4 stycznia 1986: Sobota przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na sobotę 4 stycznia 1986 r. Dziś po Dzienniku warto obejrzeć francuską komedię z Louisem de Funes – Hibernatus.

Program 1

07:25 Telewizyjne Technikum Rolnicze — Język polski (sem. III) — Problem chłopski w literaturze epoki pozytywizmu

07:55 Telewizyjne Technikum Rolnicze — Wskazówki metodyczne (sem. III) — Kontrola i ocena samokształcenia

08:25 Program dnia

08:30 „Tydzień na działce”

09:00 Dla młodych widzów: „Sobótka” oraz film „Przygody Elektronika” (1)

10:30 DT — wiadomości

10:40 „W świecie ciszy” — program dla niesłyszących

11:10 „Telewizyjna lista przebojów”

11:25 „Doświadczanie siebie” — o aktorstwie Jana Świderskiego

12:35 „Siedem anten” — magazyn publicystyczno-rozrywkowy

13:20 Mała sonata Romualda Twardowskiego

13:30 „Za kierownicą”

14:00 „Konto”

14:30 „Azymut” — wojskowy magazyn publicystyczny

15:00 DT — wiadomości

15:05 Antologia dramatu powszechnego: William Szekspir „Romeo i Julia”

17:00 „Interart 85” — reportaż

17:30 Losowanie Dużego Lotka

17:40 Studio Sport — Turniej 4 Skoczni

18:30 „Tempo 84” — program rozrywkowy produkcji NRD

19:00 Dobranoc — „Dziwny świat kota Filemona”

19:10 „Z kamerą wśród zwierząt” — „Ptasie hobby”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Hibernatus” — francuska komedia filmowa. Reż. – Édouard Molinaro. Występują: Louis de Funes, Claude Gensac, Olivier de Funès, Paul Préboist, Bernard Alane i inni.

21:20 „Czas” — magazyn publicystyczny

22:10 DT — wiadomości

22:15 Studio Sport

23:10 „Coś mnie omija” — recital Leszka Długosza

23:35 „Pieśń kota” (1) — amerykański film fabularny

Program 2

14:00 Nauczycielski Uniwersytet Radiowo-Telewizyjny — Aktualne problemy oświaty

14:30 Nauczycielski Uniwersytet Radiowo-Telewizyjny — Studium geografii — Państwo w oczach geografa (2)

15:00 Powitanie

15:10 „Temat na dziś” — „Gorąca linia” — sprawa do załatwienia

16:00 „Wideoteka”

16:40 „Temat na dziś”

17:30 „Wioska ziemia” — „Śladami Inków” — angielski serial dokumentalny

17:55 „Idę na vabank” — reportaż

18:30 „Errata”

19:00 „Halo komputer”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Klasyka i współczesność — X Ogólnopolski Festiwal Dramaturgii Rosyjskiej i Radzieckiej

20:35 Filharmonia „Dwójki” — koncert fortepianowy Chopina

21:20 „Tydzień w polityce” — komentuje Karol Szyndzielorz

21:30 „Brawo” — „Nie zdążymy zjeść szarlotki” — piosenki Wandy Mojer

22:15 „Kochankowie swoich czasów” — film fabularny prod. angielskiej

23:10 Wieczorne wiadomości

23:15 Jazz w „Akwarium”

Wojtek ogląda dziś film „Hibernatus”

Sobotni wieczór 4 stycznia 1986 roku zapowiadał się wyjątkowo przyjemnie, zwłaszcza dla tych widzów, którzy po „Dzienniku Telewizyjnym” szukali w telewizji czegoś lżejszego, mniej zobowiązującego i po prostu śmiesznego. Dla Wojtka takim niemal rytualnym wyborem były francuskie komedie z Louisem de Funèsem, aktorem, który potrafił jedną miną, jednym wybuchem złości albo nerwowym gestem rozbroić nawet największych ponuraków.

Tego wieczoru Telewizja Polska trafiła w dziesiątkę emitując film „Hibernatus”, komedię szczególną, bo na ekranie pojawił się nie jeden, a dwóch de Funèsów. U boku Louisa wystąpił bowiem jego syn Olivier, co dla uważnych widzów było dodatkową atrakcją i pretekstem do rozmów przy filmie: „Patrz, to naprawdę jego syn!”.

„Hibernatus” opowiada o odnalezionym po kilkudziesięciu latach w lodach Grenlandii mężczyźnie, ofiarze katastrofy francuskiego parowca z 1905 roku, którego udaje się przywrócić do życia. Cała Francja śledzi to sensacyjne wydarzenie, a Hubert de Tartas (Louis de Funès) odkrywa, że „odmrożony” to jego własny przodek. Aby ochronić go przed szokiem nowego świata, rodzina urządza mu życie w realiach początku XX wieku, co prowadzi do lawiny komicznych sytuacji i typowych dla de Funèsa wybuchów emocji.

W realiach telewizji PRL takie filmy miały znaczenie szczególne. Były oddechem od codzienności, chwilą normalności i europejskiej lekkości, której na co dzień brakowało. Nie trzeba było analizować fabuły ani doszukiwać się drugiego dna. Wystarczyło tylko usiąść przed ekranem i dać się porwać temu charakterystycznemu, francuskiemu humorowi.

Dla Wojtka był to jeden z tych wieczorów, które zapadają w pamięć właśnie dlatego, że niczego nie udawały. Prosta przyjemność oglądania de Funèsa, śmiech po „Dzienniku”, świadomość, że choć na półtorej godziny świat może być trochę mniej poważny. A „Hibernatus” tylko to potwierdził. Obecność de Funesa na ekranie wystarczyła, by sobotni wieczór uznać za udany.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *