12 czerwca 1984: Wtorek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na wtorek 12 czerwca 1984 r. Dziś warto obejrzeć komedię schyłkowego socrealizmu – Irena do domu!

Program 1

09:30 Dla II zmiany: „Propozycja” — odc. VIII filmu TV CSRS z serii „Powiał na północy”

12:00 „Domowe przedszkole”

12:50 Plastyka (kl. III) — Spotkanie z Szymonem Kobylińskim

15:55 Program dnia

16:00 „U przyjaciół”

16:30 Dziennik Telewizyjny

16:40 Dla młodych widzów — „Latający Holender” – Klub Zdobywców Oceanów i „Michałki”

17:30 „Męstwo” — odc. V seryjnego filmu fabularnego prod. TV radzieckiej

18:35 Publicystyka

19:00 Dla dzieci: Dobranoc

19:10 Klinika zdrowego człowieka

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Studio wyborcy

20:25 „Propozycja” — powtórzenie odc. VIII filmu z serii „Powiat na północy”

21:25 Sport: Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej — Francja – Dania (II połowa)

22:40 „To jest muzyka!” — koncert d-moll Jana Sebastiana Bacha w wykonaniu Yehudi Menuhina, Lelanda Chena i Polskiej Orkiestry Kameralnej

Program 2

16:55 Program dnia

17:00 Dziennik Telewizyjny

17:10 „Za kierownicą”

17:30 Pamiętniki Anastazji Gołębiewskiej z cyklu „Powroty”

18:00 „Poszukiwania”

18:30 „Kronika” — Szczecin, Koszalin, Słupsk i Piła

19:00 „Skojarzenia” — teleturniej

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 Ekspres reporterów

20:30 Sport: Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej — I połowa meczu Francja – Dania

21:15 Dziennik Telewizyjny

21:30 Sprawy ludzkie: „Cierpienie”

22:00 Filmoteka trzech pokoleń: „Irena do domu!” — film komediowy prod. polskiej

Wojtek ogląda dziś komedię „Irena do domu!”

We wtorek 12 czerwca 1984 r. Telewizyjna „Dwójka” sięgnęła do skarbca polskiej kinematografii i wyciągnęła z niego film, który być może nie był arcydziełem, ale z pewnością należał do tych tytułów, które jeszcze przez lata potrafiły rozjaśnić wieczór widzowi zmęczonemu codziennością PRL-u. Mowa o komedii „Irena do domu!” z 1955 roku – filmie, który dziś można oglądać nie tylko z uśmiechem, ale i z odrobiną nostalgii.

W czasach, gdy na ekranie rządziły seriale „Czterdziestolatek”, „07 zgłoś się” i kolejne odcinki „Domu”, emisja lekkiej komedii z lat 50. mogła wydawać się trochę jak wycieczka w przeszłość, nieco już zapomnianą, trochę bardziej czarno-białą – choć nie tylko z powodu technologii. Bo i realia, i sposób bycia, i język, którym mówiono w takich filmach, miały w sobie coś z przedwojennej elegancji zmieszanej z powojenną siermiężnością.

„Irena do domu!” to opowieść o młodej kobiecie, która — uwaga, spoiler! — musi wrócić do domu, bo… no właśnie, powód sam w sobie jest pretekstem do pokazania całej serii zabawnych perypetii, pomyłek i przekomarzań. W tle Warszawa połowy lat 50., ludzie żyjący skromnie, ale z pewnym urokiem i humorem, który dziś brzmi może naiwnie, ale wtedy był lekarstwem na szarzyznę życia codziennego.

Czy w 1984 roku ten film śmieszył tak samo jak w roku swojej premiery? Już nie. Ale z pewnością był dla wielu widzów sympatycznym przypomnieniem czasów młodości. A dla młodszych – jakąś formą edukacji – tak wyglądały mieszkania, tak się ubierano, tak mówiono. Bez efektów specjalnych, bez pośpiechu, ale za to z uśmiechem. Telewizja w tamtym czasie potrafiła przypominać starsze filmy nie tylko od święta. Czasem po prostu były one potrzebne — jako lek na duszę, jako przerywnik między „ważnymi komunikatami” a kolejnym wydaniem „Dziennika Telewizyjnego”. Bo w PRL-u nawet komedia miała swoją misję – dać ludziom chwilę wytchnienia, pozwolić się pośmiać, niekoniecznie z systemu – choć i takie podteksty potrafiono przemycić.

Dziś „Irena do domu!” to świadek epoki. A każdy taki seans w TVP był jak mała podróż wehikułem czasu. Czasem warto się cofnąć, choćby na półtorej godziny, żeby zobaczyć, że nawet w czasach trudnych ludzie potrafili się śmiać. I to chyba najlepszy powód, by ten film przypominać niezależnie od dekady.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *