6 sierpnia 1982: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 6 sierpnia 1982 r. Dziś warto obejrzeć pierwszy odcinek serialu Janusza Kidawy – Białe tango.

Program 1

08:50 Żniwa ’82

09:00 „Teleferie” — Listy z lata oraz film z serii „Podróż za jeden uśmiech” — odcinek pt. „Polowanie na kapelusz”

16:55 Program dnia

17:00 Dziennik Telewizyjny

17:20 „Janosik” (11) — „Trudna miłość” — film TP

18:15 „Od melodii do melodii”

18:30 Wieczorynka

19:00 „Przyjemne z pożytecznym”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Monitor rządowy

20:30 „Białe tango” (1) — „Druga miłość” — serial TP. Reż. – Janusz Kidawa. Występują: Laura Łącz, Włodzimierz Gołaszewski, Tomasz Kidawa, Tatiana Sosna-Sarno, Anna Ciepielewska, Franciszek Trzeciak i inni.

21:25 „U Krzysztofa Sadowskiego” — filmowy portret znanego kompozytora i wirtuoza gry na organach

21:55 Dziennik Telewizyjny

22:15 „Las lubi pracę” — reportaż

Program 2

18:00 Telewizja Kraków na antenie „Dwójki”: „Mnich” — Józef Uznański opowiada legendy związane z tatrzańskim szczytem

18:30 Antyczny świat prof. Krawczuka — „Fajdros”

18:45 „Kocham cię za to” — liryki miłosne Kazimierza Przerwy-Tetmajera w wykonaniu Anny Dymnej

19:00 Panorama

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Telewizja Katowice na antenie „Dwójki”

21:50 Wakacyjne Kino „Dwójki”: „Tęsknota Sherlocka Holmesa” — komedia prod. czechosłowackiej

Wojtek ogląda dziś serial „Białe tango”

Piątek, 6 sierpnia 1982 roku. Stan wojenny niby zelżał, ale wciąż wisiał nad Polską jak ciemna chmura. Na ulicach wojsko już nie paradowało tak ostentacyjnie, ale w sercach i umysłach wielu ludzi trwała mobilizacja – cicha, wewnętrzna. W tym kontekście telewizja wciąż przypominała raczej reglamentowany towar niż wolne medium. Ramówka była jak kawa zbożowa – niby gorąca, niby czarna, ale to jednak nie to. A mimo to, kto umiał patrzeć uważnie potrafił w tej skromnej ofercie znaleźć coś więcej niż tylko rozrywkę.

Tego dnia „Jedynka” całkiem nieźle poradziła sobie z zadaniem pod tytułem „dostarczyć coś do obejrzenia”. Rano pojawił się kolejny odcinek dobrze znanego i wciąż lubianego serialu „Podróż za jeden uśmiech” – dla młodszych był to po prostu wakacyjny klasyk, a dla starszych moment nostalgii za beztroską, której już nie było. Po południu – „Janosik”. Co by nie mówić, zbójnicki romantyzm w wydaniu Marka Perepeczki miał nadal swoją moc. Była to historia z pazurem, ale też z poczuciem sprawiedliwości – może trochę naiwna, ale w tamtym czasie potrzeba wiary, że silny potrafi być dobry, była większa niż wcześniej.

Ale to wieczór przyniósł coś szczególnego – „Białe tango”. Serial, który nie stał się legendą, nie przeszedł do historii jako kultowy, ale miał w sobie coś, co sprawiało, że Wojtek nie mógł oderwać wzroku od ekranu. To było coś więcej niż tylko tło do kolacji. To była opowieść o kobietach, o ich świecie, który rzadko bywał głównym tematem seriali tamtych lat.

Pierwszy odcinek – „Druga miłość” – poruszał temat dobrze znany wielu widzom – pragnienie bliskości i rozczarowanie, które przychodzi, gdy druga strona nie dorasta do naszych uczuć. Magda, samotna matka, młoda, ładna, z ambicjami i wiarą, że może jeszcze coś się ułoży. I Wiesiek – uśmiechnięty, elokwentny, czarujący – do momentu, gdy pada słowo „dziecko”. I wtedy wszystko gaśnie.

To nie był odcinek, po którym zakładało się różowe okulary. To nie był serial, który zapewniał ukojenie przez ucieczkę w bajkę. „Białe tango” uderzało gdzieś głęboko. Może dlatego, że każda z bohaterek nosiła w sobie cząstkę rzeczywistości, w której widzowie tkwili po uszy. To były kobiety, które mogło się znać, mijać na korytarzu zakładu pracy, spotkać w sklepie lub na spacerze. Ich historie nie były krzykliwe, ale prawdziwe.

Białe tango

Każdy odcinek serialu przedstawia życie jednej z kobiet zatrudnionych w tym samym miejscu pracy. Od młodych dziewczyn po dojrzałe kobiety.

Zobacz więcej ➞

Ten serial był jak biały dym unoszący się nad betonem – delikatny, ale wyrazisty. Pokazywał, że nawet w czasach, kiedy światło było reglamentowane, telewizja potrafiła jeszcze wyświetlić odbicie prawdziwego życia. Nie idealizowanego, nie zamglonego przez propagandę, lecz takiego, które można było poczuć na własnej skórze.

Wojtek nie pamięta może dokładnie dialogów z tego odcinka. Ale pamięta uczucie, jakie zostawił on po sobie. To było uczucie pustki i żalu, ale też szacunku dla Magdy – za to, że miała odwagę kochać, chociaż dobrze wiedziała, że może znów zostać sama. Takie emocje, podane w piątkowy wieczór, były cenniejsze niż niejeden polityczny komentarz. I wbrew pozorom – bardziej subwersywne.

Bo w czasach, gdy „emocje” miały być dozowane z góry, a „prawda” poddana obróbce, opowieść o samotnej dziewczynie z sekretariatu była jak cichy protest. Cichy, ale jak każde prawdziwe tango, pełen napięcia i braku zgody na bylejakość.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *