Kariera Nikodema Dyzmy – serial, który wciąż jest aktualny

Kariera Nikodema Dyzmy to kultowy serial PRL o mechanizmach władzy, karierze bez kompetencji i społecznym złudzeniu. Analiza fabuły i aktualności.

„Kariera Nikodema Dyzmy” to jeden z tych seriali, które w polskiej telewizji urastają do rangi punktu odniesienia. Wyemitowana w 1980 roku adaptacja powieści Tadeusza Dołęgi-Mostowicza nie była tylko kolejną produkcją obyczajową. Stała się przenikliwym komentarzem do rzeczywistości, w której przyszło ją oglądać. Powstała u schyłku dekady gierkowskiej, w czasie narastającego kryzysu i społecznego rozczarowania, trafiała w nastroje widzów z niemal niepokojącą celnością.

Literacki pierwowzór, wydany w 1932 roku, był dziełem dalekim od niewinnej satyry. Dołęga-Mostowicz napisał „Karierę Nikodema Dyzmy” jako akt buntu i osobistego rozliczenia z elitami sanacyjnej Polski. Jako dziennikarz śledczy bezkompromisowo punktował patologie władzy, za co w 1927 roku zapłacił wysoką cenę – został brutalnie pobity przez nieznanych sprawców. Powieść o karierze ignoranta wyniesionego na salony przez układy i ludzką pychę była więc literacką zemstą, ale też gorzką diagnozą społeczeństwa, które samo stworzyło swojego antybohatera.

Jan Rybkowski, podejmując się realizacji serialu w 1980 roku, wracał do materiału doskonale sobie znanego. Już w 1956 roku nakręcił filmową wersję „Kariery Nikodema Dyzmy” z Adolfem Dymszą w roli głównej. Dopiero jednak formuła siedmioodcinkowego serialu pozwoliła w pełni rozwinąć skrzydła tej opowieści – pogłębić psychologię postaci, wybrzmieć wszystkim wątkom i zbudować szeroki, panoramiczny obraz II Rzeczypospolitej.

Produkcja Zespołu Filmowego „Silesia” stała się jednocześnie wielkim aktorskim popisem. Na ekranie pojawiła się cała plejada najwybitniejszych nazwisk polskiego kina i teatru, a sam Nikodem Dyzma – w serialowej odsłonie – zyskał nowy, niezapomniany wymiar. Premiera pierwszego odcinka w dniu 6 kwietnia 1980 roku, przypadła na moment szczególny – tuż przed społecznym przesileniem, które wkrótce miało odmienić Polskę. Dzięki temu serial oglądany był nie tylko jako opowieść o przeszłości, ale także jako niepokojąco aktualna przypowieść o mechanizmach władzy i ludzkiej naiwności.

Podwójna reżyseria i wyzwania realizacyjne

Kulisy powstawania „Kariery Nikodema Dyzmy” same w sobie mogłyby posłużyć za gotowy scenariusz. Prace nad serialem naznaczone były dramatycznym zwrotem akcji, związanym ze stanem zdrowia Jana Rybkowskiego. To on – jako główny reżyser i współautor scenariusza – nadał całości ton elegancji, pewnej powściągliwości i charakterystycznej, lekko ironicznej refleksyjności. W trakcie realizacji ciężko jednak zachorował i musiał wycofać się z dalszej pracy na planie.

Ster przejął wówczas Marek Nowicki, dotychczasowy operator zdjęć i współscenarzysta. Zadanie nie należało do łatwych. Należało dokończyć serial tak, by widz nie odczuł gwałtownej zmiany stylu ani narracyjnych pęknięć. Co ciekawe, Nowickiemu nie tylko udało się zachować ciągłość wizualną i dramaturgiczną, ale też wnieść do „Dyzmy” świeższą energię i większą dynamikę pracy kamery, charakterystyczną dla młodszego pokolenia filmowców.

Efekt tej nieplanowanej współpracy okazał się zaskakująco spójny. Staroświecki sznyt i elegancja Rybkowskiego spotkały się tu z bardziej nowoczesnym, ruchliwym obrazem Nowickiego, tworząc styl, który do dziś pozostaje jednym z największych atutów serialu. Nad scenariuszem pracował również Witold Orzechowski, a cała ekipa musiała dodatkowo lawirować pomiędzy zapisami powieści Dołęgi-Mostowicza a realiami ówczesnej cenzury. Skutkowało to m.in. pewnymi przesunięciami geograficznymi i fabularnymi w porównaniu z literackim pierwowzorem.

Twórcy przywiązywali ogromną wagę do wiarygodnego oddania realiów epoki, co szczególnie widać w doborze plenerów. Choć akcja serialu rozgrywa się głównie w Warszawie oraz w fikcyjnym majątku Koborowo na Kresach, zdecydowaną większość zdjęć zrealizowano w Łodzi. Monumentalne kamienice i pałace dawnych fabrykantów bez trudu „zagrały” stolicę lat 20. XX wieku. Z kolei Zaborów stał się serialowym Koborowem, a ogrody w Nieborowie posłużyły jako tło dla kluczowych scen, budując sugestywny obraz arystokratycznego luksusu – świata będącego całkowitym przeciwieństwem nizin społecznych, z których wyrastał Nikodem Dyzma.

Roman Wilhelmi jako Nikodem Dyzma

Nie ma przesady w stwierdzeniu, że bez Romana Wilhelmiego ten serial nie miałby tej samej siły rażenia. Choć w 1980 roku aktor był już uznaną postacią teatru i kina, to właśnie Nikodem Dyzma okazał się rolą, która na zawsze przykleiła się do jego nazwiska – i to w najlepszym możliwym sensie.

Wilhelmi pracował w sposób niemal obsesyjny, co doskonale oddaje jego legendarną już etykę zawodową. Izolował się od reszty ekipy, każdą wolną chwilę poświęcając analizie tekstu i budowaniu postaci. Rejestrował uwagi reżysera na magnetofonie i odsłuchiwał je codziennie przed rozpoczęciem zdjęć – podobno nawet podczas porannych wizyt na basenie w hotelu Victoria. Dla niego rola nie kończyła się wraz z zejściem z planu. Dyzma był obecny w nim przez cały czas.

Nikodem Dyzma – z tym miałem pewien problem, nie chciałem powtórzyć karykatury, którą w latach pięćdziesiątych – zresztą znakomicie – na ekranie zagrał Adolf Dymsza, zachowując ten właściwy mu dystans i urok. Musiał być to Dyzma bardziej prawdziwy, osadzony w epoce.

— Roman Wilhelmi w rozmowie z „Dziennikiem Zachodnim” (nr 130/1990)

Stworzona przez Wilhelmiego postać daleka jest od prostej karykatury. Aktor uniknął łatwego efektu „prostaka z awansu”, zamiast tego budując bohatera wielowymiarowego i niepokojąco prawdziwego. Jego Dyzma przechodzi wyraźną, psychologicznie wiarygodną ewolucję – od zaszczutego, zagubionego bezrobotnego po człowieka pewnego siebie, twardego i bezwzględnego. Sam Wilhelmi przyznawał, że była to realizacja jego aktorskich marzeń o roli silnej i dominującej, ale jednocześnie wewnętrznie tragicznej. Jako jeden z punktów odniesienia wskazywał Marlona Brando, od którego zapożyczył sposób budowania postaci pozornie nieprzeniknionej, a w środku pełnej napięć i lęków.

Aktorstwo Wilhelmiego zawsze balansowało pomiędzy ogromnym dystansem do siebie a niezwykłą wrażliwością. Na planie bywał indywidualistą, czasem nawet trudnym partnerem, ale gdy trafiał na aktorów „z tej samej ligi”, potrafił całkowicie zapomnieć o ego i tworzyć wybitne duety. W „Karierze Nikodema Dyzmy” szczególnie wyraźnie widać to w scenach z Grażyną Barszczewską i Bronisławem Pawlikiem. Popularność serialu sprawiła, że dialogi i powiedzonka na stałe weszły do języka potocznego, a sam Wilhelmi stał się dla wielu widzów uosobieniem aktorskiego profesjonalizmu.

Produkcja dążyła do rezygnacji z Wilhelmiego, bo on stawiał warunek, że w trakcie zdjęć wyjedzie do Bułgarii, żeby dokończyć „Zapach psiej sierści” Jana Batorego. Po trzech tygodniach wrócił tak opalony, że na jego dłonie musiałem mieć osobny reflektor. Charakteryzacja też nad tym pracowała.

— Marek Nowicki w wywiadzie dla Gazeta.pl – „Produkcja nie chciała Wilhelmiego w roli Dyzmy”. Wspomnienia operatora „Chłopów” i „Kariery Nikodema Dyzmy”

Znaczenie „Kariery Nikodema Dyzmy” dla dalszej drogi artystycznej Wilhelmiego było trudne do przecenienia. To właśnie ta rola otworzyła mu drogę do kolejnej wielkiej kreacji – Stanisława Anioła w „Alternatywach 4” Stanisława Barei. Choć Anioł funkcjonuje w zupełnie innej rzeczywistości, łączy go z Dyzmą ten sam gen małości, pychy i talentu do manipulowania otoczeniem. Wilhelmi stał się mistrzem portretowania „małych wielkich ludzi”, postaci, które dzięki systemowym lukom i ludzkiej naiwności potrafią przejąć władzę nad losem innych.

Główne role i ich znaczenie w serialu

Jednym z największych atutów „Kariery Nikodema Dyzmy” jest obsada aktorska. Serial stał się prawdziwą paradą najwybitniejszych aktorów tamtego czasu, a każda z postaci – nawet drugoplanowa – została napisana i zagrana w sposób wybitny. To właśnie dzięki nim opowieść o przypadkowym karierowiczu zyskuje wymiar uniwersalnej przypowieści.

Nikodem Dyzma w kreacji Romana Wilhelmiego to bezrobotny urzędnik, który dzięki splotowi okoliczności, ludzkiej głupocie i własnej bezczelności wspina się po szczeblach władzy. Jest figurą ponadczasową – symbolem karierowicza, który może pojawić się w każdej epoce i w każdym systemie, jeśli tylko znajdzie odpowiednie warunki.

Zygmunt Krzepicki, grany przez Jerzego Bończaka, to sekretarz Dyzmy i zarazem jeden z najbardziej niepokojących bohaterów serialu. Cyniczny, inteligentny i pozbawiony złudzeń, szybko dostrzega w Dyzmie idealne narzędzie do realizacji własnych ambicji. To on jest faktycznym architektem wielu sukcesów swojego przełożonego – cichym reżyserem wydarzeń, działającym zza kulis.

Nina Ponimirska w interpretacji Grażyny Barszczewskiej uosabia naiwność i oderwanie od rzeczywistości wyższych sfer. Jej uczucie do Dyzmy nie tylko napędza wątek melodramatyczny, ale przede wszystkim pełni funkcję „legitymizacji” bohatera w oczach salonów. Jeśli arystokratka go kocha – musi być kimś ważnym.

Leon Kunicki, grany przez Bronisława Pawlika, to były lichwiarz i jedna z najbardziej tragikomicznych postaci serialu. Jako pierwszy bierze Dyzmę za wpływowego polityka i tym samym uruchamia lawinę nieporozumień. Kunicki jest człowiekiem sprytnym, ale zarazem ślepym na własne iluzje – ofiarą systemu, który sam pomaga podtrzymywać.

Szczególną rolę pełni Żorż Ponimirski grany przez Jerzego Bończaka. Brat Niny, uznawany za obłąkanego ekscentryka, jako jedyny od początku widzi Dyzmę takim, jakim ten naprawdę jest. W strukturze opowieści pełni funkcję szekspirowskiego błazna – postaci wyśmiewanej i marginalizowanej, która paradoksalnie mówi najwięcej prawdy.

Pułkownik Wacław Wareda, w którego wcielił się Leonard Pietraszak, reprezentuje środowisko wojskowe. Lojalny, prostolinijny i ufny, staje się jednym z najbliższych sprzymierzeńców Dyzmy, wprowadzając go w kręgi towarzysko-rządowe. To dzięki takim ludziom bohater zyskuje pozory wiarygodności.

Minister Jaszuński, grany przez Tadeusza Plucińskiego, jest esencją zepsutych elit – próżnych, podatnych na pochlebstwa i skupionych na prywatnych interesach. Jego łatwowierność i prywata tworzą dla Dyzmy idealne środowisko do politycznej ekspansji.

Przeciwwagą dla tej galerii postaci jest Jan Terkowski w interpretacji Mariusza Dmochowskiego – szef gabinetu premiera i główny przeciwnik Dyzmy. Reprezentuje on „stary” aparat władzy, przekonany o własnej trwałości i racjonalności. Przegrywa jednak nie z powodu braku kompetencji, lecz dlatego, że nie potrafi uwierzyć, iż system może zostać rozmontowany przez bezczelnego uzurpatora.

Analiza fabuły serialu – kariera… od mandolinisty do premiera

Siedmioodcinkowy serial pozwala z niemal kronikarską precyzją prześledzić drogę Nikodema Dyzmy na sam szczyt. Już w pierwszym odcinku poznajemy bohatera w punkcie absolutnego zera. To zredukowany urzędnik pocztowy z prowincjonalnego Łyskowa, który w Warszawie desperacko szuka jakiejkolwiek pracy – jako mandolinista lub fordanser. Jego sytuacja materialna jest dramatyczna, a jedynym przedmiotem, który daje mu iluzję lepszego świata, jest frak. Ten symbol aspiracji i niespełnionych marzeń stanie się dla Dyzmy przepustką do zupełnie innej rzeczywistości.

Momentem przełomowym okazuje się przypadkowe znalezienie zaproszenia na raut rządowy. To właśnie tam dochodzi do sceny, która uruchamia całą lawinę wydarzeń – awantury z Janem Terkowskim o strącony talerzyk. W normalnych warunkach byłby to ordynarny wybuch chamstwa, lecz w świecie salonowej hipokryzji zostaje on odczytany jako dowód charakteru, odwagi i niezależności. Dyzma, nieświadomie, idealnie trafia w oczekiwania znudzonych elit.

W kolejnych odcinkach akcja przenosi się do majątku Koborowo. Zatrudniony przez Leona Kunickiego jako administrator, Dyzma staje przed zadaniem, które kompletnie go przerasta. Nie ma żadnej wiedzy o rolnictwie ani ekonomii, ale właśnie tutaj ujawnia się jego najważniejsza cecha – instynkt przetrwania. Zamiast przyznać się do niewiedzy, nocami wertuje księgi gospodarcze, a w ciągu dnia przyjmuje pozę człowieka małomównego i zamyślonego. Otoczenie interpretuje to jako oznakę wielkiego umysłu i nieprzeciętnej przenikliwości.

Kadr z serialu Kariera Nikodema Dyzmy

Kariera Nikodema Dyzmy

Serial opowiada o zawrotnej karierze Nikodema Dyzmy, który przez przypadek ale również dzięki sprytowi robi karierę i trafia na szczyt władzy.

W Koborowie rozwija się również wątek obyczajowy. Romans z Niną Ponimirską dodatkowo uwiarygadnia Dyzmę w oczach arystokracji, a jego relacja z Żorżem nabiera coraz bardziej dwuznacznego charakteru. Uznawany za szaleńca brat Niny wyjawia Nikodemowi tajemnice majątku Kunickiego, co pozwala bohaterowi sięgnąć po szantaż i ostatecznie ugruntować swoją pozycję.

Prawdziwy punkt kulminacyjny rozgrywa się jednak w rządowych gabinetach Warszawy. Dyzma zostaje mianowany prezesem Państwowego Banku Zbożowego i w krótkim czasie zaczyna funkcjonować jako „mąż opatrznościowy” polskiej gospodarki. Jego sukcesy są w dużej mierze zasługą innych – przede wszystkim sprytnego Krzepickiego – oraz serii szczęśliwych zbiegów okoliczności, które system interpretuje jako dowód geniuszu.

Serial z wyjątkową precyzją obnaża również mechanizm tzw. „loży dwunastu” – wpływowych kobiet z towarzystwa, które poprzez intrygi, protekcję i wzajemne przysługi budują karierę Dyzmy. To one w kluczowych momentach ratują go z opresji, zwłaszcza gdy Terkowski zaczyna odkrywać jego kompromitującą przeszłość.

Finałowa scena, w której Nikodem Dyzma otrzymuje propozycję stworzenia rządu, stanowi gorzką i bezlitosną puentę całej opowieści. Państwo, w którym oszust może zostać premierem nie przez kompetencje, lecz przez układy, pozory i zbiorową hipokryzję, okazuje się konstrukcją fasadową – efektowną na zewnątrz, lecz skazaną na nieuchronny upadek.

Adaptacja literacka a cenzura i zmiany w scenariuszu

Przeniesienie „Kariery Nikodema Dyzmy” z kart powieści Dołęgi-Mostowicza na ekran telewizyjny wymagało od Jana Rybkowskiego i Marka Nowickiego całej serii kompromisów. Wynikały one nie tylko z ograniczeń technicznych czy specyfiki medium, ale przede wszystkim z realiów politycznych PRL. Mimo to scenariusz pozostaje stosunkowo wierny literackiemu pierwowzorowi, choć uważny widz bez trudu dostrzeże wprowadzone modyfikacje.

Jedną z najbardziej zauważalnych zmian są okoliczności, w jakich Dyzma wchodzi w posiadanie zaproszenia na raut. W powieści Dołęgi-Mostowicza gubi je goniec wsiadający do tramwaju. W serialu zaproszenie zostaje znalezione przypadkowo na ulicy, co upraszcza sytuację i pozbawia ją części społecznego kontekstu, ale jednocześnie czyni ją bardziej neutralną politycznie.

Cenzura PRL najdotkliwiej zaznaczyła swoją obecność w kwestiach geograficznych i obyczajowych. Ponieważ po II wojnie światowej Grodno i Łuck znalazły się w granicach ZSRR, twórcy musieli zmienić nazwy miast i lokalizacje instytucji, by nie drażnić radzieckiego sojusznika. W ten sposób dyrekcja lasów z Grodna przeniosła się do Białegostoku, a kresowa topografia II Rzeczypospolitej została w serialu wyraźnie „wygładzona”.

Równie wyraźnie ingerowano w wątki obyczajowe. Lesbijski związek Kasi Kunickiej z Niną Ponimirską, w powieści nakreślony dość jednoznacznie, w serialu został zredukowany do niejasnych motywów zazdrości i emocjonalnego napięcia. Wpisywało się to w ówczesne granice obyczajowe telewizji publicznej.

Z ekranowej wersji zniknęły także wątki szczególnie drażliwe lub brutalne. Usunięto m.in. historię Oskara Hella, fałszywie oskarżonego przez Dyzmę o szpiegostwo na rzecz Rosji, a także scenę dożynek, w której bohater bezwzględnie wykorzystuje wiejską dziewczynę. Te fragmenty literackiego oryginału czyniły Dyzmę postacią znacznie mroczniejszą i trudniejszą do zaakceptowania.

W efekcie serialowy Nikodem Dyzma stał się bohaterem nieco bardziej „oswojonym” – sprytnym, bezczelnym cwaniakiem, z którym widz mógł się w pewnym stopniu utożsamić.

Fenomen socjologiczny: Dyzma jako lustro epoki

Premiera „Kariery Nikodema Dyzmy” w 1980 roku szybko przerodziła się w wydarzenie społeczne o wyjątkowej sile oddziaływania. Widzowie w całej Polsce bez trudu odnaleźli w historii tytułowego bohatera lustrzane odbicie własnej codzienności. Mechanizm błyskawicznego awansu człowieka znikąd – pozbawionego realnych kompetencji, za to wyposażonego w tupet i bezwzględność – był w realiach schyłkowego PRL aż nazbyt znajomy. Kariery budowane na układach, lojalności i pozorach stanowiły element systemu, z którym społeczeństwo obcowało na co dzień.

Choć serial formalnie opowiadał o II Rzeczypospolitej, satyra wymierzona w elity sanacyjne została przez widzów odczytana jako czytelna, choć zakamuflowana krytyka ówczesnej nomenklatury. Kostium historyczny pełnił rolę bezpiecznika, ale sens pozostawał jasny: władza, która przestaje weryfikować kompetencje, sama produkuje swoich Dyzmów.

Postać Nikodema szybko urosła do rangi archetypu. Pojęcie „dyzmizmu” weszło na stałe do języka publicznego i politologicznego jako określenie zjawiska obejmowania wysokich stanowisk przez osoby przypadkowe i nieprzygotowane. Popularność serialu dowiodła, że polskie społeczeństwo ma ogromny apetyt na opowieści demaskujące mechanizmy władzy – nawet jeśli prawda zostaje podana w historycznym przebraniu.

Ogromną rolę odegrała tu kreacja Romana Wilhelmiego. Aktor potrafił wydobyć z Dyzmy nie tylko jego prymitywizm i bezczelność, ale także tragizm człowieka uwięzionego we własnym kłamstwie i wizerunku, który sam stworzył. Dzięki temu bohater nie stał się jedynie groteskową figurą, lecz postacią niepokojąco ludzką. To właśnie ta ambiwalencja sprawiła, że „Kariera Nikodema Dyzmy” przekroczyła granice swojej epoki i do dziś pozostaje jedną z najbardziej aktualnych diagnoz społecznych w historii polskiej telewizji.

Okiem autora, czyli każde pokolenie ma swojego Dyzmę

Im dłużej ogląda się „Karierę Nikodema Dyzmy”, tym trudniej traktować ją wyłącznie jako opowieść o konkretnej epoce czy ustroju. Bo Dyzma nie jest produktem ani II Rzeczypospolitej, ani PRL. Dyzma jest produktem systemu jako takiego – każdego systemu, w którym pozory zaczynają znaczyć więcej niż kompetencje, a pewność siebie bywa mylona z mądrością.

W każdej epoce pojawia się ktoś, kto „spada na cztery łapy”. Kto wychodzi cało z sytuacji, które innych by pogrążyły. Kto zawsze znajdzie się we właściwym miejscu i czasie, choć nie do końca wiadomo dlaczego. Dyzma nie jest geniuszem ani demonem – jest lustrem. Odbija słabości otoczenia, naiwność elit, potrzebę wiary w prostą odpowiedź i silną rękę. Gdyby nie system, który go akceptuje i nagradza, pozostałby nikim. Ale system zawsze jest gotów go przyjąć.

Patrząc na współczesność, trudno nie zadać sobie pytania: jak wyglądałaby kariera Dyzmy dziś? Czy błądziłby po ministerialnych korytarzach, czy raczej po feedzie Instagrama? Być może zamiast fraka miałby perfekcyjnie skrojony wizerunek, a zamiast zaproszenia na raut – viralowy filmik. Dzisiejszy Dyzma nie musiałby znać się na gospodarce ani polityce. Wystarczyłoby, że umiałby mówić głośno, prosto i z absolutnym przekonaniem. Resztę zrobiłyby algorytmy i publiczność spragniona prostych narracji.

Media społecznościowe sprzyjają Dyzmom. Premiują pewność siebie, skrót myślowy i widowiskowość. Kompetencje schodzą na dalszy plan, a prawda przegrywa z atrakcyjną opowieścią. W takim świecie Dyzma nie tylko miałby szansę zaistnieć – on czułby się jak ryba w wodzie. I podobnie jak jego literacki pierwowzór, niekoniecznie musiałby kłamać świadomie. Wystarczyłoby, że wszyscy wokół chcieliby w niego wierzyć.

Być może właśnie dlatego „Kariera Nikodema Dyzmy” wciąż działa tak mocno. Nie dlatego, że opowiada o przeszłości, lecz dlatego, że niepokojąco trafnie opisuje teraźniejszość. Każde pokolenie ma swojego Dyzmę. Różnią się tylko dekoracje, język i narzędzia. Mechanizm pozostaje ten sam. I dopóki będziemy go nagradzać, dopóty Dyzma – w takiej czy innej formie – zawsze będzie wracał.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *