Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu (1967-1989)

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu – od Trubadurów po Annę German. Propaganda, dorobek artystyczny i dziedzictwo kulturowe.

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu nie był zwykłą imprezą rozrywkową ani niewinnym muzycznym świętem. To był jeden z najbardziej dopracowanych i konsekwentnie realizowanych projektów propagandowych Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, ubrany w piosenkę, mundur i letnią, urlopową atmosferę.

U jego podstaw leżały bardzo konkretne cele polityczne. Festiwal miał pomagać w legitymizowaniu powojennego porządku, zwłaszcza obecności państwa polskiego na tzw. Ziemiach Odzyskanych, oraz w budowaniu mitu Ludowego Wojska Polskiego jako strażnika nienaruszalności zachodnich granic. Muzyka była tu tylko nośnikiem, łatwym do przyswojenia, emocjonalnym i skuteczniejszym niż niejeden oficjalny komunikat.

Sama idea cyklicznego przeglądu piosenki o tematyce wojskowej zaczęła się krystalizować w połowie lat 60. w kręgach Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego. Nic w tej układance nie było przypadkowe, również wybór miejsca i terminu. Kołobrzeg, miasto-symbol walk o Pomorze i miejsce Zaślubin Polski z Morzem, w szczycie sezonu urlopowego stawał się idealną scenografią dla przekazu, który miał trafić zarówno do widzów przed telewizorami, jak i do tysięcy wczasowiczów.

Od Połczyna do Kołobrzegu

Pierwsza edycja wydarzenia, działającego jeszcze pod nazwą Festiwalu Muzyki i Piosenki Żołnierskiej, odbyła się w czerwcu 1967 roku w Połczynie-Zdroju. Wybór tej miejscowości nie był przypadkowy. Połczyn, jako uzdrowisko, oferował zaplecze noclegowe i wypoczynkowe odpowiednie dla artystów, wojskowych dygnitarzy i partyjnych gości. Jednocześnie leżał niedaleko terenów, na których w 1945 roku toczyły się krwawe walki o przełamanie Wału Pomorskiego. Od samego początku piosenka żołnierska została więc wpisana w konkretną topografię pamięci. Miała ona brzmieć nie gdziekolwiek, ale dokładnie tam, gdzie przelewano krew za Polskę.

Już rok później formuła festiwalu zaczęła się zmieniać. W 1968 roku druga edycja odbywała się równolegle w dwóch miastach: w dotychczasowym Połczynie-Zdroju oraz w Kołobrzegu, w dniach od 3 do 7 lipca. Rozwiązanie było logistycznie kłopotliwe, ale propagandowo bardzo korzystne. Pozwalało bowiem dotrzeć do szerszego grona odbiorców, zarówno mieszkańców Pomorza Środkowego, jak i żołnierzy stacjonujących w regionie.

W listopadzie 1968 roku oficjalnie postanowiono, że głównym gospodarzem festiwalu zostanie Kołobrzeg. Rok 1969 przyniósł natomiast wyraźny podział ról między oba miasta. Połczyn-Zdrój stał się siedzibą Festiwalu Zespołów Artystycznych Wojska Polskiego, skupionego na amatorskim ruchu artystycznym w armii i mniejszych formach scenicznych. Kołobrzeg przejął natomiast rolę centrum wielkiej, profesjonalnej estrady – Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, transmitowanego przez Telewizję Polską i oglądanego w całym kraju.

Nie chodziło jednak wyłącznie o infrastrukturę i większe możliwości organizacyjne. O przenosinach do Kołobrzegu zadecydował przede wszystkim jego potężny ładunek symboliczny. Miasto Zaślubin Polski z Morzem z marca 1945 roku idealnie nadawało się na scenę imprezy, która miała jednocześnie celebrować powrót na ziemie piastowskie, sojusz z ZSRR i nowoczesność socjalistycznej armii. To właśnie tutaj piosenka żołnierska miała stać się jednym z narzędzi upowszechniania oficjalnego patriotyzmu i obywatelskich treści w wersji zatwierdzonej przez władzę.

Festiwal i kołobrzeski amfiteatr

Przeniesienie festiwalu do Kołobrzegu wymusiło na władzach miejskich i wojskowych decyzje, których nie dało się już odkładać. Jeśli impreza miała stać się prawdziwym telewizyjnym widowiskiem, potrzebny był obiekt zdolny pomieścić kilka tysięcy widzów oraz całą, jak na tamte czasy bardzo skomplikowaną, aparaturę Telewizji Polskiej. Wybór padł na teren dawnego Fortu Wilczego – miejsce, gdzie już w 1925 roku istniał niemiecki amfiteatr, niemal doszczętnie zniszczony podczas walk o miasto w 1945 roku.

Przez długie lata był to właściwie tylko odgruzowany plac z prowizoryczną sceną. Widzowie siadali bezpośrednio na ziemi, a o jakiejkolwiek infrastrukturze trudno było mówić. Sytuacja zmieniła się gwałtownie w 1968 roku, gdy zapadła decyzja o organizacji festiwalu w Kołobrzegu. Budowa nowoczesnego amfiteatru stała się pokazowym przykładem socjalistycznej mobilizacji i czynu. Prace ruszyły w kwietniu, a wszystko musiało być gotowe przed lipcową inauguracją. Czasu było dramatycznie mało.

Konstrukcja okazała się ogromnym wyzwaniem inżynieryjnym. Zużyto potężne ilości stali, a samo zadaszenie estrady ważyło 24 tony. Spawacze mieli do wykonania około 7 kilometrów spoin i robili to w tempie, które dziś trudno sobie wyobrazić. Amfiteatr projektowano na 4,8 tysiąca miejsc siedzących, ale w praktyce podczas koncertów galowych napór publiczności był znacznie większy. Przy efektach pirotechnicznych, rozbudowanej scenografii i obecności ciężkiego sprzętu wojskowego na zapleczu, w obiekcie przebywało nawet 6,5 tysiąca osób.

Dzięki festiwalowym transmisjom amfiteatr szybko stał się jedną z ikon architektury PRL-u. Charakterystyczna bryła i efektowne oświetlenie w telewizji budowały obraz nowoczesnego, dynamicznego państwa, które potrafi organizować wielkie widowiska na europejskim poziomie. Pośpiech towarzyszący budowie miał jednak swoją cenę. Przez lata obiekt borykał się z brakiem zadaszenia widowni oraz postępującą degradacją betonowych konstrukcji. Po zakończeniu regularnych edycji festiwalu w latach 90. amfiteatr stopniowo popadł w ruinę, paradoksalnie tak samo szybko, jak kiedyś wyrósł z potrzeby propagandowego spektaklu.

Nagrody na Festiwalu Piosenki Żołnierskiej: Złote, Srebrne i Brązowe Pierścienie

Jednym z najbardziej charakterystycznych, a dziś już niemal zapomnianych elementów kołobrzeskiego festiwalu był system nagradzania artystów. W przeciwieństwie do Opola czy Sopotu, gdzie rozdawano Liry i Słowiki, w Kołobrzegu najwyższym trofeum były Pierścienie. Nie był to przypadek ani kaprys organizatorów. Forma nagrody odwoływała się wprost do symboliki Zaślubin Polski z Morzem, a Złoty Pierścień miał znaczenie wykraczające poza zwykłe wyróżnienie artystyczne. Był znakiem wierności tradycji żołnierskiej, państwowej narracji i oficjalnej wersji patriotyzmu.

Od 1971 roku obowiązywała zasada, według której Złoty i Srebrny Pierścień przyznawano zespołowo, zawsze trójce twórców: wykonawcy, autorowi tekstu i kompozytorowi. Taki model miał jasno określony cel. Z jednej strony promował współpracę znanych artystów estradowych z zawodowymi autorami muzyki i słów, z drugiej – skutecznie eliminował amatorszczyznę z głównego nurtu koncertów galowych. Kołobrzeg miał być sceną profesjonalną, kontrolowaną i przewidywalną.

Kołobrzeskie Pierścienie były nagrodą prestiżową także dlatego, że ich znaczenie wykraczało daleko poza kwestie finansowe. Laureaci Złotych Pierścieni zyskiwali status artystów szczególnie zasłużonych dla resortu obrony. W praktyce często oznaczało to łatwiejszy dostęp do nagrań płytowych, większą obecność w mediach państwowych i częstsze zaproszenia na kolejne festiwale oraz imprezy okolicznościowe. Obok nagród regulaminowych przyznawano również wyróżnienia specjalne, co dodatkowo wzmacniało hierarchię festiwalowych laurów.

Dla porządku warto spojrzeć także na konkretne kwoty. W 1968 roku średnia miesięczna płaca w Polsce wynosiła 2 106 zł. Podczas pierwszego festiwalu w Kołobrzegu nagrody pieniężne – w zależności od kategorii – były naprawdę znaczące. W kategorii zespołów wokalnych przyznawano: I miejsce – 10 000 zł, II miejsce – 6 000 zł, III miejsce – 4 000 zł. Wśród solistów stawki były nieco niższe: I miejsce – 6 000 zł,
II miejsce – 4 000 zł, III miejsce – 3 000 zł. Przyznawano także wyróżnienia po 2 000 zł, co w praktyce oznaczało równowartość jednej średniej pensji. Jak na realia PRL-u była to nagroda bardzo konkretna.

Lista laureatów Złotych Pierścieni robi wrażenie także dziś. Wśród nagrodzonych znaleźli się m.in. Dana Lerska („Wrzosy”), Trubadurzy („Nie ma taty, nie ma mamy”), zespół 2 plus 1 („Czerwone słoneczko”), Krzysztof Krawczyk („Czym dla wojska jest piosenka”), Teresa Tutinas („Rosła w boru”), Anna German („O czym Bałtyk opowiada”), Kazimierz Kowalski („Marsz bliski sercu”) czy Katarzyna Sobczyk („Mundury zielone jak liście”).

Kołobrzeski festiwal dał też kilka przebojów, które na trwałe weszły do zbiorowej pamięci: „Przyjedź mamo na przysięgę” Trubadurów, „Po ten kwiat czerwony” zespołu No To Co czy „Takiemu to dobrze” w wykonaniu aktora Józefa Nowaka. Żołnierskie piosenki śpiewali tu również Adam Zwierz – rekordzista festiwalu, który wystąpił aż 20 razy – a także Halina Frąckowiak, Sława Przybylska, Bernard Ładysz, Halina Kunicka oraz zespoły Breakout, Skaldowie i Czerwono-Czarni.

Artyści i twórcy, czyli między sztuką a zamówieniem politycznym

Skład artystyczny Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu robił ogromne wrażenie. Przez festiwalową scenę przewinęła się niemal cała elita polskiej estrady czasów PRL-u. Dla wielu piosenkarzy, kompozytorów i autorów tekstów był to nie tylko prestiżowy występ, ale też szansa na dotarcie do masowej publiczności przy wykorzystaniu najlepszego dostępnego wówczas zaplecza technicznego i telewizyjnego. Warto pamiętać, że właśnie w Kołobrzegu swoje pierwsze, poważne kroki na estradzie stawiali m.in. Maria Jarzębska, Małgorzata Ostrowska, Krystyna Giżowska czy Regina Pisarek.

Prawdziwą siłą napędową festiwalu byli jednak zawodowi twórcy, którzy potrafili zamienić ideologiczne zamówienie w atrakcyjną formę muzyczną. Wśród kompozytorów piszących specjalnie dla Kołobrzegu znaleźli się artyści z najwyższej półki. Jerzy Wasowski – mistrz polskiej piosenki – podchodził do tematyki wojskowej z ogromną dbałością o formę i melodykę. Katarzyna Gärtner wnosiła do piosenki żołnierskiej nowoczesne aranżacje, czerpiące z rocka i popu. Włodzimierz Korcz specjalizował się w utworach o dużym ładunku dramatycznym, a Marek Sewen i Benedykt Konowalski byli niezastąpieni przy wielkich formach orkiestrowych i widowiskach z udziałem chórów wojskowych.

Równie istotną rolę odgrywali autorzy tekstów. Piosenki pisali uznani poeci i tekściarze, tacy jak Tadeusz Urgacz, Roman Sadowski czy Włodzimierz Scisłowski. Ich zadanie było trudne: należało połączyć patriotyczne hasła i wojskową symbolikę z codziennością żołnierskiej służby, a jednocześnie nadać tekstom lekkość i metaforyczność. Często się to udawało, choć granice ideologicznej poprawności pozostawały nieprzekraczalne.

Dla wykonawców Kołobrzeg był natomiast miejscem budowania popularności na masową skalę. Na scenie pojawiały się największe gwiazdy polskiej piosenki: Maryla Rodowicz – której „Powołanie” stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów festiwalu – Anna Jantar, Zdzisława Sośnicka czy Krzysztof Krawczyk. Ich obecność gwarantowała wysoką oglądalność transmisji i sprawiała, że propagandowe treści były łatwiej przyswajalne, zwłaszcza przez młodsze pokolenia widzów.

Szczególne miejsce w historii festiwalu zajmuje zespół 2 plus 1. Ich „Czerwone słoneczko”, nagrodzone Złotym Pierścieniem w 1972 roku, jest doskonałym przykładem piosenki, która całkowicie oderwała się od swojego pierwotnego, militarnego kontekstu i zaczęła żyć własnym życiem jako uniwersalny przebój polskiej muzyki rozrywkowej. Podobną drogę przeszły utwory Trubadurów – dynamiczne, nowoczesne brzmieniowo, wnoszące do festiwalu powiew zachodniej estrady. Był to zabieg w pełni świadomy. Organizatorzy doskonale rozumieli, że atrakcyjna forma muzyczna najlepiej sprzedaje nawet najbardziej ideologiczne treści, a socjalistyczny styl życia musi brzmieć nowocześnie, by być wiarygodny.

Konferansjerzy Festiwalu Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu miał swoją charakterystyczną, niemal rytualną oprawę. Jednym z jej najważniejszych elementów byli konferansjerzy. Nie pełnili oni roli zwykłych zapowiadaczy kolejnych punktów programu. Byli moderatorami zbiorowych emocji, przewodnikami po festiwalowym spektaklu i swoistym łącznikiem między cywilną publicznością a wojskowym nadawcą przekazu. Ich zadaniem było nadanie odpowiedniego tonu każdemu występowi i utrzymanie widza w pożądanym stanie emocjonalnym.

Najbardziej rozpoznawalną twarzą festiwalu był bez wątpienia Stanisław Mikulski. Jako odtwórca roli Hansa Klossa w serialu „Stawka większa niż życie” stał się w latach 70. żywym symbolem polskiego bohatera – inteligentnego, opanowanego i zawsze zwycięskiego oficera wywiadu. Jego obecność w Kołobrzegu była propagandowym strzałem w dziesiątkę. Publiczność nie widziała w nim wyłącznie aktora, lecz ucieleśnienie narodowego mitu o żołnierzu idealnym.

Mikulski często wychodził poza klasyczną rolę konferansjera. Sam występował na scenie jako wykonawca, śpiewając piosenki o wyraźnym zabarwieniu patriotycznym. W ten sposób granica między fikcją filmową a rzeczywistością festiwalu niemal całkowicie się zacierała. Kloss schodził z ekranu telewizora prosto na estradę, a widz otrzymywał spójny, wiarygodny obraz bohatera obecnego „tu i teraz”.

Stałą partnerką sceniczną Mikulskiego była Maria Wróblewska. Tworzyli duet oparty na wyraźnym kontraście: męskiej stanowczości i kobiecej elegancji oraz subtelności. Ten układ nie był przypadkowy. Odzwierciedlał oficjalny model relacji społecznych w socjalistycznym społeczeństwie, w którym role były jasno przypisane i harmonijne.

W późniejszych latach, zwłaszcza w okresie kryzysu lat 80., rola konferansjera zaczęła się zmieniać. Coraz częściej prowadzącym koncerty galowe był Adam Wojdak, solista Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego. Jako żołnierz zawodowy nadawał festiwalowi bardziej oficjalny, wręcz branżowy charakter. Była to odpowiedź na narastający bojkot imprezy przez cywilne środowiska artystyczne oraz coraz wyraźniejsze pęknięcia w dotychczasowej formule festiwalu.

Prowadzenie koncertów galowych wymagało od konferansjerów dużej sprawności i wyczucia. To oni musieli balansować między patosem martyrologii a lekkością estradowej piosenki żołnierskiej. W jednym momencie wprowadzali widzów w nastrój zadumy przy utworach poświęconych poległym na frontach, by chwilę później z entuzjazmem zapowiadać dynamiczne piosenki o dziewczynach czekających na żołnierzy czy o trudach służby na morzu. Ta emocjonalna sinusoida była kluczem do utrzymania uwagi masowego odbiorcy i sprawnego przemycania właściwego przekazu.

Kołobrzeski festiwal i propaganda – piosenka w służbie socjalistycznego państwa

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu był – obok Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze – najważniejszym muzycznym narzędziem propagandy w PRL-u. Nie była to tylko impreza rozrywkowa z elementami wojskowej stylistyki, lecz starannie zaprojektowany mechanizm indoktrynacji, działający na kilku poziomach jednocześnie.

Jednym z podstawowych zadań festiwalu było utrwalanie narracji o tzw. powrocie do macierzy. Kołobrzeg, miasto niemal doszczętnie zniszczone w 1945 roku i odbudowane już w realiach Polski Ludowej, pełnił rolę żywego symbolu skuteczności nowego, socjalistycznego państwa. Festiwalowe piosenki chętnie odwoływały się do historii walk 1. Armii Wojska Polskiego, selektywnie eksponując te epizody, które podkreślały braterstwo broni z ZSRR, a jednocześnie konsekwentnie pomijając niewygodne fakty z najnowszej historii.

Propaganda Kołobrzegu była też wyraźnie adresowana do młodego pokolenia, objętego powszechnym obowiązkiem służby wojskowej. Piosenki miały oswajać strach przed wojskiem, przedstawiając armię jako przestrzeń dojrzewania, technicznego postępu i męskiej wspólnoty. Utwory w rodzaju „Myśmy są wojsko” czy „W wojsku nie jest źle” nie pozostawiały wątpliwości co do swojej funkcji. Miały bezpośrednio wpływać na postawy poborowych i ograniczać opór wobec wcielenia do jednostek wojskowych.

Stałym elementem festiwalowego repertuaru był także motyw zagrożenia płynącego z Zachodu, przede wszystkim ze strony RFN. Armia Ludowa przedstawiana była jako jedyny realny gwarant bezpieczeństwa granic na Odrze i Nysie Łużyckiej. Budowanie atmosfery „oblężonej twierdzy” służyło mobilizacji społecznej i uzasadnianiu ogromnych wydatków na zbrojenia w ramach Układu Warszawskiego, które w innych okolicznościach trudno byłoby wytłumaczyć przeciętnemu obywatelowi.

Festiwal Piosenki Żołnierskiej popularyzował również ideę internacjonalistycznej pomocy wojskowej. Ten przekaz nabierał szczególnego znaczenia po interwencji wojsk Układu Warszawskiego w Czechosłowacji w 1968 roku oraz w okresach kolejnych napięć geopolitycznych. Piosenka estradowa stawała się wówczas narzędziem legitymizowania decyzji politycznych, które w rzeczywistości budziły poważne kontrowersje.

Kryzys lat 80. i transformacja ustrojowa

Lata 80. okazały się okresem schyłkowym dla klasycznej formuły Festiwalu Piosenki Żołnierskiej. Wprowadzenie stanu wojennego w grudniu 1981 roku i gwałtowna militaryzacja życia publicznego sprawiły, że festiwal zaczął być postrzegany nie jako wydarzenie kulturalne, lecz jako symbol opresji. Dla dużej części społeczeństwa stał się on kolejnym elementem propagandowej rzeczywistości narzuconej siłą.

W tym czasie doszło do masowego bojkotu imprezy przez czołowych artystów estradowych. Wielu wykonawców nie chciało już firmować swoim nazwiskiem wojskowej propagandy w momencie otwartej konfrontacji władzy z ruchem „Solidarność”. Festiwal, który jeszcze dekadę wcześniej przyciągał największe gwiazdy, zaczął tracić swój blask i znaczenie.

Organizatorzy z Głównego Zarządu Politycznego Wojska Polskiego zostali zmuszeni do zmiany strategii. Coraz większą rolę zaczęli odgrywać artyści zawodowo związani z armią oraz wykonawcy z krajów bloku wschodniego. Podejmowano również próby odświeżenia formuły, wprowadzając piosenki o bardziej uniwersalnym, często pokojowym przesłaniu. Symptomatycznym przykładem był utwór Adama Wojdaka „Jeszcze będzie ten świat”, zaprezentowany w 1989 roku. Był to jednak raczej sygnał zmiany epoki niż realna szansa na uratowanie festiwalu.

Ostatnia edycja Festiwalu Piosenki Żołnierskiej, odbywająca się pod patronatem politycznych struktur Ludowego Wojska Polskiego, miała miejsce właśnie w 1989 roku. Upadek systemu komunistycznego, rozwiązanie Głównego Zarządu Politycznego WP oraz transformacja armii w kierunku standardów demokratycznych pozbawiły festiwal jego podstaw, zarówno finansowych, jak i ideologicznych. Impreza, która przez lata była jednym z filarów państwowej propagandy, po prostu przestała mieć rację bytu.

Dziedzictwo kulturowe Festiwalu Piosenki Żołnierskiej

Festiwal Piosenki Żołnierskiej w Kołobrzegu śmiało można nazwać „festiwalem wyklętym”. Mimo jednoznacznych, negatywnych konotacji politycznych, w sferze muzycznej pozostawił on po sobie bogaty i niejednoznaczny dorobek. Wiele kompozycji, tworzonych przez najwybitniejszych polskich muzyków tamtej epoki, przetrwało jako przykłady znakomitego rzemiosła estradowego.

Pamięć o festiwalu wciąż jest żywa w samym Kołobrzegu, gdzie emerytowani żołnierze oraz członkowie chórów pielęgnują tradycję wykonywania dawnych przebojów. Dla wielu mieszkańców miasto nadal kojarzy się z lipcowymi wieczorami spędzanymi w amfiteatrze. Świadczy to o silnej potrzebie oddzielenia osobistych wspomnień i nostalgii od surowej oceny historycznej mechanizmów propagandowych, które stały za tym wydarzeniem.

Dziedzictwo Festiwalu Piosenki Żołnierskiej ma zatem charakter dualistyczny. Z jednej strony stanowi przestrogę przed instrumentalizacją kultury, z drugiej — pozostaje ważnym rozdziałem w historii polskiej muzyki rozrywkowej XX wieku.

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *