisują się losy dzieci Niechciców: Agnieszki i Tomasza.
Tłem dla ich osobistych dramatów są wielkie wstrząsy historii – rewolucja 1905 roku, nadciągająca wojna, zmiany, których nie da się już zatrzymać. Ale to właśnie na tym tle historia Barbary i Bogumiła nabiera szczególnej mocy, bo w świecie, który się rozpada, ich codzienna walka o sens i bliskość staje się najprawdziwszą formą heroizmu.
Siła „Nocy i dni” – aktorstwo, które przeszło do historii
Jeśli coś naprawdę zbudowało legendę „Nocy i dni”, to było to aktorstwo z najwyższej półki. Rzadko kiedy zdarza się, by duet głównych bohaterów tak doskonale niósł na swoich barkach całą opowieść. Jadwiga Barańska i Jerzy Bińczycki stworzyli role, które nie tylko zapisały się w historii kina, ale też w pamięci widzów – jakby żyli naprawdę, gdzieś w Serbinowie, obok nas.
Jadwiga Barańska jako Barbara Niechcic – to kreacja z duszą. Jej Barbara jest irytująca w swoim wiecznym niezadowoleniu, a zarazem przejmująco ludzka. Barańska pokazała ją z niezwykłą czułością jako kobietę pełną tęsknoty, niespełnienia i smutku, który nie ma jednego źródła. Wystarczy spojrzenie, drobny gest, ton głosu i już wiadomo, że pod tą zewnętrzną surowością kryje się ogromne serce i cicha rozpacz. To portret kobiety, która żyje między tym, co było, a tym, co nigdy nie nadejdzie. I może właśnie dlatego widzowie tak bardzo ją rozumieli.
Jerzy Bińczycki jako Bogumił Niechcic to zupełnie inny biegun – człowiek pracy, spokoju i prostych wartości. Jego Bogumił nie mówi wiele, ale w każdym jego słowie i geście jest coś, co budzi szacunek. To bohater bez patosu, taki, który po prostu „robi swoje” niezależnie od opinii innych. „Niech sobie myślą, co chcą” – to jego życiowa dewiza, a zarazem kwintesencja wewnętrznej wolności. Bińczycki zagrał tę postać z taką prostotą i ciepłem, że Bogumił na stałe wpisał się w wyobraźnię widzów jako symbol męskiej odpowiedzialności, spokoju i empatii.
Ale „Noce i dnie” to nie tylko duet Niechciców. Na drugim planie błyszczała cała plejada gwiazd, które dopisały do tej sagi swoje niezapomniane nuty. Elżbieta Starostecka jako Teresa Ostrzeńska – uosobienie urody, wdzięku i dawnej elegancji – była jak wspomnienie świata, który odchodzi. Stanisława Celińska w roli Agnieszki Niechcic wniosła młodzieńczą energię i bunt nowego pokolenia, które szukało własnej drogi w Polsce wchodzącej w XX wiek.
I wreszcie Karol Strasburger jako Józef Toliboski. Epizodyczna rola, a jednak absolutnie kultowa. Scena z nenufarami, gdy Toliboski brodzi w stawie, by zerwać kwiaty dla Barbary, to jeden z najbardziej symbolicznych momentów w historii telewizji. To nie tylko obraz romantycznej młodości. To cała tęsknota Barbary za tym, co utracone, zamknięta w kilku minutach filmowej poezji.
Nie sposób nie wspomnieć także Olgierda Łukaszewicza jako Janusza Ostrzeńskiego, który dopowiada ten świat od strony męskiej, intelektualnej, bardziej nowoczesnej. Wszystkie te kreacje razem tworzą fresk polskiego społeczeństwa przełomu wieków, z jego rozdarciem między starym światem ziemiańskich dworków a nowym, pełnym niepokoju porządkiem.
Wybitna realizacja i odbiór serialu
Jak na realia lat 70., „Noce i dnie” były przedsięwzięciem wręcz epickim. W czasach, gdy większość produkcji telewizyjnych powstawała w studiu, Jerzy Antczak stworzył widowisko o rozmachu filmowym, z ogromną dbałością o każdy detal. Autentyczne lokacje, tłumy statystów, dopracowane kostiumy i scenografia. Wszystko to miało jeden cel: przenieść widza do świata, który już przeminął, a który w serialu ożył z niezwykłą wiarygodnością.
Scenografia zachwycała realizmem – od skromnych, nieco zapadłych dworków po eleganckie salony, w których czuć było ducha minionej epoki. Każdy rekwizyt, tkanina i odcień światła zdawały się mówić: „to nie jest dekoracja, to świat, który trwał naprawdę”.
Dopełnieniem tej wizji były zdjęcia Stanisława Lotha, które nadały opowieści tonu malarskiego i poetyckiego. Miękkie światło, sepiowe barwy, długie ujęcia pól i sadów – wszystko to tworzyło melancholijny klimat przemijania, idealnie współgrający z losem Niechciców. To nie był tylko serial o historii, ale także o czasie, o tym, jak cicho i nieubłaganie wszystko się zmienia.

Noce i dnie
Serial jest epicką sagą przedstawiającą losy rodziny Barbary i Bogumiła Niechciców na tle przemian społecznych i historycznych w latach 1865-1914.
I oczywiście muzyka Waldemara Kazaneckiego. Słynny walc z „Nocy i dni” trudno dziś pomylić z jakimkolwiek innym utworem. Delikatny, a jednocześnie przeszywający. Z jednej strony jest w nim nostalgia, z drugiej – jakiś rodzaj ukojenia. Gdy rozbrzmiewał, widzowie czuli, że oto nadchodzi moment ważny, że za chwilę coś się wydarzy. Do dziś ten motyw potrafi wywołać ciarki u każdego, kto choć raz oglądał scenę z nenufarami.
Premiera serialu była wydarzeniem na skalę narodową. W niedzielne wieczory ulice pustoszały. Polacy odnajdywali w Barbarze i Bogumile coś bardzo swojego – odbicie własnych rodzinnych historii, trudów codzienności, poczucia obowiązku i tęsknoty za czymś nieuchwytnym. Krytycy chwalili Antczaka za wierność literackiemu pierwowzorowi, głębię psychologiczną i filmową perfekcję. Dla wielu do dziś jest to wzorzec adaptacji prozy historycznej, której udało się zachować duszę oryginału, a jednocześnie przemówić do serc widzów.
Wersja kinowa i międzynarodowy sukces
Równolegle z serialem, który zapewniał widzom dogłębne doświadczenie epickiej sagi, powstała również wersja kinowa. Była ona, siłą rzeczy, skondensowaną, ponad czterogodzinną wariacją tej samej narracji. Z konieczności pominięto w niej wiele subtelności psychologicznych i rozbudowanych wątków, skupiając się na głównych punktach fabularnych oraz najbardziej widowiskowych scenach. To właśnie ta filmowa wersja stała się prawdziwą wizytówką polskiej kinematografii za granicą. Kinowa dystrybucja pozwoliła dotrzeć do szerokiej, międzynarodowej publiczności, która nie miała dostępu do dwunastoodcinkowej wersji telewizyjnej.
Apogeum międzynarodowego uznania nastąpiło w 1977 roku, kiedy film „Noce i dnie” został nominowany do Oscara w kategorii Najlepszy Film Nieanglojęzyczny. Choć ostatecznie statuetkę zdobył inny obraz, to już sama nominacja była ogromnym wyróżnieniem dla polskiego kina i dowodem na uniwersalność sagi Niechciców.
Jeszcze wcześniej, na 27. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie, Jadwiga Barańska otrzymała prestiżowego Srebrnego Niedźwiedzia za swoją poruszającą, wielowymiarową kreację Barbary Niechcic. Nagroda ta potwierdziła, że jej rola została doceniona nie tylko w kraju, lecz także przez światową krytykę.
Sukces berliński i oscarowa nominacja sprawiły, że dzieło Jerzego Antczaka trwale wpisało się w historię nie tylko polskiej, ale i światowej adaptacji literackiej.
Okiem autora
„Noce i dnie” to dla mnie coś więcej niż tylko ekranizacja klasycznej powieści czy majstersztyk realizacyjny. To serial, który był lekcją wrażliwości, cierpliwości i zrozumienia przemijania. W dzieciństwie nie potrafiłem jeszcze w pełni pojąć, dlaczego Barbara Niechcic tak często spogląda w dal, jakby czegoś wypatrywała, ani dlaczego Bogumił z pokorą dźwigał ciężar codzienności. Ale z wiekiem te postacie zaczęły mówić do mnie coraz wyraźniej. Jakby przypominały, że życie składa się nie tylko z wielkich wydarzeń, lecz z cichych chwil, które mijają niezauważenie, a później bolą swoją nieobecnością.
Kiedy dziś wracam do tego serialu, uderza mnie jego spokój. Nie ma tu pośpiechu, nie ma fajerwerków, nie ma próby przypodobania się widzowi. Jest za to prawda o człowieku, o potrzebie bliskości, o nieuchronnym przemijaniu, o tym, że każde „dzień dobry” ma w sobie cień przyszłego „żegnaj”. Może właśnie dlatego ten walc Kazaneckiego tak mocno chwyta za serce, bo przypomina, że wszystko, co kochamy, kiedyś odchodzi, ale zostaje w nas muzyka wspomnień.
„Noce i dnie” to film, który się nie starzeje, bo mówi o tym, co w nas najtrwalsze. O miłości, która nie zawsze jest łatwa. O pracy, która czasem boli. I o godności, której nie da się kupić. A kiedy dziś, po latach, słyszę pierwsze takty walca, wciąż czuję to samo co wtedy — ciepło, tęsknotę i cichą wdzięczność za to, że telewizja potrafiła kiedyś opowiadać o życiu tak prawdziwie.







