Dziennik Telewizyjny – propaganda i manipulacja

Dziennik Telewizyjny – codzienna dawka jedynie słusznej prawdy w okresie PRL-u. Propaganda, prowadzący i rola, jaką Dziennik odgrywał w życiu codziennym.

W czasach PRL „Dziennik Telewizyjny” był czymś znacznie więcej niż zwykłym programem informacyjnym. Dla władz był to jeden z głównych filarów propagandy – narzędzie kształtujące sposób myślenia społeczeństwa i skutecznie wspierające utrzymanie monopolu władzy. Od swoich skromnych początków jako „Wiadomości Dnia”, aż po rolę głównego serwisu informacyjnego z licznymi wydaniami – „Dziennik Telewizyjny” nie tylko towarzyszył historii PRL, ale też ją współtworzył.

Program był poddany ścisłej cenzurze i przedstawiał rzeczywistość w wersji „zatwierdzonej do emisji” – pełnej sukcesów socjalizmu, pozbawionej opozycji i niewygodnych faktów. Początkowo cieszył się dużym zainteresowaniem, bo dla wielu był jedynym źródłem informacji. Z czasem jednak widzowie zaczęli dostrzegać manipulacje – a symbolem buntu stały się spacery na czas Dziennika, czyli demonstracyjne wychodzenie z domu podczas emisji.

Od „Wiadomości Dnia” do głównego serwisu informacyjnego

Pierwsze wydanie „Dziennika Telewizyjnego” wyemitowano 2 października 1957 roku, a jego bezpośrednim poprzednikiem były „Wiadomości Dnia”, nadawane zaledwie od 30 kwietnia 1956 roku.

Program wystartował skromnie – jedno wydanie dziennie o 19:30, które początkowo prowadził Jerzy Tepli. Ale w miarę rozwoju telewizji i rozszerzania ramówki rosła też obecność programu na antenie – pojawiały się wydania poranne, popołudniowe, wieczorne, a nawet specjalne magazyny, takie jak „Magazyn DTV”.

W 1976 roku wieczorne wydanie zyskało nową formułę — „Wieczór z Dziennikiem”, z udziałem trzech dziennikarzy – w tym „specjalistów” od spraw krajowych i zagranicznych. Ten zabieg miał dodać programowi profesjonalizmu i powagi, a przy okazji – uwiarygodniać oficjalną narrację.

W czasie stanu wojennego „Dziennik Telewizyjny” przybrał wojskową twarz – dosłownie. Prezenterzy (Andrzej Racławicki, Mieczysław Marciniak, Witold Stefanowicz, Marek Tumanowicz, Stanisław Kaczmarski) występowali w mundurach, a sam program stał się codzienną dawką jeszcze bardziej tępej propagandy.

Jesteśmy ubezwłasnowolnieni, a więc podkreśleniem tej sytuacji byłoby założenie munduru. […] Wtedy uważałem ten pomysł za znakomity, no a później okazał się fatalny w skutkach. Ten „zielony ogon” ciągnął się za mną później przez długie lata.

— Marek Tumanowicz w rozmowie z TVP Info

Rozszerzone półtoragodzinne wydanie „Dziennika” z 13 grudnia 1981 roku, w dniu wprowadzenia stanu wojennego, stanowiło jaskrawy przykład wykorzystania programu do rozpowszechniania rządowego uzasadnienia dla podjętych działań i kontrolowania przepływu informacji w krytycznym momencie.

Władze wprowadziły w całym kraju stan wojenny – środki specjalne, aby nie dopuścić do założonej programowo przez ekstremistyczne kierownictwo „Solidarności” krwawej konfrontacji.

— Witold Stefanowicz w „Dzienniku Telewizyjnym” z 13.12.1981 roku
Dziennik Telewizyjny w stanie wojennym
„Dziennik Telewizyjny” w stanie wojennym – prowadzący Marek Tumanowicz (© TVP)

W końcowym etapie historii „Dziennika” pamiętnym był dzień 28 października 1989, kiedy to na koniec wywiadu w głównym sobotnim wydaniu Joanna Szczepkowska wypowiedziała słowa, które dziś uznaje się za symboliczne.

Proszę Państwa, 4 czerwca 1989 skończył się w Polsce komunizm.

— Joanna Szczeokowska

Ostatni raz „Dziennik Telewizyjny” pojawił się na antenie 17 listopada 1989 roku, a poprowadził go Janusz Świerczyński. W ostatnim „Dzienniku” mówiono m.in. o problemach z zakupem benzyny, relacjonowano wizytę przewodniczącego „Solidarności” Lecha Wałęsy w USA, a także omówiono przemiany zachodzące w innych krajach komunistycznych (w Bułgarii, na Węgrzech, w NRD i ZSRR). Dzień później „Dziennik Telewizyjny” został zastąpiony przez „Wiadomości”.

Tuba propagandowa partii

Nie ma co ukrywać – „Dziennik Telewizyjny” był propagandowym narzędziem Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Program pokazywał rzeczywistość przez filtr ideologii. Sukcesy systemu były wyolbrzymiane, porażki przemilczane lub zrzucane na „elementy antysocjalistyczne”. Działacze „Solidarności” i inni opozycjoniści byli przedstawiani jako wichrzyciele, zdrajcy, a nawet agenci obcych mocarstw.

W latach 70. dominowała „propaganda sukcesu” – kraj rzekomo kwitł, rosła produkcja, ludzie byli szczęśliwi. W latach 80. pojawiła się „propaganda klęski”, która z kolei zrzucała winę za problemy gospodarcze na „Solidarność” i chaos po roku 1980. W obu przypadkach przekaz był jasny — partia wie najlepiej, a każdy, kto myśli inaczej, szkodzi krajowi.

Telewizja nie może być ściekiem […] gdzie mieszczą się wszystkie opinie, a telewidz jest od tego, żeby sobie z tych opinii wybierał te, które mu odpowiadają najbardziej. Telewizja jest, była i będzie narzędziem władzy.

— Jerzy Ambroziewicz

Jak każdy przekaz medialny w PRL, także „Dziennik Telewizyjny” był ściśle kontrolowany przez Główny Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. To właśnie ta instytucja decydowała, co można powiedzieć, a co należy przemilczeć. Funkcjonowały listy tematów tabu, „czarne listy” osób, które nie mogły pojawiać się na antenie, oraz obowiązek przedstawiania materiałów do zatwierdzenia przed emisją.

Wśród tematów objętych cenzurą znajdowały się między innymi wszelkie pozytywne przedstawienia przedwojennej prawicy politycznej, krytyka gospodarki PRL, negatywne opinie o rządzącej elicie oraz istotne informacje dotyczące działalności i wpływu Kościoła katolickiego.

Codzienność na szklanym ekranie

Struktura wydań „Dziennika Telewizyjnego” zazwyczaj obejmowała mieszankę wiadomości krajowych i zagranicznych, komentarzy politycznych (zawsze zgodnych z linią partii) oraz sporadycznych segmentów kulturalnych lub sportowych. Konsekwentnie skupiano się na tematach uznawanych przez władze komunistyczne za ważne. Wiadomości międzynarodowe przedstawiane były z perspektywy interesów Związku Radzieckiego i solidarności z innymi państwami socjalistycznymi, a wydarzenia kulturalne – zgodne z oficjalną ideologią.

W późniejszych latach do struktury programu dodano segmenty uzupełniające, takie jak sobotnia „Kronika kulturalna” prowadzona przez Irenę Jagielską i niedzielny „Magazyn międzynarodowy” prowadzony przez Grzegorza Woźniaka, które oferowały szerszy zakres treści, ale nadal podlegały cenzurze i kontroli ideologicznej.

Charakterystycznym przykładem materiałów propagandowych były relacje z budowy nowych zakładów przemysłowych oraz obszerne relacje z wizyt oficjalnych przywódców partyjnych, takich jak Edward Gierek, często przedstawiane w przesadnie pozytywnym i entuzjastycznym świetle. W programie stosowano „nowomowę” i emocjonalnie nacechowany język, zwłaszcza w odniesieniu do przeciwników politycznych i spraw międzynarodowych, co można zaobserwować w zachowanych nagraniach archiwalnych.

Społeczny odbiór „Dziennika”

Początkowo program cieszył się dużą oglądalnością, jednak zaufanie publiczne do niego z czasem znacząco spadło, szczególnie w późniejszych dekadach PRL. Popularne stało się powiedzenie „Telewizja kłamie”, świadczące o powszechnej nieufności i cynizmie wobec informacji prezentowanych w „Dzienniku Telewizyjnym”.

Przejawem oporu wobec propagandy programu były demonstracyjne spacery organizowane przez działaczy „Solidarności” i inne grupy opozycyjne podczas emisji głównego wydania wieczornego, zwłaszcza po wprowadzeniu stanu wojennego.

Negatywnie oceniano również prezenterów „Dziennika Telewizyjnego” występujących w mundurach wojskowych w okresie stanu wojennego. Warto wspomnieć o otwartej krytyce „Dziennika Telewizyjnego” ze strony związku zawodowego „Solidarność” w okresie jego legalnego funkcjonowania w latach 1980-1981, kiedy to zarzucano programowi rozpowszechnianie fałszywych i zmanipulowanych informacji.

Rozbieżność między początkowo wysoką oglądalnością a późniejszym powszechnym brakiem zaufania do „Dziennika Telewizyjnego” podkreśla ograniczenia kontrolowanego przez państwo medium masowego w utrzymaniu wiarygodności, gdy jego relacje konsekwentnie przeczą doświadczeniom i percepcji znacznej części społeczeństwa.

Twarze propagandy

Wśród rozpoznawalnych prezenterów „Dziennika Telewizyjnego” na przestrzeni lat znaleźli się między innymi Jerzy Tepli (pierwszy prowadzący), Irena Dziedzic, Eugeniusz Pach, Jan Suzin, Andrzej Nowaliński, Andrzej Kozera, Adam Bronikowski, Jerzy Rosołowski, oraz prezenterzy kojarzeni z okresem stanu wojennego, tacy jak Marek Tumanowicz i Witold Stefanowicz.

Kadr z programu Dziennik Telewizyjny
Kadr z programu „Dziennik Telewizyjny” – prowadzący Andrzej Kozera (© TVP)

Prezenterzy „Dziennika Telewizyjnego”, zwłaszcza ci, którzy pozostali z programem przez dłuższy czas lub stali się kojarzeni ze szczególnie kontrowersyjnymi okresami, takimi jak stan wojenny, stali się wysoce rozpoznawalnymi postaciami, które dla wielu widzów uosabiały kontrolowane przez państwo media i brak obiektywizmu.

Dziedzictwo „Dziennika Telewizyjnego”

Często dokonuje się porównań między „Dziennikiem Telewizyjnym” a współczesnymi polskimi mediami publicznymi, zwłaszcza w dyskusjach i krytyce dotyczących braku obiektywizmu i rozpowszechniania narracji motywowanych politycznie. Program ten głęboko wrył się w zbiorową pamięć Polaków jako kluczowy element epoki PRL, często wywołując silne emocje i służąc jako punkt odniesienia w dyskusjach o przeszłości i roli mediów w społeczeństwie.

Dziś „Dziennik Telewizyjny” to nie tylko ciekawostka z historii PRL. To także przypomnienie, jak łatwo medium publiczne może stać się narzędziem w rękach władzy. I jak wielką wartością – również dziś – jest niezależne dziennikarstwo i wolność słowa.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *