Mimo upływu dekad, „07 zgłoś się” pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych i uwielbianych seriali w historii polskiej telewizji. Postać porucznika Sławomira Borewicza – przystojnego, błyskotliwego śledczego o „zachodnim” stylu bycia – na trwałe zapisała się w zbiorowej pamięci widzów. Serial, który miał być nowoczesną wizytówką Milicji Obywatelskiej, przerósł swoje propagandowe założenia i stał się kultowym fenomenem popkultury PRL. Co sprawiło, że produkcja balansująca na granicy rozrywki, propagandy i społecznej obserwacji zdobyła tak ogromną popularność? I dlaczego Borewicz do dziś uchodzi za ikonę epoki?
Narodziny legendy i współpraca z Milicją Obywatelską
„07 zgłoś się” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych seriali kryminalnych PRL-u. Jego emisja rozpoczęła się 25 listopada 1976 roku, a ostatni odcinek wyemitowano dopiero 25 maja 1989 roku. Za reżyserię większości epizodów odpowiadał Krzysztof Szmagier, wcześniej znany z serialu „Przygody psa Cywila”. Przy niektórych odcinkach pracowali również Andrzej Jerzy Piotrowski (odc. 9) i Kazimierz Tarnas (odc. 13), a produkcję powierzono renomowanemu Studiu Filmowemu „Kadr”.
Inspiracją dla twórców była popularna seria opowiadań kryminalnych „Ewa wzywa 07”, wydawana przez Iskry w latach 1968–1989. Co ciekawe, pierwotnie planowano, że serial nosić będzie tytuł „Przygody porucznika Wolskiego”, jednak ostatecznie wybrano znacznie bardziej nośne i charakterystyczne „07 zgłoś się”, bezpośrednio nawiązujące do milicyjnego kryptonimu porucznika Borewicza, którego używał w komunikacji radiowej.
Produkcja serialu odbywała się przy ścisłej współpracy z Milicją Obywatelską, która nie tylko służyła konsultacjami podczas pisania scenariusza, ale również udostępniała sprzęt: radiowozy, śmigłowce, broń palną, a nawet kajdanki. Początkowo serial miał pełnić funkcję swoistej propagandy – miał ocieplać wizerunek milicjanta i pokazywać kulisy pracy funkcjonariuszy w formule przyjaznej i zrozumiałej dla widza.
Pożądanym propagandowo modelem, z którego Krzysztof Szmagier trząsł się ze śmiechu, był ludowy milicjant, niesłychanie empatyczny, regulaminowy, staruszki czule i troskliwie przeprowadzał przez jezdnię, często chodził na spotkania do szkół podstawowych i z troską wprowadzał dzieci w arkana ruchu drogowego. Borewicz był pod prąd temu propagandowemu stereotypowi. Dowód najprostszy na to jest taki, że ZSRR nigdy nie kupił i nie wyświetlił żadnego z odcinków „07 zgłoś się”.
— Bronisław Cieślak w wywiadzie dla portalu iPL — Bronisław Cieślak: „07 zgłoś się” to film, w którym mamy zapis obyczajów i portret PRL — 01.05.2013
Jednak z czasem serial wyrósł ponad swoją funkcję „reklamową”. Dzięki pewnej swobodzie twórczej i ograniczonej ingerencji cenzury, udało się przemycić do scenariusza więcej niż tylko oficjalny przekaz. W wielu odcinkach pojawiają się wątki realistyczne, a nawet ironiczne, ukazujące nie tylko przestępstwa, ale też szarą rzeczywistość tamtych lat. To właśnie ta autentyczność sprawiła, że „07 zgłoś się” stał się czymś więcej niż tylko milicyjnym serialem. Dla wielu widzów był (i nadal jest) nieformalnym dokumentem epoki, który – mimo całej swojej propagandowej otoczki – mówił o PRL-u więcej niż niejeden oficjalny przekaz.
Porucznik Sławomir Borewicz – bohater na miarę PRL czy transnarodowy archetyp?
Centralną postacią serialu „07 zgłoś się” jest porucznik Sławomir Borewicz – milicjant, który miał więcej wspólnego z bohaterem kina akcji niż z szarą codziennością MO. O wyjątkowej intuicji, błyskotliwy i inteligentny, z klasą i poczuciem humoru. Na tle stereotypowego wizerunku milicjanta epoki PRL – topornego, sztywnego i raczej bez polotu – Borewicz jawił się niczym powiew świeżości.
Ubierał się z zachodnim luzem, używał Old Spice’a, mówił po angielsku, a kobiety do niego lgnęły. Elokwentny i szarmancki, nie miał nic wspólnego z urzędniczym stylem funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa. Co więcej, potrafił sam siebie zdystansować od systemu. W jednym z odcinków przyznaje, że choć sam jest niewierzący, jego przyszła żona uzyskała zgodę kurii na ślub kościelny. W czasach, gdy państwo konsekwentnie promowało ateizm, taki wątek stanowił nie lada osobliwość.
Borewicz był więc ucieleśnieniem PRL-owskich paradoksów – funkcjonariuszem w służbie systemu, a jednocześnie kimś, kto potrafił ten system obchodzić z wyczuciem i ironią. Działał skutecznie, ale nieszablonowo, przekraczał granice, ale zawsze w imię „sprawy”. Nie był figurą propagandy, tylko człowiekiem z krwi i kości, który – jak wielu ówczesnych Polaków – lawirował pomiędzy oficjalnym przekazem a rzeczywistością.
Szmagier przyjechał do mnie do Krakowa, nie uprzedzając o tej wizycie. Zadzwonił do drzwi, pies narobił hałasu, było rano, otworzyłem w piżamie, a on mówi: „Nazywam się Krzysztof Szmagier”. I zamilkł, cały Krzyś – wspominał w wywiadzie dla „Dziennika”. – Długo rozmawialiśmy, przeczytałem te scenariusze i zdecydowałem się dopiero wtedy, kiedy zrozumiałem, że gdybym takiego faceta jak Borewicz gdzieś poznał, w restauracji czy na wczasach, toby mi w takim gościu niespecjalnie przeszkadzało, jaki on wykonuje zawód. Szmagier podkreślał – i to była jedna z konstytutywnych zasad tego serialu – że chce to robić wbrew stereotypowemu wizerunkowi milicjanta w filmie i literaturze tamtego czasu, stworzyć postać krnąbrnego inteligenta, który nie jest członkiem partii i nie lubi przestrzegać regulaminów.
— Wywiad Bronisława Cieślaka dla portalu Dziennik.pl — 70-tka porucznika Borewicza – Bronisław Cieślak świętuje urodziny — 08.10.2013
Nic więc dziwnego, że widzowie szybko zaczęli porównywać go do Jamesa Bonda (numer 07 zobowiązuje), czy Brudnego Harry’ego – twardego, ale skutecznego gliny, który nie zawsze działa zgodnie z procedurami. Choć PRL był krajem zamkniętym na świat, pragnienie zachodniego stylu życia było w społeczeństwie bardzo silne. Borewicz dawał namiastkę tego świata – dynamicznego, kolorowego, bardziej wolnego. I co ważne – robił to w realiach, które widzowie znali z własnego życia.
Tym samym postać Borewicza wpisywała się w uniwersalny archetyp bohatera, który w każdym kraju – niezależnie od ustroju – przemawia do wyobraźni: sprawny, błyskotliwy, z zasadami (choć niekoniecznie zawsze zgodnymi z regulaminem), a przy tym ludzki. Serialowy milicjant, który mógłby z powodzeniem odnaleźć się w zachodnim kinie sensacyjnym, zyskał status ikony.
Do legendy przeszła także jego słabość do kobiet – delikatnie mówiąc, Borewicz nie należał do wiernych monogamistów. Spotykał się z wieloma partnerkami, często równocześnie.
Nasz bohater w każdym odcinku ma co najmniej jedną panienkę, a bywają odcinki, że przesadza ze swoim, powiedzmy, temperamentem. Jest niesubordynowany. Stawia się wobec przełożonych – co w Polsce jest najbardziej lubianą cechą. Do tego nie przestrzega regulaminu, wchodzi w konflikt z przepisami, jest niegłupi, dobrze bije w…
— Krzysztof Szmagier w wywiadzie dla miesięcznika „Film” – „07 zgłosi się jeszcze nie raz…” – nr 4/83
Co ciekawe, zawsze odnosił się do nich z szacunkiem, nawet jeśli były związane z przestępczym półświatkiem. Nigdy nie traktował kobiet protekcjonalnie – wspierał współpracowniczki, chwalił ich kompetencje i – na swój sposób – emanował nowoczesnym, choć nieco nonszalanckim, podejściem do relacji międzyludzkich.
Relacje Borewicza ze współpracownikami – odbicie przemian społecznych w PRL
Relacje porucznika Borewicza z jego współpracownikami były złożone i wielowymiarowe, stanowiąc nie tylko element narracji, ale też zwierciadło szerszych przemian społecznych i kulturowych zachodzących w Polsce Ludowej.
Porucznik Antoni Zubek (Zdzisław Kozień)
Zubek był starszy, bardziej zasadniczy i wyraźnie reprezentował pokolenie „okresu Gomułki”. Jego styl pracy – oparty na stricte służbowo pojmowanym obowiązku – kontrastował z luźnym i nowoczesnym podejściem Borewicza. Choć ich metody i światopoglądy się różniły, łączył ich wzajemny szacunek, który często wybrzmiewał w dowcipnych dialogach. Ich relacja symbolizowała zderzenie dwóch modeli funkcjonariuszy milicji – starego i nowego, konserwatywnego i elastycznego.
Sierżant Ewa Olszańska (Ewa Kuzyk-Florczak)
Borewicz okazywał pełne wsparcie sierżant Olszańskiej – chwalił jej kompetencje, słuchał opinii i traktował ją jak równorzędną partnerkę. Było to odzwierciedlenie bardziej nowoczesnego spojrzenia na rolę kobiet w służbach mundurowych, a jednocześnie subtelne przesłanie, że profesjonalizm nie zna płci. W czasach, gdy tradycyjna rola kobiety wciąż dominowała w życiu społecznym, Borewicz uosabiał nową jakość relacji zawodowych.
Major Wołczyk (Zdzisław Tobiasz)
Major Wołczyk, przełożony Borewicza, pełnił rolę mentora, ale także lojalnego protektora. W jednym z odcinków ukrył swojego podwładnego na prowincji, gdy groziła mu degradacja i proces. Ta lojalność nie była tylko wyrazem osobistych sympatii – pokazywała też, że nawet w systemie PRL istniała przestrzeń na człowieczeństwo i nieformalną solidarność.
Porucznik Waldemar Jaszczuk (Jerzy Rogalski)
Siostrzeniec Zubka, porucznik Jaszczuk, był przeciwieństwem Borewicza — schematyczny, mało elastyczny, tępy służbista. Ich relacja była chłodna i pełna uszczypliwości – symbolizowała wewnętrzne napięcia między młodszym pokoleniem funkcjonariuszy a próbami wprowadzenia bardziej ludzkiego, mniej ideologicznego modelu pracy w milicji.
Sierżant Anna Sikora (Hanna Dunowska)
W jednym z epizodów Borewicz, dowiedziawszy się, że sierżant Sikora jest w ciąży, w subtelny sposób okazuje jej troskę i oferuje pomoc. Ten ciepły gest nie był tylko scenariuszowym dodatkiem – pokazywał przemiany społeczne w zakresie wrażliwości na potrzeby kobiet i tematów dotąd nieobecnych w publicznym dyskursie.
„07 zgłoś się” jako obraz PRL-u – między propagandą a rzeczywistością
Serial „07 zgłoś się” często uchodzi za jeden z najbardziej autentycznych portretów życia codziennego w Polsce lat 70. i 80. XX wieku. Oprócz sensacyjnej fabuły i kryminalnych zagadek, produkcja ta wiernie oddawała klimat epoki – od mrocznych tajemnic przestępczego półświatka po zwyczajne realia codziennego życia w państwie socjalistycznym. Z tego względu „07 zgłoś się” bywa dziś postrzegany nie tylko jako serial rozrywkowy, ale również jako swoisty dokument czasów PRL.
Nigdy nie wdawaliśmy się w tym serialu w dywagacje, czy milicja jest do kochania. Milicja, policja, żandarmeria… Ludzie są świadomi tego, że jeżeli zwyrodnialec zamorduje dziewczynę, to ktoś go musi złapać.
— Krzysztof Szmagier w wywiadzie dla miesięcznika „Film” – „07 zgłosi się jeszcze nie raz…” – nr 4/83
Mimo że serial powstawał przy ścisłej współpracy z Milicją Obywatelską, nie unikał przedstawiania wyzwań, z jakimi borykała się ta formacja — chroniczny brak nowoczesnego wyposażenia, niedobór radiowozów, powszechna biurokracja i coraz bardziej zorganizowana przestępczość. Serial, choć realizowany z myślą o promocji ludowej władzy, nie ukrywał tych niedostatków – wręcz przeciwnie, w dyskretny sposób je eksponował.
W cenzurze łapali się za głowę, oglądając to, co robiliśmy. Bo to było naprawdę kontrowersyjne, co dziś brzmi raczej śmiesznie. O dziwo przed zakusami cenzury bronił nas aparat ucisku: władze MSW, pułkownicy Milicji Obywatelskiej. Czy to nie paranoja?
— Bronisław Cieślak
Postać porucznika Borewicza – nieco hollywoodzkiego supergliny – pełniła funkcję kompensacyjną, tworząc iluzję sprawczości, skuteczności i nowoczesności milicji. Jednak nawet krótkie sceny ukazujące uciążliwości biurokracji czy przestarzały sprzęt stanowiły pęknięcia w propagandowej fasadzie. Te subtelne rysy czyniły serial bardziej wiarygodnym dla widzów, którzy na co dzień zmagali się z podobnymi problemami w innych sferach życia.
„07 zgłoś się” ukazywał świat, w którym często jedyną drogą do dobrobytu było zejście na złą drogę. Serial nie tylko przedstawiał działania przestępców, ale też obnażał mechanizmy, które do tych działań prowadziły. Aspiracje konsumpcyjne społeczeństwa zderzały się z rzeczywistością podupadającego systemu gospodarczego. Choć władze PRL miały słabość do kryminałów – widząc w nich narzędzie propagandy, w którym przestępczość przedstawiano jako spuściznę kapitalizmu – „07 zgłoś się” wykraczał poza ten schemat. Pokazywał, że przestępczość była nie tylko reliktem przeszłości, ale realnym i rosnącym problemem w samym sercu socjalistycznego ustroju.
Poprzez przedstawienie postaci badylarzy, spekulantów czy nielegalnych handlarzy serial odsłaniał ciemne strony systemu, który nie dawał legalnych możliwości zaspokajania aspiracji materialnych. Bogacenie się było piętnowane, a jednocześnie ukazywane jako coś niemal nieuniknionego. Scena, w której żona jednego z badylarzy kupuje sztabki złota, by uratować swoje pieniądze, dobrze oddaje to napięcie: z jednej strony była to krytyka moralna, zgodna z oficjalną ideologią, z drugiej – wyraz społecznego niepokoju i braku zaufania do państwa.
Tym samym „07 zgłoś się” był nie tylko sprawnie zrealizowanym serialem sensacyjnym, ale też zwierciadłem społecznych patologii PRL-u. Pokazując świat, który oficjalnie nie miał prawa istnieć, a jednak istniał, serial zyskał rangę istotnego źródła do analizy socjologicznej epoki.
Dlaczego „07 zgłoś się” był tak popularny?
„07 zgłoś się” to bezsprzeczny klasyk PRL-owskiej popkultury. Na jego sukces złożyło się kilka kluczowych elementów.
Po pierwsze – scenariusz. Sprawnie napisany, pełen zwrotów akcji i błyskotliwych dialogów, łączył sensacyjne intrygi z humorem i celnie uchwyconymi realiami życia codziennego. Po drugie – główny bohater. Porucznik Borewicz, grany przez Bronisława Cieślaka, był milicjantem na wskroś nietypowym: elokwentny, pewny siebie, inteligentny i przystojny – bardziej James Bond niż typowy urzędnik w mundurze. Po trzecie – obsada. Przez serial przewinęło się wielu znakomitych aktorów i aktorek, co podnosiło jego poziom artystyczny.
Popularność „07 zgłoś się” wynikała też z umiejętnego balansowania między oficjalną linią a potrzebami widzów. Z jednej strony spełniał zadania propagandowe – promował pozytywny obraz milicji, był wręcz „reklamą resortu”. Z drugiej – robił to w sposób na tyle nowoczesny, dynamiczny i subtelnie krytyczny, że wymykał się jednoznacznemu zaszufladkowaniu. Borewicz – z jednej strony lojalny funkcjonariusz, z drugiej – człowiek z charakterem, luzem i charyzmą – był postacią, z którą łatwo było się utożsamić.
Oficjalna propaganda widziała w serialu skutecznego narzędzie narracyjne, a społeczeństwo – opowieść o codzienności, która mimo ciągłego pudrowania ukazywała prawdziwe problemy systemu. To właśnie ta zdolność do funkcjonowania na dwóch poziomach uczyniła z „07 zgłoś się” fenomen nie tylko swojego czasu, ale i trwały element kulturowego pejzażu PRL.
Serial od samego początku cieszył się ogromnym zainteresowaniem widzów. Akcja, realizm i bohater z charyzmą sprawiły, że „07 zgłoś się” stał się fenomenem telewizyjnym.
Ciekawostki o „07 zgłoś się”
- Numer „07”: Tytułowy kod to radiowy numer wywoławczy Milicji Obywatelskiej, a nie nawiązanie do Jamesa Bonda.
- Tylko 4 odcinki: Pierwotnie Krzysztof Szmagier planował nakręcić tylko cztery odcinki. Ostatecznie powstało ich aż 21 w pięciu seriach.
- Pierwotny odtwórca Borewicza: Bronisław Cieślak nie był pierwszym wyborem do głównej roli – rozważano innych aktorów – Jana Englerta, Piotra Fronczewskiego i Krzysztofa Chamca. Wszyscy jednak odmówili udziału w serialu albo z obawy przed „syndromem Klossa” albo z powodu innych zobowiązań zawodowych. Ostatecznie wybrano Bronisława Cieślaka, redaktora krakowskiej telewizji.
- Realistyczne scenariusze: Sceny z serialu były inspirowane prawdziwymi sprawami kryminalnymi, a sam Cieślak często wnosił własne pomysły do dialogów.
- Lokacje: Zdjęcia kręcono w wielu polskich miastach, w tym w Warszawie, Gdańsku i Katowicach, dzięki czemu widzowie mogą oglądać krajobrazy PRL-u.
- Cenzura: Niektóre odcinki miały problemy z emisją z powodu pokazywania niewygodnych dla władz PRL wątków.
- Samochody Borewicza: Milicjant jeździł m.in. Polonezem 1500 oraz Fiatem 125p, które do dziś są ikonami PRL-u.
- Muzyczny motywem przewodni: We wszystkich odcinkach przewijają się fragmenty piosenki Alicji Majewskiej pt. „Przed nocą i mgłą” (muzyka Włodzimierza Korcza, tekst Zbigniewa Staweckiego). W całości utwór ten słyszymy w odcinku „Strzał na dancingu”.
- Kontynuacja w latach 90.?: Po transformacji ustrojowej rozważano powrót Borewicza jako prywatnego detektywa, ale projekt nigdy nie doszedł do skutku.
Reżyseria
Krzysztof Szmagier, Andrzej Jerzy Piotrowski, Kazimierz Tarnas
Scenariusz
Krzysztof Szmagier, Michał Komar, Andrzej Kamiński, Stefan Klonowski
Rok produkcji
1976-1989
Data premiery
25 listopada 1976
Liczba odcinków
21
Obsada
Bronisław Cieślak (porucznik Sławomir Borewicz), Zdzisław Tobiasz (major Wołczyk), Zdzisław Kozień (porucznik Antoni Zubek), Jerzy Rogalski (porucznik Waldemar Jaszczuk), Ewa Kuzyk-Florczak (sierżant Ewa Olszańska), Hanna Dunowska (sierżant Anna Sikora), Elżbieta Kijowska (prokurator Zofia Ołdakowska)







