1 stycznia 1988: Piątek przed telewizorem

Zapraszam na program telewizyjny na piątek 1 stycznia 1988 r. Dziś warto obejrzeć film Romana Załuskiego z muzyką Seweryna Krajewskiego – Głód serca.

Program 1

08:55 Program dnia

09:00 Dla młodych widzów: „Milcząca przyjaźń” — film fabularny prod. nowozelandzkiej

10:45 „Jasełka” — dokumentalny film TP

11:15 Koncert muzyki polskiej

12:15 DT – Wiadomości

12:20 Powtórzenie Orędzia Noworocznego

12:35 „Walewice mon amour” — dokumentalny film TP

13:30 Variete w Poznaniu

14:20 Studio Sport — Turniej Czterech Skoczni

15:15 „Zmiennicy” (9) – „Podróż sentymentalna” — serial TP. Reż. – Stanisław Bareja. Występują: Ewa Błaszczyk, Mieczysław Hryniewicz, Anna Gornostaj, Alicja Migulanka, Mieczysław Czechowicz, Bronisław Pawlik, Marcel Szytenchelm i inni.

16:20 Recital Cateriny Valente

17:15 Teleexpress

17:30 „Tina Turner” — program rozrywkowy

18:10 „Hollywood Davida Selznicka” — film dokumentalny prod. USA

19:00 Wieczorynka — „Smurfy”

19:30 Dziennik Telewizyjny

20:00 „Głód serca” — film obyczajowy TP. Reż. – Roman Załuski. Występują: Ewa Kasprzyk, Jerzy Zelnik, Krzysztof Wojdat i inni.

21:25 „Zimowy pan” — program rozrywkowy

22:30 Studio Sport

23:35 „Marek i Wacek” — ostatni koncert

00:30 Kino nocne: „Z Alice donikąd” (1) — serial kryminalno-obyczajowy prod. australijskiej

Program 2

11:55 Powitanie

12:00 Studio Sport — Kolorowy zawrót głowy (1)

13:55 „Kraina Nigdy Nigdy” — film fabularny prod. angielskiej

15:15 Dla młodych widzów: „Razem 30” — świąteczne wydanie „5-10-15”

15:30 Studio Sport — Kolorowy zawrót głowy (2)

16:20 „Biały wilk” (2) — serial prod. francuskiej

17:20 Marcello Mastroianni o sobie — program filmowy

18:00 „Kino-Oko” — kalejdoskop filmowy

19:10 Studio Sport — Kolorowy zawrót głowy (3)

20:00 Rawa Blues ’87 — program rozrywkowy

21:00 Studio Sport — Kolorowy zawrót głowy (4)

21:30 Panorama dnia

21:45 Ekranizacja literatury światowej: „Młode lwy” — film fabularny prod. USA

Wojtek ogląda dziś film „Głód serca”

Nowy Rok 1988 telewizja zaczynała dość klasycznie. Najpierw sport – skoki narciarskie, obowiązkowy punkt programu dla wielu widzów, jeszcze w świąteczno-noworocznym rozleniwieniu. Później Bareja i „Zmiennicy”, czyli solidna dawka humoru, ironii i tego swojskiego absurdu, który potrafił uchwycić tylko on. Dla młodszych „Smurfy”, a więc chwila wytchnienia i bajkowej prostoty. Dopiero wieczorem, gdy dzień powoli gasł, a noworoczna atmosfera zaczynała ustępować zwyczajnej ciszy, telewizja zaproponowała film Romana Załuskiego „Głód serca”.

Wojtek podszedł do tego seansu z ciekawością, ale i z pewnym sceptycyzmem. Nazwisko Załuskiego nie kojarzyło się jeszcze wtedy jednoznacznie. Dopiero za kilka miesięcy „Kogel-mogel”, a trochę później „Galimatias, czyli Kogel-mogel II” miały na dobre przekonać Wojtka, że to reżyser obdarzony wyjątkowym wyczuciem ludzi i codzienności. W 1988 roku „Głód serca” jawił się raczej jako propozycja nieoczywista, odstająca od noworocznego tonu lekkiej rozrywki.

Film nie był ani melodramatem, ani komedią. To kameralne, spokojne studium psychologiczne dwojga dojrzałych, samotnych ludzi, których życie nauczyło ostrożności w uczuciach. Janusz, czterdziestoletni architekt, znajduje na ulicy psa. Ten drobny przypadek staje się początkiem ciągu zdarzeń. Poszukiwania właścicieli prowadzą go do dziesięcioletniego Pawła, a wkrótce także do jego matki Marii, kobiety samotnie wychowującej syna. Z czasem troska o dobro chłopca zaczyna łączyć dorosłych w sposób naturalny i pozbawiony wielkich deklaracji.

Załuski pokazuje emocje półgłosem. Bez patosu, bez tanich wzruszeń. Bohaterowie niosą w sobie bagaż dawnych urazów i rozczarowań, które każą im trzymać dystans, nawet wtedy, gdy rodzi się coś ważnego. Pytanie, czy zdołają ten dystans pokonać, pozostaje w centrum opowieści, ale film nie spieszy się z odpowiedzią.

„Głód serca” oglądany w noworoczny wieczór mógł zaskakiwać swoją powściągliwością. Po Barei i Smurfach był jak nagłe wyciszenie, jak moment zatrzymania. Z perspektywy czasu widać w nim zapowiedź wrażliwości reżysera, który potrafił z równą swobodą opowiadać o komediowych perypetiach młodych ludzi, jak i o cichych dramatach dojrzałych bohaterów. I choć wtedy Wojtek po seansie nie był zachwycony, to właśnie takie filmy często wracają we wspomnieniach. Bez hałasu, bez fajerwerków, za to z uczciwym spojrzeniem na ludzką samotność i potrzebę bliskości.

Dobranoc Państwu. Koniec programu na dziś. Proszę o wyłączenie odbiorników!

Wojtek Płusa

Wojtek Płusa

Szperam w programach TV z PRL jak archeolog – wyciągam serialowe skarby, audycje i ciekawostki. Codziennie dorzucam felieton i szczyptę nostalgii. Jeśli podoba Ci się to, co robię, postaw mi kawę. Po dobrej kawie działam lepiej niż Unitra na bateriach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *