Niektóre programy telewizyjne nie tylko bawią czy uczą, ale wręcz stają się częścią wspomnień całego pokolenia. Tak właśnie było z „Telerankiem” – kultowym programem dla dzieci i młodzieży, który przez wiele lat towarzyszył niedzielnym porankom młodych widzów w czasach PRL.
W okresie, gdy oferta Telewizji Polskiej była dość skromna, „Teleranek” wyróżniał się jako wartościowa i przemyślana propozycja edukacyjno-rozrywkowa. Jego siła tkwiła w prostocie, uniwersalnym przekazie i umiejętności trafiania w potrzeby dzieci – niezależnie od zmieniających się realiów. Trudno się więc dziwić, że program nadawano nieprzerwanie od 1972 aż do 2009 roku. To nie tylko rekord, ale i dowód na to, jak mocno „Teleranek” zakorzenił się w polskiej kulturze.
Narodziny „Teleranka” i jego złote lata
„Teleranek” po raz pierwszy pojawił się na ekranach we wrześniu 1972 roku i szybko zyskał status programu obowiązkowego dla młodych widzów. Przez kolejne dekady gościł w niedzielne poranki w Programie 1 Telewizji Polskiej – początkowo zawsze o godzinie 9:00, co z czasem stało się swoistym rytuałem dla tysięcy dzieci w całym kraju. Zmiany pory emisji w późniejszych latach wpływały już nieco na spadek oglądalności, ale przez długi czas ta dziewiąta rano była świętością.
Jednym z najbardziej zapadających w pamięć elementów „Teleranka” była jego czołówka. Animowany kogucik, który punktualnie o 9:00 wskakiwał na płot i zaczynał piać, stał się dla wielu sygnałem, że niedziela się naprawdę zaczęła. Początkowo sekwencja ta była czarno-biała, jednak od 1974 roku – dzięki pracy Studia Miniatur Filmowych w Warszawie – nabrała kolorów i jeszcze większego uroku.
Ludzie, którzy stworzyli „Teleranek”
Za sukcesem „Teleranka” stali nie tylko pomysłodawcy, ale też charyzmatyczni prowadzący, którzy potrafili nawiązać prawdziwą więź z młodą widownią. Wśród twórców warto wymienić przede wszystkim Macieja Zimińskiego – szefa redakcji programów dziecięcych TVP, którego wizja była kluczowa dla narodzin programu. Choć – jak sam mówił – po trzech latach „oddał program młodszym”, jego wkład był nie do przecenienia.
Zimiński to postać o szerokich horyzontach: to on zainicjował akcję „Niewidzialna Ręka” oraz sprowadził do Polski popularnego wówczas „Zorro”. W „Teleranku” dążył do tego, by nie tyle mówić dzieciom, co mają robić, ile inspirować je do działania, rozwijać w nich poczucie odpowiedzialności i szacunek dla innych.
Jedną z najbardziej lubianych postaci związanych z programem był Tadeusz Broś – prowadzący o błyskotliwym umyśle, niepowtarzalnym poczuciu humoru i niezwykłym darze opowiadania. W czasach jego największej popularności „Teleranek” potrafił zgromadzić przed ekranami nawet 10 milionów widzów – co czwarty Polak śledził wtedy niedzielny poranek z TVP.
Niestety, los Tadeusza Brosia to także smutna opowieść o cieniu, jaki rzucała transformacja ustrojowa na życie wielu osób publicznych. Po odejściu z telewizji zmagał się z chorobą alkoholową, wpadł w poważne tarapaty finansowe, a ostatecznie znalazł się na ulicy. Zmarł w samotności – zapomniany przez media, które kiedyś go oklaskiwały.
W późniejszych latach w „Teleranku” zaczęli pojawiać się także młodzi współprowadzący – m.in. Joanna Jabłczyńska i Marcin Dobrowolski. Ich obecność sprawiała, że program jeszcze bardziej przemawiał do rówieśników przed telewizorami, budując poczucie wspólnoty i bliskości.
Co można było zobaczyć w „Teleranku”?
„Teleranek” był magazynem telewizyjnym, który w wyjątkowy sposób łączył treści edukacyjne z rozrywką. Każde wydanie składało się z krótkich segmentów poświęconych różnym tematom – od przyrody, przez majsterkowanie, aż po książki. Ich siłą były bogate materiały ilustracyjne: filmy, plansze, fotografie. Dzięki temu program był nie tylko przystępny, ale i angażujący wizualnie.
Jednym z najbardziej lubianych i pamiętanych segmentów „Teleranka” (a wcześniej także „Ekranu z Bratkiem”) był oczywiście „Zrób to sam” Adama Słodowego. Jego proste, ale genialne w swojej pomysłowości projekty zyskały status kultowych. Z blachy po puszkach, sklejki, wkładów do długopisów czy sznurka potrafił wyczarować coś użytecznego – i jeszcze nauczyć przy tym dzieci precyzji, cierpliwości i kreatywności.
Ale „Teleranek” to nie tylko majsterkowanie. Program od samego początku miał za zadanie inspirować – zachęcał do czytania, uczył szacunku do przyrody, promował radość z własnoręcznie wykonanych rzeczy, takich jak karmnik dla ptaków czy zielnik. Pokazywał, że warto być aktywnym, ciekawym świata, pomocnym innym – często bezinteresownie.
Nie można jednak zapominać o szerszym kontekście. W czasach PRL telewizja była nie tylko źródłem informacji i rozrywki, ale też ważnym narzędziem wychowawczym i – niekiedy – propagandowym. Programy młodzieżowe, w tym „Teleranek”, realizowały cele państwowe w zakresie kształtowania postaw obywatelskich. Socjalistyczna pedagogika stawiała na wspólnotę, obowiązek, pracowitość – i te wartości program rzeczywiście promował.
Nie oznacza to jednak, że „Teleranek” był tubą propagandową. Wyróżniał się subtelniejszym podejściem: raczej wzmacniał pozytywne wzorce niż serwował gotowe hasła. Choć niektórzy badacze klasyfikują całe ówczesne media młodzieżowe jako propagandowe, w przypadku „Teleranka” wiele zależało od interpretacji. Co ciekawe, Maciej Zimiński – ojciec programu – był honorowym członkiem ORMO, co pokazuje, że nawet pozornie apolityczne inicjatywy mogły być w jakiś sposób zintegrowane z mechanizmami kontroli państwa.
13 grudnia 1981 – dzień, w którym nie było „Teleranka”
Niedzielny poranek 13 grudnia 1981 roku na zawsze zapisał się w pamięci wielu Polaków – nie tylko jako dzień wprowadzenia stanu wojennego, ale także jako dzień, w którym „Teleranek” nagle zniknął z anteny. Dla dzieci był to pierwszy sygnał, że wydarzyło się coś złego. Tamtego ranka telewizor nie pokazał znajomych twarzy, nie zabrzmiała charakterystyczna czołówka. Cisza eteru miała wymiar symboliczny – codzienność została nagle przerwana.
Wraz z zawieszeniem emisji programu wprowadzono godzinę milicyjną, wyłączono telefony, zaostrzono cenzurę. Dorośli odczuwali to jako brutalną ingerencję państwa w życie społeczne i polityczne. Dzieci zaś – jako cios w to, co było ich stałym, bezpiecznym rytuałem. Brak „Teleranka” nie był po prostu zmianą w ramówce. Dla wielu najmłodszych widzów był to pierwszy namacalny dowód, że świat przestał być normalny.
Ten pozornie drobny szczegół – brak ulubionego programu – urósł z czasem do rangi symbolu. Stał się punktem odniesienia, rodzajem wspólnego wspomnienia o niesprawiedliwości tamtego dnia. Dla dzieciaków to nie były „wydarzenia polityczne”, to było bezceremonialne zburzenie ich świata.
Maciej Zimiński, twórca „Teleranka”, po latach przyznał, że nie pamięta, co dokładnie miało znaleźć się w programie tego dnia. Według niektórych źródeł odcinek miał być poświęcony zlotowi czarownic na Łysej Górze. Prawdopodobnie taśma z tym materiałem została skasowana lub zagubiona. Czy stało się to celowo – trudno dziś stwierdzić. Ale ta niepewność, zniknięcie programu i późniejsza „amnezja” jego twórcy idealnie oddają atmosferę tamtego czasu: cenzurę, niepewność, wszechobecną kontrolę.
„Teleranek” wrócił na antenę dopiero po trzech miesiącach – w marcu 1982 roku. Ale dla wielu młodych widzów nic już nie było takie samo.
„Teleranek” we wspomnieniach
„Teleranek” do dziś pozostaje symbolem dzieciństwa wielu pokoleń Polaków i dowodem na to, że wartościowe treści mogą kształtować charaktery, inspirować i edukować – nawet w trudnych czasach. Wspomnienia widzów wskazują, że telewizja PRL, a szczególnie „Teleranek”, potrafiła przekazywać pozytywne wzorce i rozwijać ważne umiejętności życiowe.
Program był jednym z filarów dziecięcej ramówki, obok takich kultowych pozycji jak „Miś z okienka”, „Zrób to sam”, „Pora na Telesfora”, „Piątek z Pankracym”, „Eureka” czy „Zwierzyniec”. Każdy z nich, podobnie jak „Teleranek”, łączył zabawę z nauką i niósł ze sobą jasno określoną misję wychowawczą. Adam Słodowy uczył zaradności i kreatywności, „Miś z okienka” otwierał dzieci na świat literatury, a Pankracy, Telesfor i spółka nie tylko bawiły, ale też budowały dziecięce poczucie humoru i empatii.
Silna nostalgia za „Telerankiem” i innymi programami dziecięcymi PRL-u nie wynika tylko z sentymentu do przeszłości. To również ponowna, dojrzała ocena ich wartości. Pomimo politycznego kontekstu, programy te miały realny, pozytywny wpływ na rozwój najmłodszych. Pomagały budować wspólnotową tożsamość i poczucie przynależności, które przetrwały dekady.
W epoce, gdy do wyboru były zaledwie dwa kanały, „Teleranek” wyróżniał się nie tylko jakością, ale też unikalnym zasięgiem. Miliony dzieci w całej Polsce wstawały w niedzielny poranek, by go obejrzeć. Jego siła tkwiła w prostocie, autentycznym kontakcie z widzem i szczerej chęci przekazania czegoś wartościowego.
„Teleranek” udowadnia, że nawet w rzeczywistości ograniczonej przez cenzurę i ideologiczne ramy można było tworzyć programy, które miały duszę. To nie tylko historia polskiej telewizji, ale także świadectwo tego, jak kultura masowa – nawet ta uwięziona w systemie – potrafiła tworzyć rzeczy trwałe, dobre i budujące.







